Francuzki za prawem mężczyzn do uwodzenia. "Bronimy wolności do naprzykrzania się, niezbędnej dla wolności seksualnej"

Świat
Francuzki za prawem mężczyzn do uwodzenia. "Bronimy wolności do naprzykrzania się, niezbędnej dla wolności seksualnej"
commons.wikimedia.org/Martin J. Kraft
Aktorka Catherine Deneuve, która podpisała się pod listem.

Sto Francuzek, w tym 74-letnia aktorka Catherine Deneuve, podpisało list w obronie prawa mężczyzn do uwodzenia. Odcinają się w nim od ruchu #MeToo, narodzonego po skandalu wokół producenta z USA Harveya Weinsteina, którego kilkadziesiąt kobiet ze świata filmu i mediów oskarżyło o molestowanie. "Bronimy wolności do naprzykrzania się, niezbędnej dla wolności seksualnej" - napisano w liście.

"Gwałt jest zbrodnią. Ale uporczywa czy niezręczna próba podrywania nie jest przestępstwem, a szarmanckość - szowinistyczną agresją" - czytamy w opublikowanym we wtorek na portalu dziennika "Le Monde" tekście, pod którym podpisały się francuskie pisarki, aktorki, uczone i dziennikarki.

 

W swym liście kobiety - poruszone "powrotem purytanizmu" i nadejściem feminizmu "nienawidzącego mężczyzn i seksualności" - odcinają się od ruchu #MeToo.

 

"Nie mylić niezręcznego flirtu z agresją seksualną"

 

"Bronimy wolności do naprzykrzania się, niezbędnej dla wolności seksualnej. Jesteśmy obecnie wystarczająco zaniepokojone, by przyznać, że popęd seksualny jest ze swej natury agresywny i dziki, ale jesteśmy także wystarczająco przenikliwe, by nie mylić niezręcznego flirtu z agresją seksualną" - uważają m.in. pisarki Catherine Millet i Catherine Robbe-Grillet, a pod tekstem podpisały się, oprócz Deneuve, także dziennikarka Elisabeth Levy czy spikerka radiowa i dawna aktorka porno Brigitte Lahaie.

 

Zdaniem tych Francuzek mężczyźni są karani lub zmuszani do odejścia z pracy, "podczas gdy jedynym ich błędem było dotknięcie kolana, próba skradzenia pocałunku, mówienie o sprawach intymnych podczas służbowych kolacji czy wysyłanie wiadomości o podtekście seksualnym do kobiety, która nie odwzajemnia zauroczenia".

 

Odpowiedź na ten manifest wystosowały w środę francuskie feministki, których tekst opublikowano na stronie radia France Info. "Gdy robi się chociaż półmilimetrowy krok w stronę równego traktowania, dobrzy ludzie od razu nam przypominają, że możemy popaść w skrajność" - czytamy w liście podpisanym przez ok. 30 kobiet, m.in. aktywistek i dziennikarek.

 

"Recydywistki w dziedzinie obrony pedokryminalistów"

 

Ich zdaniem panie podpisane pod tekstem w "Le Monde" "celowo zestawiają relację uwodzenia, opartą na szacunku i przyjemności, z przemocą".

 

"We Francji każdego dnia setki tysięcy kobiet padają ofiarą molestowania. Dziesiątki tysięcy agresji seksualnych. I setki gwałtów" - czytamy.

 

Według feministek większość kobiet podpisanych pod listem w "Le Monde" to "recydywistki w dziedzinie obrony pedokryminalistów czy apologii gwałtu", które "po raz kolejny wykorzystują swoją obecność w mediach do bagatelizowania przemocy seksualnej" i "w rzeczywistości pogardzają milionem kobiet, które padają lub padały ofiarą" takiej przemocy.

 

Jak ocenia agencja AP, teksty te uwydatniają mieszane uczucia, jakie panują we Francji w związku z systematycznymi w ostatnich miesiącach oskarżeniami wobec wpływowych mężczyzn w wielu krajach o przypadki molestowania.

 

PAP

paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze