W środę w Sejmie trwa posiedzenie komisji zdrowia, na którym minister Konstanty Radziwiłł ma poinformować o skali i skutkach protestu lekarzy. W ostatnich miesiącach część lekarzy zrezygnowała z pracy powyżej 48 godz. tygodniowo, domagając się wzrostu nakładów na ochronę zdrowia i podwyżek.

 

Na konferencji prasowej w Sejmie Kosiniak-Kamysz ocenił, że problem w służbie zdrowia jest "bardzo dramatyczny". Lider Stronnictwa oświadczył, że jego partia ma "konstruktywne" propozycje rozwiązania tego problemu.

 

Szef PSL podkreślił, że potrzebny jest dialog i gotowość do wspólnej pracy ponad podziałami politycznymi, bo - jak uzasadniał - służba zdrowia jest obszarem, który należy wyłączyć z "naparzanki" politycznej.

 

"Trzeba siąść do realnych rozmów a nie obrażać"


Prezes ludowców zaproponował zwiększenie finansowania służby zdrowia "tu i teraz", w przeciwieństwie do założeń nowelizacji ustawy, na mocy której nakłady na opiekę zdrowotną mają stopniowo rosnąć do 6 proc. PKB w 2025 roku.

 

Według Kosiniaka-Kamysz dodatkowe pieniądze można pozyskać m.in. poprzez przesunięcie 2 proc. ze składki rentowej - zgodnie z wyliczeniami PSL kwota ta wyniosłaby ok. 10 mld zł - oraz poprzez wykorzystanie środków z uszczelnienia VAT-u. PSL chce także ograniczenia pieniędzy przeznaczanych na funkcjonowanie kancelarii: Sejmu, Senatu i prezydenta.

 

- Trzeba panie ministrze siąść do realnych rozmów a nie obrażać lekarzy, pielęgniarki, personel medyczny, który czasem protestuje, bo inaczej jest bezsilny - powiedział Kosiniak-Kamysz zwracając się do Konstantego Radziwiłła.

 

Zapowiedział również, że jeśli środowe posiedzenie sejmowej komisji zdrowia "nic nie da", to na najbliższym posiedzeniu Sejmu PSL zgłosi wniosek o informację rządu i - jak mówił - "podjęcie realnych działań w celu ratowania pacjenta, który jest w stanie traumatycznym, który jest konający, czyli pacjenta, którym jest służba zdrowia". - Pacjent ten musi być uratowany - dodał Kosiniak-Kamysz.

 

Lekarze wypowiadają opt-out, szpitale maja problemy


Protest lekarzy trwa od października ub.r. Protestujący domagają się m.in. zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB w 2021 r. oraz wzrostu wynagrodzeń. Lekarze zapowiedzieli, że w placówkach na terenie całego kraju będą wypowiadać klauzulę opt-out, której podpisanie jest przez lekarza dobrowolne i oznacza zgodę na wydłużenie czasu pracy powyżej 48 godzin tygodniowo. W wyniku protestu część szpitali ma problem z obsadą dyżurów lekarskich.

 

We wtorek Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że dotychczas klauzulę opt-out wypowiedziało 1889 rezydentów i 1657 innych lekarzy. Z kolei według szacunków Porozumienia Rezydentów OZZL, wypowiedzenia takie złożyło ok. 5 tys. medyków. W minister ocenił, że sytuacja jest pod kontrolą i nie wydarzyło się nic zagrażającego życiu pacjentów.

 

W ostatnich tygodniach protestujący kilkakrotnie apelowali o spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim. W poniedziałek premier przyznał, że młodzi lekarze zarabiają zdecydowanie za mało, ale powinni oni zostawać w kraju. Jak dodał, pewnych niedoskonałości w systemie ochrony zdrowia "nie da się uleczyć w krótkim czasie". Premier poprosił młodych lekarzy, by przystąpili do dialogu.

 

PAP