Prokuratura Okręgowa w Przemyślu - w związku w wyłowieniem w piątek z Wisłoka w Tryńczy auta z pięcioma ciałami - wszczęła śledztwo w kierunku spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym.

 

Przeprowadzone zostaną szczegółowe oględziny pojazdu i jego stanu technicznego. Przesłuchani zostaną również świadkowie, śledczy będą ustalać również przebieg zdarzenia do momentu wypadnięcia z drogi.

 

- Będziemy ustalać, co było bezpośrednią przyczyną wypadnięcia samochodu z drogi. Na razie możemy tylko domniemywać, wiemy, że była noc, padał deszcz i był przymrozek. Biegły wyliczy prędkość z jaką pojazd się poruszał - zaznaczyła prokurator.

 

Przeprowadzone wstępne oględziny pojazdu i miejsca zdarzenia przez biegłego w zakresie ruchu drogowego wskazują, że pojazd przed wjechaniem do rzeki dachował.

 

Potrzebne szczegółowe badania

 

- Dopiero szczegółowe badania ustalą co było przyczyną dachowania czy były to trudne warunki, jakie wówczas panowały, czy może nadmierna prędkość lub jakaś przeszkoda - powiedziała prokurator.

 

W piątek policjanci i strażacy przez kilka godzin pracowali w okolicach rzeki Wisłok w Tryńczy. Użyty przez strażaków sonar wskazał, że na dnie rzeki znajduje się duży przedmiot; prawdopodobnie samochód. Przed godz. 16 na brzeg wyciągnięto daewoo tico.

 

W środku znajdowało się pięć ciał - trzech kobiet oraz dwóch mężczyzn. Kobiety, w tym dwie siostry, w wieku 19, 18 i 16 lat były od kilku dni poszukiwane. Wyszły z domu 25 grudnia, ostatni raz widziane były w poniedziałek wraz z dwoma mężczyznami, jak wsiadały do daewoo tico.

 

Pozostałe dwa ciała to zwłoki tych mężczyzn w wieku 24 i 27 lat.

 

Zarządzenie o żałobie

 

Wójt gminy Tryńcza, Ryszard Jędruch, powiedział Polsat News, że droga, którą poruszał się samochód jest "drogą wewnętrzną, dojazdową do pól". Jego zdaniem, auto prawdopodobnie wpadło w poślizg i zsunęło się do wody.

 

Jędruch dodał, że w sobotę podpisał zarządzenie o ogłoszeniu żałoby do dnia pogrzebu ofiar.

 

 

PAP, Polsat News