Jedną z takich propozycji są doktoraty wdrożeniowe.

 

- To program, który umożliwia nam przygotowanie naukowców, doktorantów, a później doktorów, znajdujących się w bardzo korzystnej sytuacji. Taki doktorant zatrudniany jest przez przedsiębiorcę. Wspólnie ustalają, czym będzie się zajmował w procesie badawczym, czyli co będzie badać - powiedział dr Dardziński.

 

Jak wyjaśnił, później zgłaszają ów program na uczelnię, do promotora.

 

Drugą pensję wypłaca ministerstwo

 

- Jeśli promotor uzna, że projekt jest wystarczająco ambitny naukowo, to przyjmuje doktoranta na studia. I w tej sytuacji nawiązania współpracy między uczelnią a przedsiębiorstwem, ministerstwo wypłaca jeszcze stypendium w wysokości 100 proc. minimalnej pensji asystenta (2450 zł - red.), co oznacza, że doktorant otrzymuje podwójne wynagrodzenie. Pracuje dla przedsiębiorcy, który ma bardzo dobre warunki, bo jest właścicielem wyników tych badań, a uczelnia ma zmotywowanego i pilnie pracującego doktoranta - podkreślił wiceminister.

 

Zwrócił też uwagę na to, że "przedsiębiorca może zapłacić młodemu naukowcowi tyle, ile chce."

 

- W pierwszej rekrutacji do programu zgłosiły się ponad 153 firmy małe i średnie, co wyraźnie pokazuje, że jest zapotrzebowanie. Umożliwiamy im za nieco mniejsze pieniądze zatrudnienie naukowca, który zwykle kosztuje drogo, ale dzięki nam jest dobrze wynagradzany, bo drugą pensję wypłaca ministerstwo - podkreślił gość "Nowego dnia" w Polsat News. 

 

- Naukowiec tak naprawdę pracuje nad swoim projektem badawczym. Wyobraźmy sobie, że ma on rozwiązać jakiś problem technologiczny w firmie X. Pracuje więc nad rozwiązaniem tego problemu. Na co dzień chodzi do pracy do przedsiębiorcy, bo u niego ten problem X istnieje, ale również korzysta z laboratoriów uczelni, a jeżeli korzysta, to ministerstwo wypłaca ryczałt za używanie tych laboratoriów. Naukowiec jest oczywiście w stałym kontakcie z promotorem, ma też swoje obowiązki dydaktyczne, bo jako przyszły doktor będzie też w przyszłości uczył studentów - tłumaczył dr Dardziński.

 

Różne dziedziny

 

Wiceminister dodał, że doktoraty wdrożeniowe realizowane są w różnych dziedzinach: od programów badawczych technicznych, przez medyczne, aż po nauki społeczne i humanistyczne.

 

- 12 proc. doktorantów to osoby, które zajmują się obszarem wdrożeń czy innowacji w naukach społecznych - powiedział w rozmowie z Joanną Górską. 

 

Jak podkreślił, we współpracy trzeba chęci dwóch stron, w tym przypadku przedsiębiorców i naukowców.

 

- Naukowcy są trochę bardziej zorientowani, żeby zdobywać stopnie i tytuły naukowe, a przedsiębiorcy z kolei na zarabianie pieniędzy, co nie oznacza oczywiście, że naukowcy nie chcą zarabiać. Inicjatywa może wyjść z jednej i z drugiej strony. Staramy się budować takie warunki, żeby współpraca była możliwa - wyjaśnił dr Dardziński. 

 

W lutym II edycja programu

 

W pierwszej edycji doktoratów wdrożeniowych wzięło udział 385 doktorantów, ponad 230 przedsiębiorstw i 54 jednostki naukowe z całej Polski.

 

- W tym roku uczelnie wykazały się gigantyczną sprawnością, bo właściwie w ciągu trzech tygodni zrekrutowały doktorantów wdrożeniowych. Chętni są i młodzi ludzie, ale również starsi, bo doktorat wdrożeniowy może robić także osoba, która już pracuje w firmie i chciałaby podnieść swoje kompetencje - podkreślił wiceminister. 

 

W lutym odbędzie się rekrutacja do II edycji doktoratów wdrożeniowych.

 

- Docelowo chcielibyśmy, aby w ciągu jednego roku rekrutowało się 500 doktorantów. Jeśli będzie bardzo duża konkurencja, to ten limit może być jeszcze zwiększony. To będzie zależało oczywiście od życzliwości ministra finansów, który wypłaca stypendia. W poprzedniej rekrutacji resort finansów deklarował, że jeśli tylko będzie zainteresowanie, to takie możliwości, aby więcej osób zrekrutować, istnieją - powiedział dr Dardziński. 

 

Więcej informacji o programie można znaleźć na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.  

 

Polsat News, polsatnews.pl