Policja zaangażowała w odnalezienie sprawców porwania kilkuset funkcjonariuszy, o pomoc poproszono również funkcjonariuszy niemieckich oraz FBI. Śledztwo miało wyjątkowy charakter i było niezwykle skomplikowane, poprzez m.in. tworzenie przez porywaczy szeregu fałszywych dowodów. W efekcie zatrzymano dwie osoby: głównego podejrzanego i współpracującą z nim kobietę.


Śledczy odzyskali też znaczną część przekazanego okupu, zabezpieczyli również dodatkowo kilkaset nowych obciążających dowodów. 

 

W aucie ukryty był ładunek wybuchowy


Śledczy odnaleźli samochód, którym przewożono uprowadzone dziecko. Jak się okazało w aucie ukryty był ładunek wybuchowy, który miał zatrzeć ślady popełnionego przestępstwa. Policyjni pirotechnicy rozbroili ładunek, dzięki czemu nie doszło do eksplozji.


Odnaleźli także samochody, którymi poruszał się podejrzany. W jednym z nich część transportowa była wygłuszona i przygotowana do przetrzymywania uprowadzonych osób.

 

Kolejnym odkryciem było znalezienie metalowej skrzyni, w której przetrzymywano w ostatnim czasie osoby porwane dla okupu. Skrzynia znajdowała się na prywatnej działce usytuowanej w odludnym miejscu. Wszystko wskazuje na to, że ofiary przebywały w niej bez względu na porę roku, aż do momentu  przejęcia przez sprawców okupu.

 

W 2013 r. uprowadzili 76-letniego biznesmena


Śledczy ustalili, że zatrzymany jest również podejrzany o brutalne przestępstwo popełnione w 2013 roku. Wówczas to uprowadzony został z własnego domu 76-letni krakowski biznesmen. Pomimo prowadzonych przez rodzinę negocjacji z porywaczami w sprawie przekazania okupu, schorowany ojciec nigdy nie wrócił do domu.

 

Przestępcy w pewnym momencie zerwali z rodziną uprowadzonego kontakt. To niezwykle brutalne przestępstwo pozostawało od czterech lat niewykryte.


Zatrzymanym grozi  kara pozbawienia wolności do 25 lat.  Decyzją sądu zostali oni tymczasowo aresztowani na trzy  miesiące.

 

 

 

polsatnews.pl