- Szli z tarczą kuloodporną, szli w odpowiednim szyku, odpowiedzieli ogniem, czyli byli przygotowani na taką ewentualność - powiedział prof. Jałoszyński.

 

Dodał, że nie da się wcześniej uzyskać pełnej wiedzy na temat przestępców, których ma się zatrzymać. - Nawet służby specjalne nie są w stanie uzyskać wszystkich informacji, to jest niemożliwe - stwierdził.

 

"To, że mieli paralizator, to nic dziwnego"

 

Odniósł się też do informacji, które podała GazetaWroclawska.pl, że "przed bandytą strzelającym z kałasznikowa, policjanci początkowo bronili się zwykłym paralizatorem elektrycznym. Dopiero gdy jeden z antyterrorystów leżał już ciężko ranny, jego kolega odpowiedział ogniem".

 

- To, że mieli paralizator, to nic dziwnego, bo jest gradacja środków przymusu. Kiedy się dowiedzieli policjanci, że bandyta ma broń? Jak zaczął strzelać. Gdyby on wyszedł, to paralizator być może byłby użyty, gdyby się nie podporządkował poleceniu, aby się położył, podniósł ręce - tłumaczył były szef antyterrorystów.

 

Podobnie sytuację ocenił Dariusz Loranty (były policyjny negocjator). - Dla mnie się w głowie nie mieści, żeby był jakikolwiek komandos w tym kraju, mający status pracownika SPAP-u, żeby na strzał w jego kierunku nie odpowiedział, to jest silniejsze. To jest pamięć mięśniowa - podkreślił.

 

Loranty: policjanci zatrzymują, komandosi neutralizują

 

Zaznaczył, że w przypadku takiej akcji nie da się wyeliminować ryzyka, ani przeprowadzić takiego rozpoznania, które da pełną wiedzę o przestępcach.

 

- W przypadku dynamicznego zatrzymania w toku przestępstwa, ktoś musi podjąć decyzję, ktoś musi wykonać ją i nie ma możliwości skrytego podejścia - mówił.

 

Zwrócił też uwagę, że policyjni antyterroryści, to nie są komandosi. - Policjanci zatrzymują, a tamci neutralizują. To są dwie nieporównywalne skale działania - powiedział Loranty.

 

Dotychczasowe odcinki programu "Tak czy Nie" można obejrzeć tutaj.

 

Polsat News