Projekt chwalił natomiast Ruch Kontroli Wyborów, podkreślając jednocześnie, że Państwowa Komisja Wyborcza w obecnym składzie jest niewydolna, nie jest w stanie wdrożyć nowych rozwiązań i nie powinna organizować wyborów już w 2018 roku. Przedstawicielka RKW sugerowała, że ostatnie wybory samorządowe w 2014 roku mogły zostać sfałszowane.

 

Zmiany w Kodeksie wyborczym

 

Projekt PiS wprowadza zmiany w Kodeksie wyborczym oraz trzech ustawach regulujących funkcjonowanie samorządów: gminnego, powiatowego i wojewódzkiego.

 

Zmiany w Kodeksie wyborczym obejmują m.in. wprowadzenie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast oraz likwidację jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do rad gmin, a także powołanie komisarzy wyborczych wojewódzkich i powiatowych; komisarze wojewódzcy dokonać mają w terminie 3 miesięcy od wejścia ustawy w życie podziału gminy, powiatu, województwa na okręgi wyborcze w wyborach do rady gminy, rady powiatu, sejmiku województwa (obecnie podziału takiego dokonują władze samorządowe). Projekt zakłada też zmianę sposobu ustalania składu PKW po wyborach parlamentarnych w 2019 r.

 

"Chcecie ustawić przyszłoroczne wybory samorządowe

 

Wniosek o odrzucenie projektu PiS złożył poseł PO Waldy Dzikowski, przyłączyli się do niego posłowie opozycji m.in. Piotr Zgorzelski z PSL. Według Dzikowskiego projekt PiS prowadzi do mieszania porządków prawnych, bo zawiera zmiany dotyczące ustroju samorządów, zmiany w całym Kodeksie wyborczym oraz w funkcjonowaniu PKW. Jak ocenił, projekt doprowadzi do eliminacji małych oraz średnich komitetów wyborczych, a także do wykluczenia z wyborów wielu organizacji samorządowych.

 

Zgorzelski dodał, że wniesienie propozycji zmian jako projektu poselskiego uniemożliwiło konsultacje społeczne. Zdaniem posła PSL głos powinny zabrać też instytucje państwa, swoje stanowisko powinien przedstawić także rząd. Marek Sowa (Nowoczesna) poparł wnioski PO o odroczenie prac nad projektem. - Państwa intencją jest to, że wy chcecie tym projektem zmian w kodeksie wyborczym ustawić przyszłoroczne wybory samorządowe. To jest główny cel i intencja, jaka wam przyświeca - podkreślił Sowa.

 

"Ten projekt nigdy nie był rządowy"

 

Marcin Horała (PiS) złożył wniosek przeciwny do posłów opozycji; zaznaczył że organizacje miały 14 dni na zgłoszenie opinii. Dodał, że cały czas toczy się debata publiczna ws. propozycji PiS. Łukasz Schreiber (PiS) przekonywał, że zarzuty o niekonstytucyjności zapisów projektu są nieuzasadnione. - Sądzę, że nie powinny być formułowane tego rodzaju wnioski - mówił. Przypomniał, że o zgodności ustaw z konstytucją decyduje Trybunał Konstytucyjny.

 

Schreiber odniósł się też do zarzutu, że nowela zmian w Kodeksie wyborczym jest projektem poselskim. - W poprzednich kadencjach, kiedy mieliśmy ośmiokrotnie do czynienia najpierw z uchwaleniem, a później z nowelizacją Kodeksu wyborczego, nigdy ten projekt nie był rządowy i nie wzbudzało to emocji - przekonywał poseł PiS.

 

Jak zauważył zmiany to "propozycja bazowa do dyskusji", której celem jest "ujednolicenie sytuacji, z którą obecnie mamy do czynienia". - Trudno zrozumieć, czemu miałaby być zamachem na samorządność propozycja, która ujednolica sytuację i wszędzie proponuje wybór od 3 do 7 radnych w każdym z okręgów na wszystkich szczeblach? - pytał. Według Schreibera takie rozwiązaniem ma zapobiec "rożnego rodzaju machinacjom".

 

Krytycznie o pogodzie szefowa Krajowego Biura Wyborczego

 

Krytycznie o projekcie wypowiadała się szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj. Oceniła, że projekt nie ma jasnych zasad powoływania komisarzy wyborczych oraz reguł przeprowadzania wyborów. - My nigdy nie twierdziliśmy, że wyborów nie da się przeprowadzić, lepiej (czy) gorzej: da się, ale wprowadzi to ogromny chaos i brak zaufania obywateli do nowych procedur, które są tak bardzo szybko wprowadzane przed wyborami samorządowymi - zauważyła w rozmowie z dziennikarzami.

 

Podczas posiedzenia komisji nie zgodziła się z zarzutami o to, że wybory w 2014 r. były sfałszowane. - Nie zgodzę się na twierdzenie, że wybory w 2014 roku zostały sfałszowane - oświadczyła Tokaj. Przekazała, że do Sądów Okręgowych wpłynęło wówczas z całego kraju 1472 protesty wyborcze, z których 53 zostały uwzględnione. - Przypomnę, ze było ponad 39 tys. okręgów wyborczych - dodała.

 

Według Tokaj nieprawdziwy jest zarzut, jakoby PKW i KBW nie pozwalały mężom zaufania obserwować swoich prac podczas ostatnich wyborów samorządowych. - Chcę kategorycznie powiedzieć, że to jest kłamstwo - oświadczyła. Dodała, że obserwatorzy byli obecni również przy wyborach w 2015 roku. Jak podała, nie zostały wówczas wniesione z ich strony żadne uwagi do protokołu.

 

Zaznaczyła, że jedyne zgłoszone uwagi dotyczyły "spraw organizacyjnych, a nie weryfikacji wyników głosowania". Tokaj podkreśliła, że dymisja członków PKW po wyborach samorządowych w 2014 roku była "honorowa" i wzięła się z ujawnionych błędów w systemie informatycznym.

 

- PKW uznała w całym swoim profesjonalizmie, nie, że źle przeprowadziła głosowanie. Tam nie zadziałał system informatyczny. Dlatego PKW podała się do dymisji, bo stwierdziła, że niewłaściwie przeprowadziła te wybory obiecując, że wyniki będą we wtorek, a były po blisko dwóch tygodniach - tłumaczyła Tokaj.

 

"Ograniczenie udziału przedstawicielskiego"

 

Negatywnie zaopiniował zmiany w Kodeksie wyborczym przedstawiciel Związku Miast Polskich Marek Wójcik. Krytykował m.in. odebranie gminom prawa określania okręgów wyborczych, całkowitą likwidację JOW-ów, umożliwienia kandydowania do rady gminy osobom niezamieszkałym na jej terenie. - Negatywnie opiniujemy odebranie gminom, tj. społecznościom lokalnym prawa określania okręgów wyborczych. Zmiana ta oznacza zmniejszenie, a nie zwiększenie udziału i wpływu obywateli na życie publiczne - ocenił. - Jesteśmy zawsze przeciwni temu, aby ktoś za nas decydował, wiedział lepiej i decydował za nas, czyli wspólnoty samorządowe - dodał.

 

ZMP negatywnie zaopiniował też ograniczenie prawa udziału obywateli w składzie komisji wyborczych. - Zmiana ta oznacza ograniczenie udziału przedstawicielskiego w komisjach wyborczych do członków partii politycznych - zauważył Wójcik.

 

Związek podzielił także zastrzeżenia PKW, która sygnalizowała zagrożenie destabilizacji procesu wyborów. - Potwierdzają to analizy przeprowadzone w urzędach miast - zaznaczył Wójcik. Jak dodał, ZMP stanowczo odrzuca likwidację JOW-ów w wuborach do rad gmin, co przewiduje projekt noweli autorstwa PiS. Według Wójcika doprowadzi to do upartyjnienia lokalnego życia publicznego. Związek negatywnie zaopiniował także ograniczenie liczby kadencji wójta i burmistrza; ta propozycja jest niezgodna z konstytucją - dodał.

 

Nie będzie konsultacji społecznych

 

Prezydent Nowej Soli, członek zarządu Związku Miast Polskich Wadim Tyszkiewicz poinformował, że dla strony samorządowej nie do przyjęcia jest tryb procedowania zmian, czyli wniesienie propozycji nowych przepisów jako projektu poselskiego. - Zrobiliście to państwo celowo, żeby ominąć konsultacje społeczne - powiedział. Dodał, że opinie Związku Miast Polskich, Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych czy Związku Gmin Wiejskich są druzgoczące dla propozycji zmian w Kodeksie Wyborczym.

 

Pozytywnie ocenił projekt Ruch Kontroli Wyborów. - Uważamy, że projekt idzie bardzo dobrym kierunku uspołecznienia i otwarcia szerzej możliwości obserwacji wyborów - ocenił przedstawiciel RKW Paweł Zdun. Jego zdaniem, PKW w obecnym składzie nie powinna wdrażać nowych przepisów oraz zajmować się organizacją wyborów w 2018 i 2019 roku.

 

- Obecny skład PKW nie powinien brać udziału w organizacji wyborów ani w 2019 ani nawet tych najbliższych w 2018 roku. PKW w obecnym składzie jest niewydolna i nie jest w stanie przyjąć jakichkolwiek nowych rozwiązań - przekonywał.

 

"To element nieobywatelski"

 

Według niego, słusznym jest zapis zakładający, że część członków PKW ma wybierać Sejm. Dodał, że gremium to, nie powinno składać się tylko z sędziów. - Nie widzimy powodu, dla którego PKW miałoby się składać tylko z sędziów. Proponujemy, by ich wybór dokonywał się z dużo szerszej grupy obywateli - podkreślił.

 

Również Marcin Horała (PiS) bronił projektu. Podkreślił, że ma on szereg proobywatelskich rozwiązań, nie tylko na dzień wyborów, ale i na całą kadencję. Przekonywał, że likwidacja JOW-ów nie przyczyni się do upolitycznienia samorządów.

 

- Eliminujemy urzędowego przedstawiciela urzędu gminy, to od razu "uobywatelnia" nam w znacznym stopniu jedno miejsce. Ktoś, kto jest pracownikiem bezpośrednio podległym służbowo stronie startującej w wyborach, to jest dopiero element nieobywatelski w obwodowych komisjach wyborczych - dowodził Horała.

- A to, że dajemy największym komitetom ogólnopolskim gwarancje przedstawicielstwa w każdej komisji wyborczej, nie wykluczając możliwości takiej też dla innych komitetów (...), to jest - mówiąc krótko - gwarancja dla opozycji, że będzie miała przedstawiciela na sto procent w każdej komisji, do której go zgłosi - mówił polityk.

Według niego "zderzenia z rzeczywistością" nie wytrzymują też stwierdzenia, że likwidacja JOW-ów doprowadzi do upartyjnienia samorządów. Jak dodał, w ostatnich wyborach proporcjonalnych w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców, komitety wyborców dostały 50 proc. głosów.

 

- Teza, że ordynacja proporcjonalna w jakiś sposób umniejsza, czy wręcz zupełnie blokuje szanse komitetów niepartyjnych, nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością - powiedział Horała.

 

Likwidacja głosowania korespondencyjnego

 

Polityk odniósł się także do krytyki innej z propozycji projektu, która umożliwia kandydowanie do rady gminy osobom niezamieszkałym na jej terenie. Horała zachęcał, żeby mieć więcej zaufania do wyborców, ponieważ nie należy zakładać, że wyborcy zagłosują "w ciemno" na zupełnie obcego kandydata, zupełnie niezwiązanego z terenem, z którego kandyduje. Jak zauważył poseł, ktoś może być związany z daną gminą przez całe życie, ale np. w którymś jego momencie przeprowadzić się do innej, gdzie obecnie mieszka.

 

Mariusz Witczak (PO) ocenił, że część zmian projektowanych przez PiS w kodeksie wyborczym wprowadza nowela z 2014 roku, np. obowiązek stosowania przezroczystych urn wyborczych oraz wymóg, by głosy były liczone przez całą komisję, a nie w podgrupach. - Te przepisy będą dopiero teraz wchodziły w życie ze względu na długie vacatio legis - dodał.

 

Poseł odniósł się również do zapisu, który przewiduje likwidację możliwości głosowania korespondencyjnego. - Przez lata chcieliśmy dostosować ordynację do standardów zachodnich, chcieliśmy wprowadzić usprawnienia dla osób niepełnosprawnych, dla tych, którzy nie mogą głosować; wprowadziliśmy nawet możliwość wcześniejszego głosowania. Likwidacja głosowanie korespondencyjnego to regres - ocenił.

 

Jak poinformowała przewodnicząca Komisji Anna Milczanowska (PiS), wbrew pierwotnemu harmonogramowi, kolejne posiedzenie komisji odbędzie się w czwartek, a nie jak zapowiadano - w środę. Zmianę uzasadniła tym, że konieczny jest czas, na złożenie poprawek do projektu ustawy.

 

PAP