W Polsce brakuje rąk do pracy. Problemu nie rozwiązują nawet imigranci z Ukrainy

Biznes

Problemu brakujących w Polsce pracowników nie rozwiązują napływający zza wschodniej granicy imigranci. W niektórych branżach, np. w budownictwie, prace stoją, bo nie ma kto pracować. Eksperci wskazują, że sytuację poprawiłyby wyższe pensje, zwłaszcza że sytuacja gospodarcza naszego kraju jest coraz lepsza.

Związkowcy z poznańskich zakładów Volkswagena, wykorzystując obecną koniunkturę zażądali podwyżek i to niemałych. Są już po kolejnej rundzie negocjacji w tej sprawie. Jak mówią, koncern w tej chwili przynosi takie zyski, że powinien się nimi podzielić z pracownikami. Obecnie średnia pensja jaką otrzymują wynosi około 6,5 tys. zł przed opodatkowaniem. Związkowcy chcą podwyżki o tysiąc złotych.

 

Za wszelką cenę zatrzymać pracownika

 

Jak przyznaje Łukasz Kozłowski, ekspert ds. rynku pracy z organizacji Pracodawcy RP, firmy coraz częściej muszą walczyć o to, by zatrzymać obecnych pracowników. Na zatrudnienie nowych nie mają co liczyć, ponieważ brakuje chętnych.

 

Między innymi dlatego w październiku zarobki poszły w górę. Średnio o ponad 7 proc i to największy skok od ośmiu lat. Przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwie to około 3250 złotych. Jednak podwyżki zbiegły się w czasie z rosnącymi cenami, zwłaszcza żywności.

 

Aleksander Łaszek, ekonomista z Forum Obywatelskiego Rozwoju uważa, że będziemy więcej zarabiać, ale wtedy więcej wydamy w sklepie, zatem efekt podwyżek może nie być bardzo widoczny.

 

W niektórych branżach nie ma innego sposobu na zatrudnienie nowych pracowników jak właśnie zaproponowanie wyższych zarobków. Tak jest w budownictwie, w którym według szacunków analityków, może brakować nawet 200 tys. pracowników. Deweloperzy już ostrzegają, że wzrost płac przełoży się na wyższą cenę mieszkań.

 

A przykład zakładów Volkswagena pokazuje, że nie tylko w branży mieszkaniowej rosną żądania płacowe.

 

Na ratunek - Ukraińcy

 

Sytuację częściowo ratują nasi sąsiedzi z Ukrainy, którzy nadal masowo przyjeżdżają do Polski. W przyszłym roku może być ich u nas nawet trzy miliony. Ale Ukraińcy nie chcą zarabiać mniej niż polscy pracownicy. Ponad połowa z nich oczekuje od 3 do 5 tys. zł netto, ponieważ ma na utrzymaniu nie tylko siebie, ale i rodzinę, która została na Ukrainie.

 

Nieduża odległość od domu i znajomość języka może nie wystarczyć, aby zatrzymać w Polsce pracowników ze Wschodu.

 

Problem ten może się pogłębić, gdy Niemcy otworzą szerzej swój rynek pracy. Zarobki są tam wciąż o wiele wyższe niż w Polsce i z czasem może się okazać, że Ukraińcy wybiorą naszych zachodnich sąsiadów.

 

Wtedy polska gospodarka będzie musiała dostosować się do nowych wyzwań.

 

"Wydarzenia", polsatnews.pl

nro/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze