Rzecznik podkreślił, że celem akcji są "kryminaliści" w otoczeniu prezydenta Roberta Mugabe a sam prezydent jest bezpieczny.

 

- Chcemy bardzo jasno oświadczyć, że nie jest to wojskowy zamach stanu. Naszym celem są jedynie kryminaliści, którzy dokonują przestępstw powodujących cierpienia społeczne i gospodarcze w kraju i spowodowanie aby wymierzono im sprawiedliwą karę - powiedział oficer.

 

- Spodziewamy się, że sytuacja unormuje się jak tylko wykonamy naszą misję - dodał. Wezwał aby w kościołach modlono się o ojczyznę.

 

Według rzecznika 93-letni prezydent Robert Mugabe i jego rodzina są bezpieczni i nic im nie grozi.

 

Obserwatorzy podkreślają jednak, że sytuacja pozostaje niejasna i wciąż nie wiadomo kto dowodzi akcją wojska.

 

W Harare słychać było przynajmniej trzy silne wybuchy, ulice patrolowane są przez żołnierzy i pojazdy opancerzone. Wojsko zajęło też gmach państwowego radia i telewizji ABC.

 

Opozycja apeluje o powrót do demokracji

 

Główna opozycyjna partia w Zimbabwe, Ruch na rzecz Zmian Demokratycznych (MDC), zaapelowała w środę o pokojowy powrót do konstytucyjnej demokracji. MDC w wydanym oświadczeniu wyraziła również nadzieję, że interwencja wojska doprowadzi do "powstania stabilnego, demokratycznego i postępowego państwa narodowego".

 

Także przywódca wpływowego zimbabweńskiego stowarzyszenia weteranów wojny o niepodległość kraju, Chris Mutsvangwa, pozytywnie ocenił akcję wojska jako "skorygowanie sytuacji w kraju, który zsuwał się ku przepaści".

 

Jak powiedział, armia wprowadzi "lepsze środowisko biznesowe" po latach ucieczki inwestorów i gospodarczego rozpadu. Do sąsiedniego RPA, innych krajów południa Afryki i do Zachodu zaapelował o ponowne nawiązanie kontaktów z jego krajem.

 

Rozłam w partii rządzącej

 

Wcześniej dowódca sił zbrojnych Zimbabwe gen. Constantino Chiwenga zagroził interwencją wojskową motywując ją koniecznością położenia kresu czystkom w rządzącej partii Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe - Front Patriotyczny (ZANU-PF). Ofiarami tych czystek mieli padać sojusznicy generała i wiceprezydenta Emmersona Mnangagwy.

 

Chiwenga otwarcie rzucił wyzwanie prezydentowi Mugabe gdy ten zdymisjonował Mnangagwę. Był on uważany za następcę i głównego rywala 93-letniego Mugabe. Ich rywalizacja doprowadziła do rozłamu w łonie partii rządzącej. Mnangagwa, który miał poparcie armii, uciekł za granicę twierdząc, że obawia się o swoje życie.

 

Obecnie najmocniejszą kandydatką jest żona prezydenta, dużo od niego młodsza, ambitna Grace Mugabe. Popierająca ją frakcja ZANU-PF dąży do zwolnienia ponad 100 wysokich rangą funkcjonariuszy państwowych uważanych za stronników zdymisjonowanego wiceprezydenta.

 

Uważany jest za despotę

 

Mugabe, który sprawuje rządy w kraju od 37 lat, określany jest jako "Wielki Stary Człowiek" afrykańskiej sceny politycznej.

 

Jednak poza Afryką, a zwłaszcza na Zachodzie, Mugabe uważany jest za despotę, którego autokratyczne rządy doprowadziły do katastrofalnej sytuacji gospodarczej kraju i który chwyta się wszelkich sposobów aby utrzymać się przy władzy.

 

Departament Stanu USA wezwał we wtorek strony konfliktu w Zimbabwe do "spokojnego i pokojowego" rozwiązania spornych problemów. Ambasada USA w Harare wezwała obywateli amerykańskich przebywających w Zimbabwe do "pozostawania w bezpiecznych miejscach" do czasu dalszych zaleceń. Pracownikom ambasady polecono aby w środę pozostali w domach "ze względu na niepewną sytuację polityczną".

 

Podobne zalecenie wystosowało MSZ Wielkiej Brytanii dla obywateli brytyjskich.

 

PAP