Protestujący przynieśli transparenty z hasłami m.in. "żądamy wypłaty, nie jałmużny", "za dużo pracy, za mało płacy", "jesteśmy wkurzeni".

 

Do Warszawy przyjechali pracownicy sądów i prokuratur z całej Polski. Ci, którzy nie mogli dotrzeć do stolicy, w samo południe odeszli od biurek na 15 minut, korzystając z przerwy przewidzianej w Kodeksie pracy.

 

Rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie Olgierd Dąbrowski - Żegalski pytany, czy protest był powszechny powiedział, że przyłączenie się do 15 minutowego protestu zależało od decyzji sędziego prowadzącego rozprawę oraz od tego, czy przerwa nie dezorganizowała pracy sądu.

 

Poinformował, że rozprawy zaplanowane na godzinę 12.00 rozpoczęły się kwadrans później. Na drzwiach wejściowych sal rozpraw wywieszone zostały informacje o proteście administracji wymiaru sprawiedliwości. Plakietki o proteście nosili także w poniedziałek pracownicy sądu.


"Mówimy temu absolutne stop"

 

- Manifestacja ma pokazać, że jesteśmy niezadowoleni z naszych wynagrodzeń, jak również z tego, że wicepremier Mateusz Morawiecki chce zamrozić nasze płace w przyszłym roku. Mówimy temu absolutne stop - powiedziała przewodnicząca związku zawodowego pracowników sądów "Solidarność" Edyta Odyjas.

 

Dodała, że 80 proc. pracowników prokuratur i sądów zarabia poniżej 2 tys. złotych netto. - Nie wyobrażamy sobie by w przyszłym roku nie mogli otrzymać wzrostu wynagrodzeń - oświadczyła. Odyjas alarmowała ponadto, że w ostatnich latach ok. 15 tys. osób zrezygnowało z pracy w sądach lub prokuraturach, a młodzi ludzie, "nie garną się do pracy za 2000 tys. zł na dzień dobry na rękę".

 

Jak podkreśliła, niewystarczająca liczba pracowników jest jedną z przyczyn przedłużających się postępowań.

 

"Bez tego sądy i prokuratury by stanęły"


Tłumaczyła, że obywatele błędnie postrzegają prokuratury i sądy wyłącznie przez pryzmat prokuratora i sędziego. - Zapominamy o tych szarych ludziach, którzy najważniejszą pracę wykonują, bez tego sądy i prokuratury by stanęły – podkreśliła.

 

Odyjas podziękowała też ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze oraz prokuratorowi krajowemu Bogdanowi Święczkowskiemu za wsparcie ich postulatów.

 

- Również dziękujemy wiceministrowi sprawiedliwości Łukaszowi Piebiakowi za to, że wywalczył dla nas 2190 etatów - dodała wiceprzewodnicząca Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP i posłanka Kukiz’15 Barbara Chrobak.

 

Podkreśliła, że również przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka Stanisław Piotrowicz "dostrzegł problem". - Opór znajduje się po stronie Ministerstwa Finansów - oceniła.

 

Cztery postulaty do premier

 

W petycji skierowanej do premier Beaty Szydło zapisano cztery postulaty: wzrost o 10 proc. wydatków na wynagrodzenia pracowników pionu nieorzeczniczego w sądach i prokuraturze w ustawie budżetowej na 2018 rok, zmianę ustawy o pracownikach sądów i prokuratury oraz rozporządzenia ministra sprawiedliwości ws. stanowisk i szczegółowych zasad wynagradzania pracowników sądów i prokuratury, zwiększenie liczby etatów w sądach i prokuraturach, a także wprowadzenie w życie ustawy modernizacyjnej dla prokuratury.

 

Odyjas pytana, czy Solidarność Pracowników Sądownictwa ma "plan B" gdyby zgłaszane postulaty nie zostały zrealizowana odparła: "Plan B jest taki, że ministerstwo sprawiedliwości nie wdroży reformy, bo nie ma kim".

 

Jak poinformowali związkowcy, 95 proc. pracowników sądów niebędących sędziami nie przekracza wynagrodzenia zasadniczego ponad kwotę 4 tys. zł brutto (2.853,95 zł netto). 20 proc. pobiera wynagrodzenie zasadnicze maksymalnie do kwoty 2,5 tys. zł brutto (1808,10 zł netto).

 

Zaledwie 5 proc. pracowników niebędących sędziami przekracza próg 4 tys. zł brutto (2.853,95 zł netto).

 

Polsat News, polsatnews.pl, PAP