W Michigan ponad 600 tys. mieszkańców ma zezwolenie na broń. Nie mogą jednak jej wnosić do stref zakazanych: szkół, domów opieki społecznej, na stadiony, sale koncertowe, do tawern, kościołów i innych miejsc kultu religijnego, szpitali, akademików, sal wykładowych oraz kasyn.

 

Część lokalnych polityków uznała, że należy zmienić prawo i strefy zakazane zlikwidować. Zdaniem zwolenników zmian zwiększyłby się też zakres odpowiedzialności urzędników okręgowych wydających licencje na broń.

 

Zmiany też w szkoleniu dla posiadaczy broni

 

W środę Senat stanu Michigan przegłosował pakiet trzech ustaw. Dotyczą one m.in. zmian przepisów ustawy o licencjonowaniu broni palnej, które obecnie zabraniają noszenia ukrytego pistoletu w niektórych pomieszczeniach (określanymi  jako strefy zakazu noszenia broni) i zwalniają niektóre osoby z takiego zakazu,  z zastrzeżeniem kilku wyjątków.

 

Zmieniłyby się też wymagania dot. szkoleń i sprawdzianów dla posiadaczy broni. Takie osoby musiałyby poświadczyć, że ukończyły co najmniej osiem godzin odpowiedniego szkolenia lub że mają certyfikat instruktora broni palnej.

 

Emocje wśród głosujących były szczególnie silne, gdyż ustawy przyjmowano mając w pamięci niedzielną masakrę w kościele w Teksasie, której sprawca zastrzelił 26 osób, a 20 ranił.

 

"Idealny czas na zmianę w przepisach"


Przeciwni zmianom w prawie byli Demokraci. Pakiet trzech ustaw został jednak przyjęty stosunkiem głosów 25-12. Za zniesieniem ograniczeń w noszeniu broni byli Republikanie, choć z jednym wyjątkiem, bo jeden z nich głosował przeciwko ustawom.  


Zwolennikiem zmian w prawie był Arlan Meekhof, lider senackiej większości. Argumentował, że "to idealny czas na zmianę w przepisach". Uznał, że gdyby w kościele w Teksasie ktoś miał broń, to tragedii dałoby się uniknąć.

 

- Uważam, że obywatele mają prawo do wolności i bezpieczeństwa oraz do obrony siebie i swoich bliskich - powiedział. Republikanin uważa, że "odpowiedzialni, dobrze wyszkoleni posiadacze broni mogą być jednym z tych środków odstraszających dla tych, którzy myślą o popełnieniu haniebnych zbrodni w strefach wolnych od broni".

 

"Dobrzy ludzie z bronią tylko przysporzyli kłopotów"


Senator Rebekah Warren, przeciwniczka zezwolenia na wnoszenie broni do kościołów, szkół i innych miejsc publicznych, zauważyła - powołując się na wyniki policyjnego śledztwa - że w trakcie niedawnej strzelaniny w sklepie sieci Walmart "dobrzy ludzie z bronią tylko przysporzyli więcej kłopotów".

 

Wśród wielu argumentów, które przytaczają przeciwnicy zmian - nawet zwolennicy posiadania broni - wymienia się zwiększone koszty ubezpieczeń OC i możliwość przypadkowych strzelanin oraz chaos, który może zapanować, gdy policja będzie interweniować w przypadkach aktów przemocy przy użyciu broni - funkcjonariusze mogą mieć problem w odróżnieniu, kto jest napastnikiem, a kto broni się przed napaścią.

 

Przeciwnicy ustaw zwracają również uwagę na groźbę użycia broni pod wpływem alkoholu dostępnego w niektórych miejscach wymienionych obecnie wśród stref zakazanych. Zarzucają też, że wciąż za mało się robi, by uniemożliwić uzyskanie pozwoleń na broń przez osoby, w których ręce nie powinna ona nigdy trafić.

 

Teraz głosowanie w stanowej Izbie Reprezentantów


Nad legislacją będzie teraz głosować stanowa Izba Reprezentantów.

 

W 2012 roku podobną propozycję zmian w przepisach zawetował ciągle urzędujący gubernator Rick Snyder.

 

Zrobił to w kilka dni po strzelaninie w szkole podstawowej Sandy Hook w Connecticut, w której zginęło 20 uczniów pierwszej klasy i 6 osób dorosłych.

 

ABC News