Katalońskie partie miały czas do północy we wtorek, by zarejestrować ewentualne koalicje, które razem wystartowałyby w wyborach regionalnych zaplanowanych na 21 grudnia. Jednak dwóm głównym ugrupowaniom, które stworzyły blok wyborczy Junts pel Si (Razem na Tak), dzięki któremu miały władzę w regionie przez ostatnie dwa lata, nie udało się na czas porozumieć w sprawie nowego paktu.

 

Chodzi o centroprawicową Demokratyczną Europejską Partię Katalonii (PdeCAT) zdymisjonowanego szefa katalońskiego rządu Carlesa Puigdemonta i Republikańską Lewicę Katalonii (ERC).

 

Pozostanie w koalicji leżało w interesie PdeCAT, gdyż sondaże przewidują upadek tej partii, która jest spadkobierczynią potężnej Konwergencji Demokratycznej (CDC). Ugrupowanie to od dawna rządziło regionem autonomicznym - pisze AFP.


Junqueras w areszcie, Puigdemont w Belgii

 

Chociaż partie mogą zawrzeć umowę już po głosowaniu, to według politologów brak porozumienia w sprawie wspólnej kampanii może wywołać walkę o przywództwo w ruchu proniepodległościowym. Oczekuje się bowiem, że PdeCAT zostanie przejęta przez ERC odsuniętego od władzy wicepremiera Oriola Junquerasa.

 

Puigdemont i Junqueras to czołowi przywódcy, którzy stali za dążeniami niepodległościowymi. W ubiegłym miesiącu doprowadziły one do przyjęcia przez kataloński parlament w tajnym głosowaniu rezolucji o ustanowieniu niezależnej od Hiszpanii Republiki Katalonii. Madryt zareagował na to, przejmując kontrolę nad regionem.

 

Junqueras przebywa obecnie w tymczasowym areszcie. Podobnie jak ośmiorgu byłym katalońskim ministrom zarzuca się mu rebelię, działalność wywrotową i malwersację. Puigdemont, któremu zarzuca się podobne przewinienia, udał się do Belgii. Towarzyszy mu tam czworo współpracowników. Grozi im ekstradycja.

 

Razem mogliby wprowadzić do parlamentu więcej deputowanych


Według sondażu opublikowanego w sobotę przez barceloński dziennik "La Vanguardia" ERC Junquerasa może liczyć na 45-46 mandatów w 135-miejscowym parlamencie w Barcelonie, a PdeCAT Puigdemonta na 14-15 mandatów.

 

Aby zdobyć bezwzględną większość, czyli co najmniej 68 mandatów, ugrupowania te musiałyby stworzyć sojusz w parlamencie z antykapitalistyczną Kandydaturą Jedności Ludowej (CUP), która według sondażu ma szanse na 7-8 miejsc. Taki sojusz istniał w latach 2015-17.

 

Prognozy przedwyborcze wskazywały, że startując razem w wyborach ERC i PdeCAT mogłyby wprowadzić do parlamentu więcej deputowanych. Z badania z ub. tygodnia wynika, że koalicja ERC i PdeCAT zdobyłaby od 60 do 63 mandatów, a CUP osiem lub dziewięć, co właściwie gwarantowałoby secesjonistom bezwzględną większość.

 

"Stworzenie jednolitej listy było niemożliwe, więcej będziemy musieli próbować koordynować (swoje działania – red.) na podstawie różnych kandydatur" - napisał w oświadczeniu rzecznik ERC Sergi Sabria.

 

PAP