- Każdy prezydent Warszawy po tym, co się działo (afera reprywatyzacyjna) wie w tej chwili, że musi mieć nowych współpracowników - takich, którym ufa i niestety nie może wyłączyć spod codziennego nadzoru, absolutnie żadnej dziedziny funkcjonowania ratusza - powiedział Trzaskowski w poniedziałek w portalu Onet.pl.

 

Jego zdaniem, Hanna Gronkiewicz-Waltz zaufała zbyt wielu ludziom. - Pewnie można to sprowadzić do kwestii zbyt dużego zaufania do ludzi, których oceniała jako specjalistów niezależnych politycznie, takich, którzy pracowali pod różnymi prezydentami - powiedział Trzaskowski i dodał, że "dla pani prezydent, pozytywem było to, że to nie są ludzie z politycznego nadania, tylko, że to są eksperci".

 

- No i okazało się, że niestety część z nich albo uczestniczyła w tym nieprawdopodobnym procederze, albo przymykała na to oko. Z takimi ludźmi nie da się pracować - przekonywał poseł PO.

 

"Tego typu rzeczy nie mogą się powtórzyć"

 

Trzaskowski przyznał jednocześnie, że "grzechem jest lekceważenie sygnałów, bo te sygnały się pojawiały". Jego zdaniem, prezydent Warszawy powinna była zareagować natychmiast po doniesieniach prasowych na temat nieprawidłowości przy reprywatyzacji. - Najważniejsze jest to, że jeżeli pojawia się sygnał, to natychmiast trzeba go sprawdzić - przekonywał.

 

Pytany, dlaczego nikt z Platformy nie oczekiwał takiej reakcji od Gronkiewicz-Waltz, Trzaskowski powiedział: "byli tacy, którzy mówili (...) a ona odpowiadała: »ja się boję partyjnych nominatów, wierzę swoim specjalistom«, no i niestety tak to się skończyło". - Tego typu rzeczy nie mogą się powtórzyć - podkreślił.

 

Na czwartkowej konferencji prasowej lider PO Grzegorz Schetyna poinformował, że chciałby, aby Rafał Trzaskowski był kandydatem PO i całej zjednoczonej opozycji w wyborach na prezydenta m.st. Warszawy.

 

PAP