Komisja weryfikacyjna zbada wszystkie sprawy dot. nieruchomości przekazane na rzecz osób, które nie żyły

Polska

- Komisja weryfikacyjna zbada wszystkie sprawy dot. warszawskich nieruchomości przekazywanych osobom, które - jak się okazało - nie żyły - poinformował jej przewodniczący Patryk Jaki. Komisja wystąpiła o listę takich nieruchomości do prezydent m.st. Warszawy.

We wtorek Kochalski (dziś wiceprezes PKN Orlen) zeznaje jako świadek przed komisją, która bada reprywatyzację Nabielaka 9 - kolejnej kamienicy z lokatorami. W styczniu 2006 r. podpisał on decyzję zwrotową wobec spadkobierców dawnych właścicieli i znanego "kupca roszczeń" Marka M. W kamienicy mieszkała działaczka ruchu lokatorskiego Jolanta Brzeska, która zginęła w 2011 r. w niewyjaśnionych okolicznościach. Dowody wskazują na zabójstwo.

 

"Nikt na mnie nie naciskał"

 

- Nikt nie naciskał na mnie, bym podpisał jakąkolwiek decyzję - tak Kochalski odpowiedział na pytanie szefa komisji Patryka Jakiego, czy ktoś na niego naciskał. Na pytanie, czy podpisał decyzję ws. Nabielaka, świadek odparł: "Pewnie tak było". Wyjaśnił, że nie pamięta tego dokładnie, bo liczba decyzji była wtedy duża.

 

Zeznał, że ta sprawa trafiła do niego rutynowo z Biura Gospodarki Nieruchomości. Nie pamiętał szczegółów sprawy. Dodał, że on sam nie prowadził pełnego postępowania dowodowego i nie stwierdził przesłanek, by zwrócić dokumenty BGN do ponownego rozpatrzenia. Świadek dodał, że miał pełnomocnictwo Lecha Kaczyńskiego (jako prezydenta stolicy do grudnia 2005 r.) do podpisywania decyzji "właściwie we wszystkich sprawach".

 

Spotkanie z Markiem M. w ratuszu

 

L. Kaczyński jako prezydent Warszawy miał na spotkaniu ze swoimi współpracownikami zakazać wydawania budynków z mieszkańcami - przekazał Jaki, powołując się na oświadczenie b. szefowej gabinetu L. Kaczyńskiego Elżbiety Jakubiak. Wynika z niego, że L.Kaczyński zorganizował spotkanie, w którym brał udział Michał Borowski (b. naczelny architekt Warszawy - red.), Elżbieta Jakubiak, Robert Draba (b. wiceprezydent Warszawy) i Kochalski. Powołując się na oświadczenie Jakubiak, Jaki powiedział, że Kaczyński miał wtedy wydać polecenie zakazujące wydawania budynków z mieszkańcami, a Marka M. "wyrzucać ze wszystkich biur ratusza".

 

Kochalski oświadczył, że "nie przypomina sobie żadnego spotkania w tym zakresie". - Nie przypuszczam, aby wydano polecenie co do jakiejkolwiek osoby, której nie wolno oddawać (nieruchomości - red) czy która jest osobą, która jest niewiarygodna i w postępowaniach administracyjnych trzeba uważać - mówił.

 

- Jeżeli pani dyrektor Jakubiak uważa, że takie spotkanie miało miejsce - przyjmuję to do wiadomości - powiedział. - Jestem absolutnie przekonany, że bym tego nie zlekceważył ponieważ sugestie, co do sposobu zarządzania miastem i wiele obszarów, które zostały na mnie skierowane przez śp. Lecha Kaczyńskiego, traktowałem z najwyższą powagą - powiedział Kochalski.

 

"Mógł się zdarzyć błąd"

 

Dodał, że dostał smsa od Jakubiak, który ma świadczyć o jej "negatywnym stosunku" do niego i może go przedstawić. Poprosił też uczestników tego spotkania o oświadczenia, które miałyby udokumentować spotkanie i cytowane słowa. Jaki zapowiedział, że komisja zwróci się do o takie oświadczenia.

 

- Przyjąłem założenie, w świetle wiedzy, którą miałem, że wszystkie wątpliwości zostały wyjaśnione - mówił Kochalski o Nabielaka 9. - Nie podejmowałem żadnej decyzji ze świadomością, że mogą być uchybienia. Podejmowałem decyzje w przekonaniu, że są zgodne z prawem; że są w pełni rozpoznane i nie mają wad prawnych - dodał. Przyznał, że nie może wykluczyć, iż "gdzieś się zdarzył błąd". - Jeśli było gdzieś jakieś naruszenie, nie powinno się to stać- dodał.

 

"Wątpliwości były wyjaśnione w sposób procesowy"

 

Sebastian Kaleta (PiS) podkreślał, że z dokumentów, które ma komisja, nie wynika, by w sprawie Nabielaka 9 "wątpliwości były wyjaśnione w sposób procesowy". - Jest dziwna koincydencja polegająca na tym, że w październiku (2005 r.) urzędnicy twierdzą, że są wątpliwości co do roszczeń, a gdy śp. Lech Kaczyński staje się prezydentem całej Rzeczypospolitej, w styczniu (2006) jest wydana decyzja - oświadczył.

 

Kaleta prosił świadka, by się odniósł do informacji, że w pierwszym pełnym roku kadencji L. Kaczyńskiego jako prezydenta stolicy w 2003 r. miasto wydało 113 decyzji zwrotowych, w 2004 r. - 32, a w 2005 r. - 78. Podkreślił, że to najmniejsze liczby zwrotów po 1990 r. Dodał zarazem, że przez cały 2006 r. - gdy Kochalski, a potem Kazimierz Marcinkiewicz byli komisarzami m. st. Warszawy - wydano 212 decyzji reprywatyzacyjnych. - Czyli pan w ciągu roku, razem z p. Marcinkiewiczem, wydaliście prawie tyle decyzji, co urzędnicy podlegli prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu przez 3 lata - mówił Kaleta.

 

- Liczby dla tych czterech lat pokazują jedno: że decyzje reprywatyzacyjne były podejmowane - odpowiedział Kochalski. Dodał, że sytuacja, iż było więcej decyzji, gdy on zarządzał miastem, to - jak się wyraził - "tylko odzwierciedlenie pewnej statystyki". Potem - nawiązując do słów o "statystyce" - Kochalski przeprosił tych, którzy mogą czuć się nimi dotknięci. Dodał, że nie było jego zamiarem okazywanie komukolwiek lekceważenia.

 

"L. Kaczyński przywiązywał ogromną wagę do profesjonalizmu"

 

- Nadal tych decyzji nie było, w świetle ilości roszczeń, tak wiele - oświadczył Kochalski. Dodał, że z każdym rokiem od 2003 r. liczba wniosków reprywatyzacyjnych do rozpatrzenia rosła. - Mnie powołano do podejmowania decyzji - podkreślił. Zapewnił też, że w 2006 r. nie było "żadnego programu, czy polecenia intensyfikacji działań w tym zakresie".

 

Jaki pytał świadka, dlaczego L. Kaczyński za swej prezydentury nie wydał decyzji ws. Nabielaka 9. - Nigdy ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim nie rozmawiałem w tej sprawie" - oświadczył Kochalski. - Wiem, że prezydent Lech Kaczyński, mój szef, przywiązywał ogromną wagę do profesjonalizmu i do zgodności z prawem podejmowanych decyzji - dodał. Zeznał, że Kodeks postępowania administracyjnego nakłada na urzędników działanie bez zbędnej zwłoki. - Urzędnicy, którzy skończyli badanie tej sprawy, mieli obowiązek doprowadzenie do podjęcia tej decyzji. W każdym innym wypadku ponosiliby odpowiedzialność - mówił Kochalski.

 

Pełnomocnictwo we wszystkich sprawach

 

Kochalski mówił, że okres od grudnia 2005 r. do lutego 2006 r. był czasem bez precedensu, bo dotychczasowy prezydent stolicy Lech Kaczyński został wybrany na prezydenta RP. "Specjalną sytuacją" nazwał czas od chwili rezygnacji L. Kaczyńskiego z urzędu włodarza stolicy 22 grudnia 2005 r. i złożenia przez niego 23 grudnia 2005 r. przysięgi prezydenckiej, do czasu powołania Kochalskiego na komisarza miasta w lutym 2006 r. - Najwyższym urzędnikiem był sekretarz miasta czyli ja - mówił. Dodał, że jego obowiązkiem było, by miasto funkcjonowało "nie gorzej niż do grudnia 2005 r.".

 

Świadek dodał, że miał pełnomocnictwo L. Kaczyńskiego, jako prezydenta stolicy do podpisywania decyzji "właściwie we wszystkich sprawach". Zakończył pracę jako p.o. prezydent Warszawy w połowie 2006 r.

 

Robert Kropiwnicki (PO) wniósł zaś o wezwanie na świadka Arkadiusza Czartoryskiego (wówczas wiceszefa MSWiA, dziś posła PiS), który podejmował decyzję w jednym z pobocznych postępowań administracyjnych prowadzonych w 2006 r. w resorcie co do Nabielaka 9. - Musimy wiedzieć, czy był tam układ, czy nie - mówił Kropiwnicki. Sebastian Kaleta (PiS) replikował, że to postępowanie nie miało istotnego znaczenia dla całej sprawy. Komisja odrzuciła wniosek Kropiwnickiego.

 

Na początku swych zeznań Kochalski oświadczył, że stojąc pod drzwiami komisji, usłyszał słowa Kropiwnickiego i uznaje je za "głęboko nieetyczne i nieuzasadnione.

 

Medialne doniesienia

 

Jaki poinformował również, że komisja podczas swojej pracy dotarła do aktów notarialnych, z których wynika, że podczas reprywatyzacji Marszałkowskiej 43 (ws. której podjęła decyzję w czwartek), która miała miejsce w latach 2010 - 2016, brat byłego urzędnika ratusza Jakuba R., Adam, kupił na Florydzie 9 nieruchomości, wartych ok. 2 mln dolarów. Z jednej z nich - według Jakiego - eksmitowano lokatorów. Komisja zapowiada, że przekaże dokumenty prokuraturze.

 

Podczas konferencji członkowie komisji odnosili się przede wszystkim do doniesień medialnych, że przy reprywatyzacji warszawskich nieruchomości wykorzystywano także dane osób, które już nie żyły.

 

Przywołano m.in. sprawę Fani Ajzensztadt - opisywaną w 2016 roku przez "Gazetę Wyborczą". Kobieta miała prawo do nieruchomości przy: Floriańskiej 8, Białostockiej 10/12, Ząbkowskiej 9, Targowej 66 i Jagiellońskiej 14. Ajzensztadt zmarła w 1974 roku w Brazylii. Sebastian Kaleta pokazywał akt zgonu, który został wystawiony w 2009 roku. - Ktoś poszukiwał informacji o pani Ajzensztadt i ta informacja znajdowała się prawdopodobnie w ministerstwie infrastruktury, które prowadziło postępowanie w tej sprawie - powiedział.

 

Z kolei inny członek komisji Paweł Lisiecki powiedział, że z informacji, które uzyskał od mieszkańców tych nieruchomości, wynika, że jeden "z wiceministrów infrastruktury w rządach Platformy Obywatelskiej i PSL-u zabiegał o wyznaczenie" określonego kuratora w tej sprawie. - Jak dostanę te dokumenty od mieszkańców, to postaram się państwu je przedstawić - dodał.

 

"Marek M. kupił roszczenia do kamienicy przy ul. Nabielaka 9 za 300 zł"

 

W trakcie przesłuchania Jaki pytał Kochalskiego czy wie, za ile Marek M. "kupił prawa do odszkodowania za kamienicę przy ul. Nabielaka 9". Po negatywnej odpowiedzi Kochalskiego, poinformował, że "za 300 zł".

 

Kochalski dopytywany, czy według niego profesjonalny urzędnik powinien na to zwrócić uwagę odpowiedział twierdząco. "Urzędnicy, którzy zajmowali się przygotowywaniem tej decyzji (...) powinni zwrócić na to uwagę" - mówił. "Mogę nad tym ubolewać i ubolewam, że w obrocie prawnym prawami majątkowymi obracano za kwoty niewspółmierne, jest to sytuacją niedopuszczalną" - dodał świadek.

 

Podkreślał również, że nie ma podstaw do stwierdzenia, że w czasie, kiedy zarządzał miastem urzędnicy, którzy mu podlegali wykonywali swoją pracę "w sposób nieprofesjonalny, czy niezgodny z prawem".

 

Zwrócono kamienicę osobie mającej 128 lat

 

W czwartek odbyło się posiedzenie rozpoznawcze dot. innej tego typu sprawy - nieruchomości przy Łochowskiej 38. "Dziennik Gazeta Prawna" poinformował, że 9 grudnia 2011 r. zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami Jakub R., w imieniu prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz wydał decyzję o zwrocie kamienicy. Jak podaje gazeta, połowę praw do niej przyznano "nieznanemu z miejsca pobytu" Józefowi Pawlakowi; mężczyzna urodził się w 1883 r., a zmarł w 1949 r., z czego wynika, że stołeczni urzędnicy zwrócili kamienicę, w której mieszkały 24 rodziny, osobie mającej 128 lat. Według DGP śmierć Pawlaka nie przeszkodziła jednemu z "reprywatyzacyjnych kombinatorów", by ustanowić kuratora dbającego o interesy majątkowe Pawlaka, a następnie odzyskać kamienicę.

 

Szef komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki odnosząc się do tych informacji powiedział, że do tej pory "reprywatyzowanie na ponad 100-letnie osoby odbywało się bardziej finezyjnie". - To był bardzo skomplikowany proces, związany z tym, że najpierw trzeba było znaleźć jakiegoś spadkobiercę danej osoby, potem policzyć te udziały, potem był wyznaczany kurator dla części tych udziałów, i jak już osoba, która starała się o nieruchomość miała część tych udziałów w ręku, dopiero wtedy wyznaczano kuratora na osobę nieznaną np. z miejsca pobytu np., która miałaby 130 lat - mówił.

 

- W tym przypadku to jest coś całkowicie nowego, ponieważ tu reprywatyzowano na 130-letnią osobę - przepraszam za to określenie - tak na pałę po prostu, bezpośrednio na nią - powiedział Jaki. Wskazał, że we wszystkich tych dokumentach, które przeglądali urzędnicy, sędziowie "znajdowała się data urodzenia tego człowieka". Ocenił, że jest to "gigantyczny skandal".

 

"Nie liczą się mieszkańcy, a osoby, które reprezentują duchy"

 

- W żadnej z tych instytucji nie pojawiła się wątpliwość, że może być coś nie w porządku - powiedział. - Mamy do czynienia z procederem, gdzie nie liczą się mieszkańcy, ale liczą się osoby, które reprezentują duchy - dodał Kaleta.

 

Jaki wracając do sprawy reprywatyzacji Marszałkowskiej 43 (w czwartek komisja uchyliła decyzję władz Warszawy z 2010 r. - PAP) poinformował, że komisja ustaliła, iż brat Jakuba R., Adam - który zeznając przed komisją twierdził, że sprawa Marszałkowskiej była jedyną w której brał udział; kupił na Florydzie 9 nieruchomości, wartych ok. 2 mln dolarów. Z jednej z nich, według Jakiego, usunięto lokatorów.

 

Komisja zwróciła się do MSZ o potwierdzenie ważności aktów notarialnych i zostały one - jak poinformował przewodniczący - potwierdzone. Ocenił, że sprawa ta może świadczyć o tym, iż proceder dzikiej reprywatyzacji "był towarem eksportowym Polski"; choć - jak zastrzegł - mógł to być też zbieg okoliczności.

 

Komisja przekaże dokumenty prokuraturze.

 

Decyzję o przyznaniu praw do tej Marszałkowskiej 43 dwóm mieszkankom Francji w 2010 r. wydał Jakub R. (, dziś podejrzany w sprawie reprywatyzacji Chmielnej 70; jest w areszcie). Odsprzedały one prawa i roszczenia bratu Jakuba R. Adamowi (którego reprezentował znany adwokat mec. Robert N., również podejrzany ws. Chmielnej 70; jest w areszcie). Adam R. sprzedał je obecnej właścicielce. Miasto wznowiło niedawno postępowanie w sprawie nieruchomości, wobec wątpliwości co do testamentu z lat 70.

 

PAP

mr/nro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze