- Od czerwca wiedząc o planowanym budżecie usilnie zabiegamy o znalezienie środków na wzrost wynagrodzeń. Minister sprawiedliwości, nie ukrywam, że nam pomógł w tym, bo takie środki wskazał, ale ministerstwo finansów spowodowało ich zamrożenie w planie dla budżetówek - powiedziała Odyjas.

 

- To brak docenienia pracownika, który posiada bardzo dużą wiedzę merytoryczną, jest pomocą dla prokuratora czy sędziego. Takich pracowników należałoby zatrzymać, tym bardziej, że idą zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Różne grupy zawodowe dostają podwyżki, o pracownikach wymiaru sprawiedliwości nigdy się nie pamięta - dodała wiceprzewodnicząca Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP i posłanka Kukiz’15 Barbara Chrobak.

 

"Od 10 lat nie miało żadnej podwyżki"

 

Jak przypomniano podczas konferencji, wynagrodzenia pracowników sądów były zamrożone przez 8 kolejnych lat, od 2008 roku. W 2016 i 2017 roku nieznacznie zwiększono fundusz płac w sądownictwie, ale nie oznacza to, że wszyscy pracownicy dostali podwyżki. Jak zaznaczają związkowcy, dodatkowe środki zostały przeznaczone głównie na niwelowanie dysproporcji płacowych pomiędzy osobami zatrudnionymi na tych samych stanowiskach. W efekcie ok. 40 proc. pracowników sądów od 10 lat nie miało żadnej podwyżki.

 

Ponadto, jak informuje Edyta Odyjas, zgodnie z obowiązującymi przepisami pracownicy sądów i prokuratur nie mają możliwości dorobienia do skromnych pensji. - Podjęcie jakiegokolwiek dodatkowego zatrudnienia wymaga zgody przełożonych. Nagminnie zdarzają się sytuacje, gdy pracownik składa wniosek o zgodę na podjęcie dodatkowej pracy, polegającej np. na wykładaniu towaru w supermarkecie. Z reguły dostaje odpowiedź odmowną, bo w ocenie przełożonych taka praca nie licuje z powagą sądu czy prokuratury. Szkoda tylko, że nikt nie widzi niczego urągającego w tym, że pracownicy nie mają za co utrzymać siebie i swoich rodzin - dodała przewodnicząca.

 

Coraz częściej odchodzą z pracy

 

Związkowcy alarmują, że z powodu niskich wynagrodzeń coraz większa liczba pracowników sądów rezygnuje z pracy i szuka innego, lepiej płatnego zajęcia. Tylko w ciągu ostatnich 3 lat z sądów odeszło ponad 17 tys. asystentów sędziów, urzędników i pracowników obsługi. Liczba ta nie uwzględnia odejść na emerytury. - Jeśli ten niebezpieczny proces nie zostanie powstrzymany, zamiast zapowiadanej przez rządzących reformy sądów, będziemy mieli do czynienia z ich paraliżem - przestrzegła Edyta Odyjas.

 

13 listopada w Warszawie spotkają się pracownicy sądów i prokuratur, którzy będą mogli wziąć tego dnia urlop. Związkowcy zachęcają tych, którzy nie zdecydują się wybrać do stolicy, aby tego dnia wzięli dzień wolny i oddali krew. Zwrócili się też do prezesów sądów, by o godz. 12 - kiedy w Warszawie zacznie się protest - umożliwili pracownikom przerwy wynikające z kodeksu pracy.

 

Jak poinformowali związkowcy, 95 proc. pracowników sądów niebędących sędziami nie przekracza wynagrodzenia zasadniczego ponad kwotę 4 tys. zł brutto (2.853,95 zł netto). 20 proc. pobiera wynagrodzenie zasadnicze maksymalnie do kwoty 2,5 tys. zł brutto (1808,10 zł netto). Zaledwie 5 proc. pracowników niebędących sędziami przekracza próg 4 tys. zł brutto (2.853,95 zł netto).

 

PAP