Stanisław F. miał 32 lata. Mieszkał w Sobocie, małej wsi koło Lwówka Śląskiego. Pracował w miejscowym tartaku. Często wyjeżdżał też zarobkowo do Niemiec. Miał żonę i dwoje dzieci.

 

Jest noc z 17 na 18 października 1991 r. Około 2 w domu pana Stanisława ma miejsce bestialski napad. Mężczyzna zostaje zaskoczony podczas snu. Obok śpi jego żona. Budzi ją hałas dochodzący z pokoju dzieci.

 

Uchylone okno

 

Podobno sprawcy dostali się do mieszkania przez okno na piętrze w pokoju dzieci. Nie skorzystali z łatwiej dostępnego okna na parterze. W pobliżu było ścięte drzewo, które wykorzystali jako drabinę. Żona pana Stanisława twierdzi, że zostawiła okno uchylone, mimo że na zewnątrz było zaledwie ok. 5 stopni ciepła. Dlaczego?

 

- Jest to przedmiotem badania w tym śledztwie - informuje Robert Tomankiewicz z Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

 

- Ja nawet nie wiem, czy ja się obudziłam, czy nie obudziłam, przecież ja miałam 4 latka - mówi reporterowi "Interwencji" córka pana Stanisława.

 

- Żona mężczyzny udała się wówczas do pokoju dzieci, gdzie, krótko mówiąc, urwał jej się film - opowiada policjant z Archiwum X KWP we Wrocławiu.

 

Sprawca miał, właśnie jak w filmach, przyłożyć kobiecie szmatkę nasączoną środkiem odurzającym, aby straciła przytomność.

 

26 ciosów nożem

 

- Kiedy się ocknęła, była skrępowana, związana. Otumanili kobietę, a potem ją związali. Ale związali ją na tyle słabo, że bez problemu się rozwiązała - opowiada Marek Dral z portalu lwowecki.info.

 

- Pewne sytuacje z tego zdarzenia sieją ziarno jakiegoś takiego niepokoju, że nie do końca może wiarygodna jest treść tego, co mówi pani F. - zastrzega policjantka z wrocławskiego Archiwum X.

 

Pan Stanisław zmarł wskutek wykrwawienia się. Zadano mu 26 ciosów nożem.

 

Kilka miesięcy po zabójstwie jego żona sprzedała dom i wyprowadziła się z Soboty. Zamieszkała w innej wsi - kilkanaście kilometrów dalej. Związała się z Waldemarem B. - znajomym nieżyjącego męża. Urodziła mu dwoje dzieci.

 

- On smalił cholewki do bratowej. Podrywał ją - twierdzi brat Stanisława F.

 

Śledztwo umorzono

 

Waldemar B. był wówczas przesłuchiwany przez śledczych, ale jak mówią, nie znaleziono obciążających go dowodów.

 

W czerwcu 1992 roku śledztwo w sprawie zabójstwa pana Stanisława zostało umorzone. Tymczasem rok później niedaleko Soboty doszło  do kolejnej, jeszcze bardziej bestialskiej zbrodni. Jej ofiarą padła 15-letnia Ewa. Morderca znęcał się nad nią. Później brutalnie zgwałcił. Na koniec przebił jej gardło drewnianym kołkiem.

 

- Miała w policzkach dziurę, z jednej i z drugiej strony. Z tyłu głowy była dziura. Ktoś musiał jej kołek wepchać do buzi nogą albo czymś walnąć - opowiadają o mordercy sąsiedzi zamordowanej Ewy.

 

W 2010 roku sprawą zabójstwa Ewy zajęło się policyjne Archiwum X. Pięć lat później udało się odnaleźć mordercę. Właśnie poszukując go, policjanci natrafili na ślady zabójców pana Stanisława.

 

- Jak z koleżanką jeździliśmy wykonywać czynności do sprawy zabójstwa tej Ewy P. to nawet osoby, które nie wiedziały o jej sprawie, mówiły o sprawie F. - wspomina policjantka z wrocławskiego Archiwum X.

 

"Zyskała głównie miłość"

 

Sąsiad zamordowanego Stanisława F. mówi "Interwencji", że ludzie "plotkowali" w rozmowach z policjantami, iż za zabójstwem mężczyzny może stać jego żona i Waldemar B. - Ona zyskała głównie chyba miłość. To było główne przesłanie tego. Takie były czasy, że rozwód był bardzo niemodny. Jej mama była gosposią u księdza. I jak by to wyglądało, że córka się rozwodzi - dopowiada sąsiad.

 

- Policjanci natrafili na list, w którym życzono śmierci Stanisławowi, w którym ktoś napisał, że trzeba go zlikwidować, zabić - mówi Marek Dral z portalu lwowecki.info.

 

Ewa F. i Waldemar B. byli całkowicie zaskoczeni, gdy do ich drzwi zapukali policjanci.

 

- Nie przyznali się do stawianego im zarzutu, ale tego można było się spodziewać. Mnie zadziwił spokój, jaki wykazali podczas czynności - opowiada Robert Tomankiewicz z Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. - Na całe szczęście w tej chwili dysponujemy taką techniką badań genetycznych, że udało nam się w tym zakresie również uzyskać mocny materiał dowodowy, który obciąża podejrzanych - dodaje.

 

Prokurator: nie mam żadnych wątpliwości, co do winy tych osób

 

Ewa F. ma dziś 55 lat. Jej partner, Waldemar B. jest od niej o 6 lat starszy. Oboje trafili do aresztu. Prokurator przedstawił im zarzut zabójstwa. Jeżeli sąd potwierdzi ich winę, grozi im dożywocie.

 

- Matka kłamać nie potrafi, a co dopiero takie rzeczy zrobić. To jest najdelikatniejsza, najłagodniejsza osoba, jaką znam, a takie rzeczy, żeby wymyślać - mówi córka zamordowanego Stanisława F.

 

Reporter: To co, policja to sobie wymyśliła?

 

- No, raczej!

 

- W świetle materiału dowodowego, który zgromadziliśmy, na tym etapie, nie mam żadnych wątpliwości, co do winy tych osób - zapewnia prokurator Tomankiewicz.

 

Interwencja