- Podjęliśmy decyzję o zakończeniu protestu głodowego, z powodu dyskwalifikacji większości osób uczestniczących w proteście. Nie chcemy narażać zdrowia tych, którzy chcieli kontynuować głodówkę. Dziś rano protestowało sześć osób, ale badania wykazały, że należy zdyskwalifikować czworo z nich - oznajmił Bulsa.

 

Jak powiedział, w ciągu dziesięciu dni w proteście głodowym na oddziale położnictwa i ginekologii Samodzielnego Publicznego Specjalistycznego Zakładu Opieki Zdrowotnej "Zdroje" w Szczecinie wzięło udział 20 lekarzy, 3 terapeutów zajęciowych, 1 ratownik i 1 pracownik laboratoryjny.

 

"Włączamy się do zbierania podpisów"

 

Bulsa zaznaczył, że "głodówka to bardzo ekstremalna forma protestu i dla części osób było to bardzo obciążające".

 

- Jako lekarze włączamy się aktywnie do akcji zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy ws. zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia. Wobec tego, że wciąż jesteśmy ignorowani przez stronę rządzącą, będziemy się szykować do następnych akcji protestacyjnych - zapowiedział.

 

2 października lekarze rezydenci w Warszawie rozpoczęli protest głodowy, domagając się m.in. zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia - do 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat. We wtorek rząd przyjął projekt ustawy, który przewiduje stopniowe podnoszenie finansowania ochrony zdrowia do 2025 r., kiedy miałoby osiągnąć poziom 6 proc. PKB. Przedstawiciele rezydentów mówili, że nie godzą się na propozycję rządu.

 

Demonstracje poparcia dla postulatów lekarzy

 

W sobotę do protestu włączyli się młodzi lekarze z Gdańska - w miejscowym Uniwersyteckim Centrum Klinicznym głoduje siedem osób.

 

Tyle samo osób protestuje w ten sposób w krakowskim Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym - głodówka trwa tam od piątku. Ponadto w Małopolsce ostatnia środa była "dniem bez lekarza". W ramach akcji protestacyjnej, ogłoszonej przez małopolski oddział Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, medycy - oprócz tych dyżurujących - mieli nie przyjść do pracy. Mimo tego jednak większość placówek pracowała, pacjenci byli przyjmowani jak na co dzień.

 

W środę i w czwartek w kilku miastach odbyły się demonstracje poparcia dla protestu rezydentów. W każdej wzięło udział po kilkaset osób.

 

PAP