Rada Unii Europejskiej przyjęła to stanowisko przy sprzeciwie m.in. Polski, która chciała, żeby dyrektywa nie odnosiła się bezpośrednio do transportu, jednak nie znalazło się to ostatecznie w propozycji Rady. Dokumentu nie poparły też Węgry, Litwa i Łotwa. Od głosu wstrzymały się Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja.

 

Zgodnie z przyjętym stanowiskiem, państwa członkowskie będą miały trzy lata na wdrożenie nowych przepisów od momentu, gdy zaczną obowiązywać, a firmy będą mieć 4 lata na dostosowanie się od nich. Okres delegowania ustalono na 12 miesięcy, przy czym będzie można wystąpić w określonych przypadkach o dodatkowe 6 miesięcy.

 

"Le Monde": zwycięstwo Macrona na arenie międzynarodowej

 

"Le Monde" zauważa, że osiągnięty w Luksemburgu kompromis ministrów pracy UE w sprawie dyrektywy z 1996 r. jest "zwycięstwem prezydenta Francji na arenie międzynarodowej". Gazeta podkreśla, że jest to także "zwycięstwo Europy", które dało Macronowi "możliwość ochrony większej liczby pracowników". Zdaniem dziennika, dla Macrona, którego często nazywa się we Francji "prezydentem bogatych" ma to znaczenie polityczne.

 

Ten kompromis, podkreśla "Le Monde", to również "sukces dla Francji". Zdaniem gazety jest to kolejny dowód na to, że Macron "różni się" od swego poprzednika Francoisa Hollande’a, któremu "często zarzucano, że nic nie uzyskał od UE".

 

Dziennik cytuje rzecznika rządu Christopha Castanera, który uważa, że "to porozumienie jest zwycięstwem broniącym wszystkich pracowników przed dumpingiem społecznym".

 

"Liberation": presja opłacalna jedynie w połowie

 

Zdaniem "Liberation", "presja Macrona w sprawie pracowników delegowanych opłaciła się tylko w połowie", ale "determinacja francuskiego prezydenta przyniosła pewne postępy".

 

Gazeta zauważa, że za wcześnie, by oceniać ostateczne wyniki kompromisu, ponieważ 28 krajów UE zamierza spotkać się znowu na początku grudnia, aby "spróbować dostroić skrzypce".

 

"Le Figaro": Polska, Węgry i Czechy wykazały się brakiem elastyczności

 

Konserwatywny dziennik "Le Figaro" podkreśla, że debacie na temat dyrektywy dotyczącej pracowników delegowanych "towarzyszyła atmosfera niezrozumienia pomiędzy Wschodem a Zachodem UE". Zdaniem gazety, wobec "tradycyjnej bezkompromisowości" Węgier i Polski, również Czechy wykazały się "brakiem elastyczności" po wygranej w wyborach parlamentarnych centroprawicowego ruchu ANO Andreja Babisza.

 

"Stanowisko Hiszpanii zmieniło jednak sytuację (na posiedzeniu Rady UE) w Luksemburgu, dając Francji i jej sojusznikom niezbędną większość" - podkreśla "Le Figaro", zauważając, że "pozostaje jeszcze poznać cenę, którą Paryż będzie musiał zapłacić za poparcie rządu (premiera Hiszpanii Mariano) Rajoya".

 

Gazeta wskazuje, że nadal istnieje potrzeba "konkretnych działań", aby uniknąć nowego kryzysu politycznego między Zachodem a Wschodem w UE.

 

"L’Humanite": Macron przegrał walkę

 

Komunistyczny dziennik "L’Humanite" ocenia, że w sprawie pracowników delegowanych "Macron zaprzepaścił okazję, by zmienić Europę". "Dużo hałasu o nic" - tak o wynikach negocjacji pisze dziennikarz gazety Thomas Lemahieu. Jego zdaniem Macron uczynił "sprawę pracowników delegowanych swoim głównym argumentem przetargowym i testem umiejętności kierowania działaniem Unii Europejskiej w walce z dumpingiem socjalnym".

 

Lemahieu podkreśla, że "gorzkie rozmowy ministrów w Luksemburgu (...) i sprzeciw kilku krajów" to najlepszy dowód na to, że "Macron przegrał walkę". Zdaniem autora tekstu prezydent Francji "niepotrzebnie toczył dyskusję na temat szczegółów, nie skupiając się na tym, co najistotniejsze". Macron postanowił "wykazać swoje ambicje na polu nowych uregulowań dotyczących długości okresu delegowań" - podkreśla dziennikarz "L’Humanite".

 

Pałac Elizejski z zadowoleniem przyjął porozumienie w sprawie reformy dyrektywy. "To zasadniczy krok w stronę odbudowania europejskiego zaufania" - napisano w komunikacie. Sam Macron napisał na Twitterze: "Europa idzie naprzód, z zadowoleniem przyjmuję ambitną umowę dotyczącą pracowników delegowanych: większa ochrona, mniej nadużyć finansowych". Natomiast francuska minister pracy Muriel Penicaud mówi o "wielkim dniu dla Europy".

 

PAP