- Od początku staliśmy na stanowisku, że pracownicy powinni otrzymywać takie samo wynagrodzenie za tę samą pracę w tym samym miejscu. Cieszę się, że państwa członkowskie szeroko popierają tę zasadę. Takie podejście jest sprawiedliwe dla pracowników delegowanych, którzy zasługują na takie same warunki pracy. Jest też sprawiedliwe z punktu widzenia lokalnych pracowników i pracodawców, którzy nie chcą podcinania płac. Pokazuje, że w Europie potrafimy zebrać się razem, zasiąść przy jednym stole, przeprowadzić dyskusję i osiągnąć sprawiedliwe i zrównoważone porozumienie - powiedziała we wtorek komisarz do spraw zatrudnienia Marianne Thyssen.

 

Zasada równego wynagrodzenia za tę samą pracę

 

KE podkreśliła, że porozumienie polityczne w sprawie delegowania pracowników jest wyrazem poparcia dla nadrzędnej zasady Komisji - równego wynagrodzenia za tę samą pracę w tym samym miejscu pracy. Komisja uważa, że dzięki temu pracownicy delegowani będą co do zasady objęci takimi samymi zasadami regulującymi warunki pracy i płacy, jakie mają zastosowanie do miejscowych pracowników.

 

KE wezwała też Parlament Europejski i Radę do "szybkiego kontynuowania dyskusji z Komisją, aby sfinalizować porozumienie i formalnie przyjąć wniosek".

 

W Luksemburgu w poniedziałek odbyło się posiedzenie Rady UE z udziałem ministrów krajów członkowskich ds. zatrudnienia i pracy poświęcone nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. Państwa UE próbowały znaleźć kompromis w sprawie jej zapisów przez kilkanaście godzin. Ostatecznie dokumentu nie poparły Polska, Węgry, Litwa i Łotwa. Od głosu wstrzymały się Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja.

 

Polska niezadowolona z porozumienia

 

Przegłosowane przy sprzeciwie m.in. Warszawy porozumienie przewiduje ograniczenie okresu delegowania do 12 miesięcy, przy czym będzie można wystąpić w określonych przypadkach o dodatkowe 6 miesięcy. KE proponowała 24 miesiące, co było również krytykowane przez Polskę. Ostatecznie państwa członkowskie zaakceptowały jeszcze bardziej niekorzystną dla nas propozycję Francji, by delegowanie wynosiło maksymalnie rok. Polska, której firmy transportowe są potęgą na europejskich drogach, domagała się też wyłączenia z zakresu stosowania przepisów kierowców. Takich zapisów nie udało się jednak uzyskać.

 

Szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska powiedziała w poniedziałek, że w negocjacjach między państwami członkowskimi UE Polsce nie udało się osiągnąć kompromisu w takim wymiarze, jakiego oczekiwaliśmy. Zwróciła jednak uwagę, że z punktu widzenia Polski korzystne jest wprowadzenie czteroletniego okresu przejściowego na dostosowanie się firm do nowych przepisów.

 

Będą dalsze negocjacje

 

Poniedziałkowe porozumienie (przyjęcie podejścia ogólnego przez państwa członkowskie) nie kończy prac nad przepisami, ale otwiera drogę do dalszych negocjacji z Parlamentem Europejskim. Sprawy, co do których i europosłowie, i Rada UE się zgadzają (czyli m.in. pozostawienie w zakresie dyrektywy transportu), są w zasadzie już nie do zmiany. Komisja zatrudnienia i spraw socjalnych PE proponuje jednak dłuższy niż Rada UE, bo 24-miesięczny okres delegowania, co daje szanse na lepsze z punktu widzenia polskich firm rozwiązania.

 

Odnosząc się do wyników głosowania na forum Rady UE, minister ds. europejskich Konrad Szymański podkreślił, że "to nie koniec walki o zasady delegowania w Europie". Wiceminister wskazał jednocześnie, że koalicja z udziałem Polski "skutecznie zablokowała przyjęcie francuskich rozwiązań w sprawie transportu międzynarodowego i przeniosła spór o zasady dotyczące transportu do negocjacji pakietu mobilności, które będą prowadzone na forum Rady ds. Transportu".

 

PAP