W Lublinie działają dwie kawiarnie, w których miłośnicy zwierząt mogą zjeść ulubione ciasto i wypić kawę w towarzystwie kilkunastu kotów. Jednak początki Mrau Cafe nie były proste. Właściciele twierdzą, że kiedy uruchomili pierwszy lokal, zderzyli się z niechęcią i złośliwością pracowników sanepidu.

 

- Natychmiast dostaliśmy mandaty, a dokładniej kary na ok. 7 tys. zł  i nakaz zamknięcia lokalu. Uznaliśmy tę decyzję za bezprawną i zaczęliśmy walczyć. Okazało się, że wiele osób w Lublinie czuje się skrzywdzonych przez sanepid. Na własnej skórze przekonaliśmy się, że można zrobić wszystko super, kuchnia może być otwarta, wszystko widoczne, czyste, a i tak dostać kary. Inaczej niż u innych, gdzie śmierdzi i były zatrucia - opowiadają Ewa i Konrad Białkowie.

 

Miesiącami państwo Białkowie udowadniali pracownikom sanepidu swoją rację.  Dopiero kiedy zagrozili, że powiadomią media oraz prokuraturę, wówczas okazało się, że swobodnie mogą prowadzić kawiarnię.

 

"Widać, że to brud z miesięcy"

 

Są jednak miejsca w Polsce, gdzie urzędnicy nie widzą brudu w kuchniach lokali gastronomicznych. Tak było w pięciogwiazdkowym hotelu Litwor w Zakopanem.

 

- Gdybym poszedł do lokalu i został poczęstowany jedzeniem z takiej kuchni, tobym uznał, że zostałem okradziony - ocenił Konrad Białek, któremu dziennikarze pokazali zdjęcia z Litwora. - Gdzie jest menadżer, szef kuchni... Tam nie pracuje jedna osoba. Tam pracują dziesiątki i są zmiany. Ten ich piec to masakra, widać, że to brud z miesięcy. A sanepid tego nie chciał widzieć? Dlaczego? - zastanawiają się państwo Białkowie.

 

Sanepid: to karygodne

 

Obecnie hotel Litwor jest zamknięty. Zdjęcia zostały zrobione, kiedy obiekt był otwarty i przyjmował gości.

 

Reporter "Interwencji" pokazał fotografie podhalańskiemu sanepidowi i znanemu krakowskiemu restauratorowi.

 

Reporter: To jest 5-gwiazdkowy hotel Litwor, kiedy jeszcze funkcjonował. Jak to możliwe, że coś takiego tam zastaliśmy?

 

Beata Trojańska, powiatowy inspektor sanitarny w Zakopanem: Dość ciężka sytuacja, bo takie obrazki nie powinny mieć miejsca w żadnym obiekcie. Bardzo niska świadomość personelu, który przygotowuje posiłki.

 

Reporter: To jest ćma (na zdj. widać ją w garnku).

 

- Muszą być założone siatki w oknach. Nie może tak być.

 

Czy tak można rozmrażać (na zdjęciu drób leżący w skrzynce)?

 

- Absolutnie. Rozmrażamy w lodówkach albo pod bieżąca wodą.

 

Proszę zobaczyć piekarnik.

 

- No, piekarnik jest też tragiczny. Zupy muszą być w pomieszczeniach chłodniczych. Powinny być przykryte pokrywką.

 

Jak to możliwe, że doprowadziliście do takiej sytuacji?

 

- Nie wiem, kiedy kontrola była przeprowadzona. To nie wskazuje, że nie ponosimy odpowiedzialności nadzoru nad tym obiektem. To jest karygodne. Nie może tak być, żeby w obiekcie była prowadzona działalność żywieniowa w taki sposób.

 

"Takiego brudu to ja nie widziałem nigdy"

 

- Jeżeli mógłbym użyć kwalifikacji prawnej, tobym złożył zawiadomienie o usiłowaniu zabójstwa albo spowodowania bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia. Dla konsumentów. Na podstawie tych zdjęć to stwierdzam. Takiego brudu to ja nie widziałem nigdy - skomentował fotografie Jan Kościuszko, krakowski restaurator.

 

Sanepid twierdzi, że kontrolował Litwor regularnie, wnikliwie i niespodziewanie. Jednak były pracownik hotelu mówi zupełnie coś innego.

 

- Brud to normalna rzecz. Zawsze ciężko było utrzymać porządek. Pomieszczenia były za małe, a mnogość praktykantów powodowała, że ciężko było na bieżąco sprzątać. Gość nie widzi tego - mówi chcący zachować anonimowość były pracownik.

 

"Jestem zaskoczona, wyślę tam kontrolę"

 

Szefowej zakopiańskiego sanepidu dziennikarze pokazali też zdjęcia z kuchni innego luksusowego hotelu - Belvedere.

 

Reporter: Co pani zobaczyła?

 

Beata Trojańska: Nieprawidłowości. Niewłaściwie zachowanie zasad higieny, przechowywania naczyń, mycia naczyń czy pozostawiane ciasta w niewłaściwych miejscach. Jestem zaskoczona, wyślę tam kontrolę.

 

Zarządcy milczą

 

Ekipa "Interwencji" udała się do siedziby firmy Trip, która zarządza oboma hotelami. Pokazała zdjęcia osobie z kierownictwa firmy.

 

- Nie wiem, czy te zdjęcia zostały zrobione w którymkolwiek z naszych hoteli. Ja nie będę z panem dyskutować. Proszę umówić się na rozmowę - stwierdziła rozmówczyni.

 

Dziennikarzom obiecano, że jeszcze tego samego dnia dostaną informację o terminie spotkania. Niestety, mimo upływu kilku tygodni nikt z firmy TRIP nie oddzwonił, rezygnując tym samym z zaprezentowania swojego stanowiska.

 

A o zakopiańskim sanepidzie najlepszego zdania nie mają też górale handlujący oscypkami. - Nasi, zakopiańscy są tacy sobie, ale z Krakowa rzetelniejsi, z Krakowa to są mieszczuchy i się znają, a zakopiańscy dużo przymrużą oko - mówi jedna z góralek.

 

Zdjęcia z kuchni Litwora i Belvedere pokazano też pracownikom Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie i Głównego Inspektoratu Sanitarnego z Warszawy. Obie instytucje zapowiedziały interwencje w tej sprawie.

 

Interwencja