- Głównym ustaleniem jest to, że hotel Belvedere  w tej części, która podlegała rozbudowie, nie został odebrany przez odpowiednie organy. Nie uzyskał pozwolenia na użytkowanie i część po odbudowie w 2014 roku też nie została usankcjonowana decyzjami nadzoru budowlanego - mówi Andrzej Król-Łęgowski z Państwowej Straży Pożarnej w Zakopanem.

 

Hotel  powstał w 2003 roku w miejscu zabytkowego domu wczasowego Cieszynianka. Jak się okazuje, oficjalnie według planów miał mieć cztery kondygnacje (mieszkalne), jednak na apartamenty i pokoje hotelowe samowolnie zaadaptowano strych. Wydłużyło to drogę ewakuacyjną.

 

- W naszej ocenie poddasze nieużytkowe, tak było w projekcie, zostało zaadaptowane na pomieszczenia hotelowe. Kwestie ewakuacji budynku są dla nas kluczowe. To przepisy definiują, kiedy mamy do czynienia z zagrożeniem życia i zdrowia. Częściowo jest tak w tym przypadku  - informuje Andrzej Król-Łęgowski z Państwowej Straży Pożarnej w Zakopanem.

 

Rozbudowa podczas remontu

 

W grudniu 2014 roku hotel uległ częściowemu zniszczeniu z powodu  pożaru. Odbudowano go, a nawet dobudowano sale konferencyjne i restaurację. Problem w tym, że także ta część nie ma pozwolenia na użytkowanie. I teoretycznie nie powinna funkcjonować.

 

Na dodatek obiekt sprawia problemy okolicznym mieszkańcom.

 

- Sąsiedzi zbierali petycję, bo uciążliwy jest m.in. hałas z wentylatorów. W nocy nie można okna otworzyć. Sąsiadki skarżyły się też na hałas, jak imprezy były organizowane - opowiada reporterowi "Interwencji"  Ryszard Krzyżanowski, który mieszka w domu obok hotelu.

 

Działają w najlepsze

 

Były wspólnik właścicieli hotelu, który chce zachować anonimowość twierdzi, że choć sala konferencyjna i sala jadalna nie zostały jeszcze dopuszczone do użytkowania, to organizowane są w nich konferencje. - Np. odbyły się spotkania kardiologów czy ws. ultrasonografów.  Jest wykorzystywana na śniadania, obiadokolacje, inne posiłki. To nie jest zgodne z prawem. Zostało wybudowane niezgodnie z projektem - mówi.

 

Jedna z sąsiadek hotelu poinformowała "Interwencję", że właściciele zakopiańskiego hotelu nasłali na nią miejscowy nadzór budowlany. Tylko dlatego, że góralka domagała się przestrzegania prawa przez właścicieli Belvedere.

 

- Pan Krzanik nas podał do nadzoru. Jaka jest w Polsce paranoja. Dom jest tyle lat odebrany, a do nas przychodzą z laserem - opowiada.

 

Niektórzy goście hotelowi Belvedere nie mają pojęcia, że trafiają do części obiektu, która nie tylko nie jest dopuszczona do użytkowania, ale nawet nie była nigdy kontrolowana przez urzędników. Dlaczego? Bo oficjalnie nie istnieje. Co istotne, o wykrytych nieprawidłowościach urzędnicy nie muszą się wzajemnie informować.

 

Urzędnicy kontrolują tylko dopuszczone części hotelu

 

- Co do zasady ustawa nie nakazuje straży pożarnej, czy nadzorowi budowlanemu, czy sanepidowi informowania nas o nieprawidłowościach i przekazywania nam protokołów pokontrolnych. Kilka lat wcześniej obiekt uległ częściowemu zniszczeniu. Nasza decyzja zaszeregowania została ograniczona do części, w której przedsiębiorca określił, że będzie świadczy usługi hotelarskie. Tylko część hotelu ma 4 gwiazdki. Reszta nie jest dopuszczona do użytkowania - informuje Dorota Skotnicka z Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie.

 

Na uwagę, że w pozostałej części hotelu są goście, odpowiedziała, że urzędnicy "tego nie widzą, bo kontrolują tę część, która ma zaszeregowanie".

 

Restauracja, która oficjalnie nie istnieje

 

Od lat sprawą zajmuje się Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego. Mimo to hotel nadal przyjmuje gości. Również w części, która jest samowolą budowlaną. 

 

"Interwencji" udało się sfilmować konferencję odbywającą się w części hotelowej, która została dobudowana. A także restaurację, która oficjalnie nie istnieje. Nadzór twierdzi, że trwa postępowanie w sprawie dobudowy sal konferencyjnych, jak i nielegalnego użytkowania części obiektu.

 

Reporter: Kiedy postępowanie wszczęto?
Jan Kęsek, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Zakopanem: Ze 2 lata temu.
- To musi tyle trwać?
- Tyle trwa, bo sąsiedzi, inwestor odwołują się od każdej decyzji.
- Strażacy stwierdzili, że powinny być 4 kondygnacje, a jest ich 5.
- W tej sprawie też toczy się postępowanie administracyjne. Rzeczywiście strych został zaadaptowany.
- I macie państwo związane ręce?
- Czekamy na dokumenty, inwestor ma czas na uzupełnienie dokumentów.
- I dalej korzysta z tych sal.
- Proszę mi nie mówić, czy korzysta czy nie korzysta.
- W 2011 roku sam pan deklarował, że będzie pan ścigał europejskimi listami gończymi osoby, które łamią prawo budowlane.
- A co ma jedno do drugiego?
- To, że 4 lata pod pana nosem właściciele hotelu czterogwiazdkowego łamią prawo. Czemu pan pozwala na bezprawie?
- Nie ma bezprawia w sensie administracyjnym.

 

Jedni mogą, inni - nie

 

Jak to możliwe, że olbrzymi hotel z tyloma nieprawidłowościami może swobodnie funkcjonować, a problemy z nadzorem budowlanym mają uczciwi obywatele? Niesprawiedliwości tej  nie może zrozumieć pani Maria spod Olkusza w Małopolsce. Kobieta twierdzi, że jest prześladowana od dwóch dekad przez miejscowy nadzór budowlany.

 

- Pomimo że złożyłam wszystkie potrzebne dokumenty,  nie mam odbioru domu i nie mogę w nim mieszkać. Nadzór budowlany zgłosił bowiem sprzeciw. Wygrałam sprawę w sądzie, ale do tej pory nie mam odbioru domu - tłumaczy Maria Ślęzak, która od 20 lat ma problem z nadzorem budowlanym.

 

Takich przypadków jest więcej. "Interwencja" informowała również o problemach państwa Olejników ze Zduńskiej Woli. Powiatowy nadzór budowlany kazał im zapłacić olbrzymią karę za trzymetrowy wiatrołap, który rzekomo mieli wybudować bez pozwoleń.

 

Rodzina udowadniała latami, że wiatrołap był od początku istnienia domu i został przez rodzinę kupiony razem z budynkiem.

 

- Mimo że nie było decyzji prawomocnej o wyburzeniu wiatrołapu, dostaliśmy pismo w styczniu o legalizacji tego wiatrołapu w kwocie 375 tys zł. Za około 3 metry kwadratowe – opowiadała Bożena Olejnik.

 

Gościli prezydenta

 

Tymczasem okazuje się, że w zakopiańskim hotelu Belvedere, którego część nie ma pozwolenia na użytkownie, nocował nawet prezydent Andrzej Duda. Sprawą zajęła się prokuratura. Śledczy badali okres funkcjonowania obiektu od 2015 do polowy 2017 roku, ale ostatecznie śledztwa nie wszczęli.

 

- Prokurator zwrócił się do powiatowego nadzoru budowlanego z informacją, czy prowadził postępowanie w zakresie, które my prowadziliśmy. I uzyskał informację, że nie doszło do faktycznego zagrożenia sprowadzenia pożaru katastrofy lub pożaru w tym budynku. Wątek pobytu pana prezydenta był niejako elementem badania całości sytuacji - informuje Rafał Porębski, z-ca prokuratora rejonowego w Zakopanem.

 

- Zostały naruszone przepisy prawa budowlanego. Obiekt jest użytkowany, pomimo braku odbiorów, są naruszenia innych przepisów i organa powinny z takim problemem się uporać - uważa były podsekretarz stanu MSWiA gen. Adam Rapacki.

 

"Osoby, które tym zarządzają, biorą odpowiedzialność na siebie"

 

Decyzja prokuratury została zaskarżona, zajmie się nią teraz sąd. Reporter "Interwencji" usiłował dowiedzieć się od Jana Kęska, Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Zakopanem,  dlaczego przez tyle lat hotel funkcjonuje mimo że część obiektu nie ma wymaganych pozwoleń.


Reporter: Pan wie, że to jest zagrożenie zdrowia i życia?
Jan Kęsek: Są decyzje. Osoby, które tym zarządzają biorą odpowiedzialność na siebie.
- I to mówi urzędnik? To pana dyskwalifikuje?
- To pana dyskwalifikuje natarczywie atakować mnie, ja dziękuję, proszę o wyjście
- Strażacy mówią, że nie ma drogi ewakuacyjnej.
- Dziękuję (zamyka drzwi).

 

- To nie jest w porządku. Jeden ma władzę i traktuję innych wszystkich, jak coś mniejszego, słabszego, bezbronnego. Więcej bym oczekiwał od urzędników. Słyszymy, że są przepisy, ale się nie da nic zrobić. To nieprawda, tylko po układach można dużo zrobić. Belvedere robi co chce, a tu nikt nie ma nic do gadania - skarży się Ryszard Krzyżanowski, który ma dom koło hotelu Belvedere.

 

Interwencja