W zajętej "na dziko" hydroforni w szczerym polu, nie ma podstawowych warunków do życia: wody, prądu, ogrzewania czy łazienki.

 

W środku panuje olbrzymia wilgoć, jest grzyb a dach przecieka.

 

 "Ona już nie daje rady"

 

Pani Teresa Bloch ma zwyrodnienie kręgosłupa, a jej mąż problemy z biodrem i kolanem.

 

- Ja tu muszę i oprać, umyć i ugotować. Ona już nie daje rady przecież – mówi Mieczysław Bloch.

 

Nie stać ich na mieszkanie, żyją z 850 złotych renty. W budynku pan Mieczysław zrobił okna, pali drewnem, ale i tak to wszystko to wielka prowizorka

 

- Pani Teresa Bloch i Pan Mieczysław Bloch nie nadają się do samodzielnej egzystencji. Są osobami niepełnosprawnymi - mówi Krystyna Zadworna z gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Jedwabno.

 

Małżeństwo nie ma dachu nad głową przez konflikty z rodziną. Bliscy pani Bloch chcieliby ją przyjąć do siebie, ale bez męża.

 

Są ze sobą 30 lat

 

Byli już wcześniej w schronisku, ale musieli spać w osobnych salach. Dlatego postanowili, że do schroniska nie pójdą. Są ze sobą 30 lat

 

Wolą żyć w biedzie, ale być razem. Opieka społeczna doskonale zna ich problem, daje zasiłki na zakup leków, opału, przysyła odzież. Właściciel terenu na którym leży hydrofornia uważa, że powinno się dla nich znaleźć normalny dach nad głową.

 

- Są organy odpowiedzialne, które powinny się tymi osobami zająć i im pomóc – twierdzi.

 

"Nikt ich nie zmusi"

 

 - To są ludzie, którzy się cieszą pełnią swoich praw i jeżeli nie będą chcieli zamieszkać, to z każdego ośrodka będą mogli uciec, nikt ich do tego nie zmusi – uważa Sławomir Ambroziak, wójt gminy Jedwabno.

 

Być może będzie jednak przełom. Przy ekipie "Wydarzeń" padła ważna deklaracja. Najprawdopodobniej małżeństwo znajdzie swoje miejsce w ośrodku dla niepełnosprawnych.

 

Wydarzenia, polsatnews.pl