Jak sprecyzował jej rzecznik Łukasz Łapczyński, prokuratura wystąpiła z takim wnioskiem za pośrednictwem Prokuratury Generalnej. - Chodzi o zachowanie do jakiego doszło w trakcie głosowania podczas 16 posiedzenia Sejmu, 14 kwietnia 2016 r. - powiedział Łapczyński.

 

Zwiercan, wówczas posłanka klubu Kukiz’15, zagłosowała za swojego klubowego kolegę - Kornela Morawieckiego, podczas głosowania nad wyborem sędziego TK. Po tym zdarzeniu została wykluczona z klubu. Obecnie jest w kole poselskim Wolni i Solidarni - podobnie jak Kornel Morawiecki, który w kwietniu 2016 r. sam zrezygnował z członkostwa w klubie Kukiz'15.

 

"Działanie na szkodę interesu publicznego"

 

- Wniosek dotyczy przekroczenia uprawnień służbowych przez funkcjonariusza publicznego - posłanki na Sejm RP, poprzez oddanie głosu wstrzymującego się za innego posła, co stanowiło działanie na szkodę interesu publicznego - poinformował Łapczyński. Chodzi o art. 231 paragraf 1 Kodeksu karnego; grozi za to do trzech lat więzienia.

 

Rzecznik prokuratury dodał, że w związku ze skierowaniem wniosku śledztwo zostało zawieszone "do czasu uzyskania Uchwały Sejmu RP w przedmiocie wyrażenia zgody na pociągniecie posłanki do odpowiedzialności karnej".

 

W kwietniu 2016 r. Sejm wybierał na sędziego TK, zgłoszonego przez PiS prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego, w miejsce kończącego kadencję prof. Mirosława Granata. Podczas głosowania doszło do zamieszania. Z wypowiedzi posłów opozycji wynikało, że wcześniej umówili się, że nie wezmą udziału w głosowaniu, mając nadzieję, że doprowadzi to do braku kworum.

 

"Nie wiedziała, że to jest niezgodne z prawem"

 

Sejm wybiera sędziego bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów (230). Z danych podanych po głosowaniu wynikało, że głosowało 233 posłów, za wyborem Jędrzejewskiego było 227; większość bezwzględna konieczna do wyboru wynosiła 117. Nie głosowało 227 posłów. Z 40-osobowego wówczas klubu Kukiz'15 w głosowaniu uczestniczyło siedmiu posłów: sześciu wstrzymało się od głosu (w tej grupie byli Zwiercan i Morawiecki), a jeden poseł tego klubu opowiedział się za wyborem sędziego TK. W pierwszym momencie opozycja przyjęła wynik brawami, sądząc, że sędzia nie został wybrany. Następnie marszałek Sejmu poinformował, że wybór został dokonany, a posłowie opozycji zaczęli zwracać uwagę, że w głosowaniu doszło do nieprawidłowości.

 

Zwiercan i Morawiecki przyznali później w rozmowie z dziennikarzami, że umówili się, iż posłanka w głosowaniu nad wyborem sędziego TK zagłosuje za swego kolegę. Posłanka Zwiercan pytana, czy głosowała "na dwie ręce" odpowiedziała: "z tego względu, że Kornel się źle poczuł i rozmawialiśmy wcześniej, tak się stało". Przyznała też, że "popełniła błąd", ale "nie wiedziała, że to jest niezgodne z prawem".

 

"Prosiłem panią poseł żeby zagłosowała za mnie"

 

Również Morawiecki potwierdził, że poprosił swą koleżankę o zagłosowanie za niego. - Prosiłem panią poseł, że muszę wyjść i żeby zagłosowała za mnie - powiedział. Na uwagę, że takie postępowanie jest niedozwolone, Morawiecki odpowiedział: "Ja rozumiem, ale ja prosiłem". Później mówił też, że rozumie, iż takie zachowanie jak posłanki Zwiercam "jest niezgodne z prawem", ale było "zgodne z jego wolą".

 

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa skierowała do prokuratury PO. Śledztwo wszczęto z art. 271, paragraf 1 Kk, zgodnie z którym "funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

 

Jak wyjaśnił prokurator Łapczyński była to jednak kwalifikacja wstępna. - Szczegółowa analiza stanu faktycznego i prawnego wskazała na konieczność przyjęcia jako ostatecznej innej kwalifikacji - dodał.

 

PAP