Do pożaru doszło w nocy z 1 na 2 lipca ub.r. w Rajczy na Żywiecczyźnie (Śląskie). Dym obudził ojca, który zaczął krzyczeć i uciekać. To obudziło matkę, która wybiegła z domu z synem, 4-letnim Oskarem. W budynku pozostali 2-letni Patryk i 11-miesięczny Krystian. Po pewnym czasie ojciec próbował wrócić po nich, ale siła ognia była już wtedy zbyt duża. Dzieci zmarły w wyniku zatrucia dymem. Rodzice byli pod wpływem alkoholu. Mieli go we krwi niemal 3 promile.

 

Od wyroku I instancji odwołały się obie strony. Prokuratura domagała się najwyższej możliwej kary - 5 lat więzienia. Obrona wnioskowała o uniewinnienie, karę w zawieszeniu lub uchylenie wyroku i ponowne rozpatrzenie sprawy.

 

"Oskarżeni mogli bezpiecznie wyprowadzić dzieci"

 

Podczas apelacji sędzia Anna Kuboszek-Roman uzasadniając poniedziałkowy wyrok wskazała, że oskarżeni mieli możliwość bezpiecznego wyprowadzenia wszystkich synów z budynku. "Oskarżeni opuścili dom bezpiecznie. Nie odnieśli żadnych obrażeń ciała. Nie odniósł ich także małoletni Oskar. To najlepiej dowodzi, jaki był etap rozprzestrzeniania się pożaru w domu, i jakie były możliwości bezpiecznego wyprowadzenia pozostałych dzieci, (...) które spały zresztą w tym samym pokoju, co matka i Oskar. W ocenie sądu, nie istniały żadne przeszkody, aby oskarżona wyprowadziła także pozostałe dzieci".

 

Sędzia zwróciła uwagę, że Oskar opuścił budynek na własnych nogach. - Oskarżona miała zatem możliwość wziąć pozostałe dzieci na ręce - podkreśliła.

 

Zdaniem sądu, gdyby rodzice po wyjściu z budynku natychmiast do niego wrócili po pozostałych synów, wciąż byłaby szansa na ich uratowanie. - To była kwestia przebiegnięcia maksymalnie kilkunastu metrów na parterze. (...) Sąd uznał, że oskarżeni mogli bezpiecznie wyprowadzić dzieci - powiedziała Kuboszek-Roman.

 

Sąd uznał, karę wymierzoną w I instancji za zbyt łagodną. Jak wyjaśniła Kuboszek-Roman, "przecenione zostały okoliczności łagodzące, a obciążającym nie nadano odpowiedniego znaczenia".

 

"Dzieci zostały pozostawione bez szans"

 

- Okolicznością obciążającą są przede wszystkim skutki: śmierć dzieci, które samodzielnie nie mogły opuścić budynku i były całkowicie zdane na opiekę rodziców. Oni zawiedli. Dzieci zostały pozostawione bez szans. To zadecydowało o karze. Sąd I instancji zwrócił uwagę na znaczny stopień nietrzeźwości oskarżonych. Zważywszy, że pod ich opieką przebywała trójka dzieci, z czego najstarsze miało 4 lata, była to okoliczność niedoceniona przez sąd przy kształtowaniu rozstrzygnięcia o karze. Oskarżony był też w przeszłości karany" - mówiła Anna Kuboszek-Roman.

 

Sąd nie zastosował jednak najwyższej kary, gdyż dopatrzył się okoliczności łagodzących. - Oskarżony starał się jednak wrócić do palącego się już budynku po synów; starano się sprowadzić pomoc - dodała sędzia.

 

Prokurator Piotr Sowa, który był na sali rozpraw, w poniedziałek nie wypowiedział się na temat wyroku i ewentualnej kasacji. Prawdopodobne jest natomiast, że skorzystają z niej rodzice. - Obrona zwróci się o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku i (...) po konsultacji z oskarżonymi podejmie decyzję, czy składać kasację - powiedział obrońca Przemysław Nowak. Jego zdaniem, zdarzenie było nieszczęśliwym wypadkiem, a oskarżeni nie powinni odpowiadać karnie.

 

PAP, polsatnews.pl