O tym, że ksiądz planuje sprzedać 10 ze 100 ha ziemi zawiadomił radę parafialną jeden z mieszkańców Dziewierzewa.

 

- Na nasze pytania ksiądz nie chciał udzielić nam informacji, stwierdził, że o niczym nie wie, a powinien informować radę parafialną o każdej transakcji - powiedział Polsat News członek rady Grzegorz Piątkowski. - Ziemia została sprzedana potajemnie, bez naszej wiedzy. Wywołało to w nas szok, oburzenie - dodał Piątkowski.

 

Członkowie rady ustalili, że wstępna umowa sprzedaży gruntu została podpisana już w grudniu ubiegłego roku. Wierni mają pretensje, że przez tyle czasu ksiądz ich o tym nie poinformował.

 

Wizyta w kurii

 

W niedzielę po mszy świętej proboszcz ogłosił to oficjalnie. Przekazał, że za pieniądze ze sprzedaży gruntu wybuduje dom parafialny w pobliżu kościoła. Stwierdził, że ze względu na ustawę o ochronie danych osobowych nie mógł pokazać parafianom umowy, bez zgody osób będących jej częścią.

 

Wyjaśnienia księdza miały miejsce już po wizycie zaniepokojonych wiernych w kurii.

 

- Tam okazało się, że całe przedsięwzięcie zainicjował nasz proboszcz, przywożąc projekty do akceptacji oraz znajdując pieniędzy na budowę tej plebanii. Jeszcze trzy dni  temu nie mogliśmy doprosić się u księdza, by otrzymać taką informację - powiedział Artur Dalke, członek rady parafialnej w Dziewierzewie.

 

"Wstyd i hańba"

 

Proboszcz twierdzi, że budując dom parafialny kontynuuje dzieło poprzednika. Nie odpowiedział dziennikarzom na pytanie, dlaczego od grudnia ubiegłego roku, czyli od podpisania wstępnej umowy o sprzedaży gruntów, nie powiedział o niej nikomu w parafii.

 

Wierni z Dziewierzewa zaczekali na księdza po niedzielnej mszy. Zarzucili mu m.in. że mówi o nich "pustaki" i "chłopcy spod remizy". "Wstyd i hańba" - padało w rozmowie.  Ich zdaniem duchowny wykazał się "wielką niegospodarnością", bo lepiej byłoby grunt wydzierżawić. 

 

polsatnews.pl, Polsat News