Chodzi m.in. o wypowiedź posła PiS na antenie TVP w maja br. Tarczyński pytał wówczas Kierwińskiego, "czy jego zainteresowanie przetargiem na śmigłowce wynika z faktu, że pracował dla firmy Airbus i czy utrzymuje kontakty z pracownikami tej spółki".

 

Kierwiński - jeden z posłów PO, którzy zapoznawali się w MON z dokumentami ws. przetargu i informowali o złożeniu przez PO zawiadomienia do prokuratury w związku z tym przetargiem - powiedział w lipcu PAP, że 10 lat temu pracował dla jednej z małych spółek wchodzących w skład konsorcjum, które wówczas nie nazywało się nawet Airbus. Jak podkreślił, pytania posła PiS, to "typowo bolszewicka" metoda insynuacji, którą stosuje PiS.

 

"Liczyłem na odpowiedź, a nie na proces"

 

Na posiedzeniu komisji Tarczyński tłumaczył, że pytania do posła Kierwińskiego - zadane publicznie i niebędące stwierdzeniami - były uzasadnione ze względu na pracę posła PO w przeszłości i jego "mocne" zaangażowanie w kwestię przetargu na śmigłowce.

 

- Ja zadałem publicznie pytania i liczyłem na odpowiedź, a nie na proces - mówił Tarczyński. - Sprawa dotyczy miliardów złotych, interesu państwa. Uważam, że nie ma powodu, aby pan poseł się obrażał, tylko brał udział w dialogu, który dotyczy publicznych, potężnych pieniędzy - dodał.

 

Poseł PiS za uchyleniem immunitetu

 

Łukasz Rzepecki (PiS) zapowiedział, że zagłosuje za uchyleniem immunitetu posłowi Tarczyńskiemu. - Sprawa jest bardzo poważna - podkreślił. Zapowiedział, że będzie głosował za uchyleniem immunitetu posłowi Tarczyńskiemu, by mógł on udowodnić w sądzie, to co powiedział na posiedzeniu komisji.

 

- Tego wymaga też dobro wyjaśnienia tej sprawy. To będzie przede wszystkim z korzyścią dla pieniędzy publicznych i wyjaśnienia zaistniałej sytuacji - ocenił Rzepecki.

 

Tomasz Głogowski (PO) stwierdził z kolei, że pytania zadane przez Tarczyńskiego to tak naprawdę "dość jednoznacznie brzmiące oskarżenia". Wyraził zrozumienie dla posła Kierwińskiego, który wstępując na drogę sądową i oczekuje, aby to sąd ocenił, czy poseł PiS poprzez pytanie zniesławił posła PO.

 

Zarzuty Tarczyńskiego

 

W prywatnym akcie oskarżenia Kierwiński zarzuca Tarczyńskiemu, że ten zniesławił go, wypowiadając się w TVP oraz na portalu społecznościowym Twitter w dniach 17-21 maja br.

 

17 maja, na antenie TVP Tarczyński zażądał od Kierwińskiego odpowiedzi na pytanie, "czy jego zainteresowanie przetargiem na śmigłowce wynika z faktu, że pracował dla firmy Airbus i czy utrzymuje kontakty z pracownikami tej spółki".

 

18 maja, poseł PiS napisał z kolei na Twitterze, że składa doniesienie do prokuratury ws. działań posła PO Marcina Kierwińskiego, który "pracował dla Airbusa, a dziś lobbuje za caracalami", a następnie za pośrednictwem TVP powiedział, że składa zawiadomienie, by śledczy zbadali związki Kierwińskiego z producentem caracali, a także czy polityk PO lobbował niezgodnie z prawem na rzecz Airbus Helicopters oraz dodał, że działania polityczne i wypowiedź posła Kierwińskiego potwierdzają podejrzenia, że jest osobą zaangażowaną w promocję danej firmy.

 

21 maja, Tarczyński napisał na Twittrze: "Panie Pośle @MKierwinski widzimy się jutro w Sejmie i prokuraturze. Po nitce do kłębka...", jednocześnie udostępniając link do artykułu opisującego działania służb francuskich w kontekście potencjalnej korupcji w ramach firmy Airbus.

 

Przetarg na śmigłowce

 

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON wskazało na śmigłowiec Caracal, wartość kontraktu miała wynieść łącznie z podatkami 13,4 mld zł. Protestowały wtedy PiS i związki zawodowe, działające w zakładach w Mielcu i Świdniku, które również startowały w przetargu.

 

We wrześniu 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej. Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju uznało ofertę offsetową za niezadowalającą, a dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe.

 

W kwietniu ówczesny szef podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej Wacław Berczyński w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" powiedział, że to on "wykończył" Caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniali, że Berczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi, które rozpoczęły się we wrześniu 2015 r. i zakończyły bez podpisania umowy w październiku 2016 r. 20 kwietnia szef MON Antoni Macierewicz przyjął rezygnacje Berczyńskiego z kierowania podkomisją ds. zbadania katastrofy smoleńskiej.

 

PO złożyła zawiadomienie do prokuratury

 

PO złożyła zawiadomienie do prokuratury ws. przetargu na śmigłowce dla wojska. W zawiadomieniu PO chodzi o możliwe przekroczenie uprawnień przez szefa MON i ujawnienia informacji niejawnych osobom nieuprawnionym, za które PO uważa Berczyńskiego, jego zastępcę w podkomisji ds. zbadania katastrofy smoleńskiej dr Kazimierza Nowaczyka i byłego szefa gabinetu politycznego i rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza. Jak podkreślali posłowie PO, były to osoby, które nie zostały zweryfikowane przez polskie służby specjalne i nie miały certyfikatów bezpieczeństwa.

 

Resort obrony oświadczył, że nie jest prawdą, że szef MON bezprawnie udostępnił klauzulowane dokumenty. Jak mówił wiceminister Michał Dworczyk, Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz mieli upoważnienie szefa MON do wglądu w "archiwalną dokumentacją" techniczną dotyczącą zakończonego we wrześniu 2015 r. postępowania na śmigłowce oraz nie mieli wglądu do dokumentów negocjacji offsetowych, prowadzonych przez Ministerstwo Rozwoju.

 

PAP