Rurociąg pękł w zeszłym tygodniu. Wprowadzono racjonowanie paliwa dostarczanego cysternami, także przez wojsko, ale nie rozwiązuje to problemu. W sumie odwołano już ponad 100 lotów krajowych i międzynarodowych z Auckland, w tym 29 we wtorek.

 

Nowozelandzkim parlamentarzystom i urzędnikom polecono, by zrezygnowali z podróży lotniczych z Auckland i do Auckland, o ile nie są one absolutnie niezbędne. Naprawa rurociągu, zapewne przerwanego przez koparkę, potrwa co najmniej do najbliższego wtorku. Do tego czasu liniom lotniczym przysługuje w Auckland tylko 30 proc. tej ilości paliwa, którą zwykle tankują tam ich samoloty.

 

Opozycyjna Partia Pracy (LP) nie omieszkała wykorzystać pęknięcia rurociągu do zarzucenia rządzącej Partii Narodowej (NP) zaniedbań w dziedzinie infrastruktury. Analitycy nie wykluczają, że zakłócenia komunikacji lotniczej mogą skłonić część wciąż jeszcze niezdecydowanych wyborców do poparcia Partii Pracy.

 

Póki co rządzący mogą spać spokojnie

 

Na razie Bill English i jego Partia Narodowa Nowej Zelandii mogą jednak optymistycznie patrzeć w przyszłość. Opublikowane w środę wyniki przedwyborczego sondażu One News-Colmar Burton dają im 9 punktów procentowych przewagi nad Partią Pracy (NP 46 proc., LP 37 proc.)

 

Jeszcze w sierpniu sondaże dawały natomiast sporą przewagę Partii Pracy, zwłaszcza po wyborze 37-letniej Jacindy Ardern na przewodniczącą tego ugrupowania. Jak pisze Reuters, dało się wtedy wyczuć taki sam optymizm, jak ten, za sprawą którego we Francji Emmanuel Macron został najmłodszym przywódcą od czasu Napoleona. Później tendencja jednak się odwróciła.

 

Według najnowszego sondażu poparcie nacjonalistycznej partii Najpierw Nowa Zelandia, powszechnie postrzeganej jako siła, która zdecyduje, czy rządzić będzie NP czy LP, spadło do poziomu progu wyborczego, czyli 6 proc. Natomiast Partia Zielona Nowej Zelandii (GPA), z którą laburzyści mają porozumienie o współpracy, cieszy się poparciem na poziomie 8 proc.

 

PAP