Do urzędu ds. cudzoziemców trafiła precedensowa sprawa Silje Garmo i jej córki, którą norweskie władze usiłowały tej kobiecie odebrać.

 

"Jak się okazuje, nie tylko ona uciekła do Polski. Wkrótce kilka kolejnych osób złoży wniosek o ochronę przez polskie władze przed norweskim Urzędem ds. Opieki nad Dziećmi: Barnevernet (BV)" - informuje dziennik.

 

"Większość interwencji BV dotyczy osób ubogich, z nizin społecznych, imigrantów. Ale Garmo jest wykształcona, zamożna, dobrze zorientowana w prawie i norweskich realiach, nie ma mowy o tzw. niedostosowaniu kulturowym" - pisze gazeta.

 

Norwedzy mogą przebywać w Polsce praktycznie bez ograniczeń, ale Oslo może wnioskować o wydanie 7-miesięcznej Eiry. Jej matce grozi ekstradycja. Dlatego kobieta poprosiła o azyl w Polsce.

 

Po donosie straciła już córkę

 

Kobiecie odebrano już uprzednio starszą córkę Froyę, mającą obecnie 12 lat. Urząd zainteresował się nią z powodu donosu. Bez bliższego zbadania sprawy stwierdzono, że nadużywa leków przeciwbólowych, potem doszedł zarzut "chaotycznego stylu życia" i przewlekłego przemęczenia.

 

Przy swoim rzekomo chaotycznym stylu życia Norweżka była jednak w stanie uciec ze specjalnego ośrodka dla młodych matek i zorganizować sobie z oddali życie w obcym kraju, tj. w Polsce. Gromadzić dowody na to, że potrafi zaopiekować się dzieckiem dokumenty i prowadzić obszerną korespondencję, cały czas zajmując się niemowlęciem - zaznacza "Nasz Dziennik".

 

Ciąża pod kontrolą

 

Podczas drugiej ciąży BV cały czas monitorował wyniki badań Silje Garmo, by znaleźć dowód na lekomanię matki. Niczego nie stwierdzono, ale to nie przekonało urzędników.

 

"Ani w Norwegii, ani w Polsce żaden lekarz nie stwierdził, by była pod wpływem leków przeciwbólowych, choć pojawiła się ku temu okazja podczas dłuższego pobytu w szpitalu" - informuje "Nasz Dziennik". Mimo to, matkę postawiono przed wyborem: albo odebranie dziecka od razu po urodzeniu, albo pobyt na obserwacji w specjalnym ośrodku.

PAP, Nasz Dziennik