Soloch pytany był w radiu Zet, czy prezydentowi Andrzejowi Dudzie sprawiłaby dużą przykrość dymisja szefa MON Antoniego Macierewicza. - Sensowniej jest mówić o współpracy między ośrodkiem prezydenckim, a MON-em, o współpracy między prezydentem, a rządem i między prezydentem, a ministrem obrony - odpowiedział szef BBN.

 

- Współpraca jest, bo tego wymaga interes państwa i pewne rzeczy muszą się toczyć, i one się toczą. Natomiast rzeczywiście są pewne sprawy, czy to jeśli chodzi o różnice pewnych wizji, czy o konkretne sprawy do załatwienia, one wymagają wyjaśnienia i załatwienia - podkreślił Soloch.

 

"Urząd prezydenta i ministra obrony mają problem z porozumieniem się"

 

Dodał, że nie wie nic na temat tego, czy prezydent wyraził oczekiwanie zmiany na stanowisku szefa MON. Jak zaznaczył nie wie także, czy doszło do rozmowy na ten temat między prezydentem, a premier Beatą Szydło. Soloch przyznał, że przy obecnej obsadzie personalnej urzędy prezydenta i ministerstwa obrony narodowej mają problemy z porozumieniem się w wielu sprawach.

 

- Abstrahując od kwestii personalnych, relacji między konkretnymi osobami, jest pewna niedoróbka systemowa - tak bym powiedział. Rzeczywiście prezydent, jako zwierzchnik Sił Zbrojnych, powinien mieć wpływ na obsadę stanowiska ministra obrony. Tę kwestię zresztą prezydent podnosił przy okazji dyskusji na temat referendum konstytucyjnego - powiedział Soloch.

 

Zaznaczył, że obecnie żaden prezydent nie ma wpływu na obsadę tego stanowiska, podobnie jak stanowiska ministra spraw zagranicznych. - A moim zdaniem powinien mieć wpływ, jeżeli ma być prezydentem, który jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, prezydentem, który ma największy mandat społeczny w postaci bezpośrednich wyborów - zaznaczył.

Dodał, że to jest jego ocena, a sam Andrzej Duda w swoich wypowiedziach mówił, że "kompetencje prezydenta, jako zwierzchnika sił zbrojnych powinny być doprecyzowane w celu uniknięcia dualizmu".

 

Ćwiczenia Zapad'17

 

Soloch pytany o rozpoczynające się manewry wojsk rosyjskich i białoruskich "Zapad”, powiedział, że "to jest trening zdolności państwa rosyjskiego do prowadzenia pełnoskalowych działań wojny, również wojny ofensywnej". Według niego powinniśmy wyciągnąć wnioski z tego, że ćwiczą całe struktury państwa rosyjskiego - nie tylko żołnierze, ale urzędnicy i urzędy.

 

- Stopień mobilizacji jest rzeczywiście imponujący. Powinniśmy, nie tylko Polska, ale państwa NATO, wyciągać wnioski dla siebie i w takiej skali ćwiczenia powinniśmy również przeprowadzać. Nie tylko w wymiarze militarnym, ale zdolności mobilizacji całego państwa na wypadek totalnego konfliktu - powiedział.

 

Dodał, że Rosjanie wysyłają takie komunikaty, które pozwalają te ćwiczenia interpretować w dowolny sposób. - O to zapewne im chodzi, aby nie było pewności, jaki jest ostateczny cel tych ćwiczeń (...). Chcą pokazać, że są państwem gotowym, zdolnym nie tylko przeciwstawić się państwom Zachodu, ale i podjąć działania ofensywne (...). Te ćwiczenia są nie tylko na terenie Białorusi, ale całej Rosji - zaznaczył szef BBN.

 

PAP