Do kradzieży doszło najprawdopodobniej w nocy z wtorku na środę. - We wtorek o godz. 17 pracownik muzeum skończył pracę. Zadzwonił do nas i poinformował, że wszystko jest w porządku. Następnego dnia rano otrzymaliśmy telefon, że syrena została skradziona - poinformowała dyrektor Mikiciuk.

 

Pracownicy poinformowali o zdarzeniu policję oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wartość zabytkowego auta oszacowano na 30 tys. zł.

 

"Bez tolerancji dla kradzieży zabytków"

 

Muzeum prosi każdego o pomoc w poszukiwaniach. "Nie ma żadnej tolerancji dla kradzieży zabytków. Dla właścicieli tego typu aut nie jest to strata zwykłego samochodu tylko członka rodziny" - napisano w poście na Facebooku.

 

To pierwsza tak duża kradzież w muzeum.

 

 

"Jestem dobrej myśli"

 

W rozmowie z polsatnews.pl dyrektor placówki podkreśliła też, że liczy na pozytywny efekt poszukiwań. - Mam nadzieję, że auto nie zostanie zniszczone - powiedziała Joanna Mikiciuk.

 

- Na części raczej go nie rozbiorą, musieliby mieć specjalne zamówienie - podsumowała.

 

Model 104 samochodu FSO Syrena produkowany był w latach 1966–1972. Zastosowano w nim nowy silnik trzycylindrowy S-31 o pojemności 842 cm³ i mocy maksymalnej 40 KM oraz całkowicie zsynchronizowaną skrzynię biegów.

 

Drzwi otwierane "pod wiatr"

 

Nowa jednostka napędowa charakteryzowała się wydajniejszym wymuszonym układem chłodzenia z pompą wodną. Zmieniono klosze lamp tylnych, reflektory, kierunkowskazy przednie i kołpaki. 

 

Model 104 w odróżnieniu od 102 i 103 ozdabiano unoszącymi się ku górze listwami bocznymi umieszczonymi na wysokości klamek. Syrena 104 była ostatnim modelem z drzwiami otwieranymi "pod wiatr", czyli przeciwnie do kierunku jazdy.

 

polsatnews.pl