Do zdarzenia doszło w nocy z 8 na 9 września. Lekarz powiedział, że dziewczyna miała 45 ran na twarzy, 150 na dłoniach i 30 na nogach. Niektóre koniuszki jej palców były odgryzione, chirurgom nie udało się ich uratować.

 

Nastolatka z niedowładem kończyn spała w pokoju na parterze wynajmowanego domu. Jej rodzina była w pokoju na piętrze.

 

Ojciec wszedł rano do pokoju córki i zobaczył przerażający widok. - Z jej uszu leciała krew, obawiałem się, że może mieć krwotok mózgu -  cytuje mężczyznę gazeta Courrier-Picard.

 

Ojciec obwinia właściciela domu

 

W szpitalu Samanthę przebadano także pod kątem ewentualnych infekcji, w tym wścieklizny, którą roznoszą szczury. Badanie dało wynik negatywny.

 

Rodzina wyprowadziła się już z wynajmowanego domu, a francuska policja prowadzi śledztwo ws. pogryzienia.

 

Ojciec dziewczynki zarzuca właścicielowi domu zaniedbania, ponieważ pojemniki na śmieci, które stały w pobliżu, były przepełnione. To właśnie - zdaniem mężczyzny - zwabiło szczury, które później dostały się do domu.

 

BBC, Courrier-Picard, polsatnews.pl