Po przejściu przez Florydę huragan Irma wyraźnie osłabł i w poniedziałek przekształcił się w burzę tropikalną. Żywioł nadal jest jednak groźny i przesuwa się na północ.

 

Władze Florydy, dokąd zaczynają powracać jej mieszkańcy, oszacowały, że ponad 25 proc. domów na wyspach archipelagu Florida Keys zostało zrównanych z ziemią i nie nadaje się do zamieszkania.

 

Schronienie w prowizorycznych ośrodkach

 

We wtorek trwały prace remontowe mające przywrócić ruch na zniszczonej przez żywioł autostradzie łączącej wyspy. Jak podaje agencja Associated Press niemal 10 mln mieszkańców Florydy pozostaje w domach wciąż odciętych od prądu. "To niemal połowa wszystkich mieszkańców Florydy" - zaznacza AP.

 

Przedstawiciele branży energetycznej zapowiadają, że przywrócenie dostaw prądu do stanu normalnego zajmie co najmniej dziesięć dni.

 

Także Associated Press zauważa, że 110 tys. osób wciąż pozostaje w naprędce przygotowanych ośrodkach, które miały im zapewnić schronienie i prowizoryczny dach nad głową na czas ewakuacji.

 

Powodzie największym problemem

 

W poniedziałek władze stanu Georgia, gdzie podobnie jak w Karolinie Południowej, huragan dał o sobie znać pod koniec ub. tygodnia, poinformowały, że największym problemem są teraz powodzie. Zalane jest portowe miasto Savannah, gdzie wichura zepchnęła masy wody z Atlantyku w głąb miasta. Pod wodą znalazło się także wiele miejscowości w Karolinie Południowej, między innymi miasto Charleston.

 

Jak poinformowało w poniedziałek wieczorem czasu lokalnego amerykańskie Krajowe Centrum ds. Huraganów (NHC), Irma nadal będzie słabła i przekształci się w najbliższych dniach w tropikalną depresję.

 

PAP