Krzysztof Majewski prowadził firmę zajmującą się cięciem karoserii samochodowej i eksportem na Ukrainę. W 2006 roku został zatrzymany wraz z synem przez ABW. Postawiono im zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przemytu papierosów.
 
- Do dzisiaj mi się śni, jak zabierają tatę i brata - opowiada córka mężczyzny.
 
Tego samego dnia został zarekwirowany samochód pana Krzysztofa jako dowód w sprawie. Trafił na policyjny parking.
 
Dopiero po kilku latach pan Krzysztof został całkowicie uniewinniony. Za niesłuszny pobyt w areszcie otrzymał  odszkodowanie. Chciał odzyskać swoje auto. Okazało się jednak, że samochód jest w opłakanym stanie, całkowicie niezdolny do jazdy.
 
- W ogóle nie odpalał, zardzewiał, stała w nim woda - opowiada mężczyzna.

 

"W praworządnym kraju trzeba się liczyć z pewnymi stratami"
 
Jak się okazało auto było przechowywane w fatalnych warunkach. Rzeczoznawca stwierdził, że wartość samochodu z 40 tys. zł. zmalała do zaledwie 1,5 tys. zł. Czyli nadaje się tylko na złom. A przecież zabrano mu auto niesłusznie.
 
- To była limuzyna, klimatyzacja, siedzenie programowane, tylna kanapa elektrycznie rozsuwana - opowiada bohater naszego reportażu.   
 
Pan Krzysztof wystąpił do sądu o odszkodowanie. Sąd odmówił. W uzasadnieniu można przeczytać, że chcąc żyć w praworządnym kraju trzeba się liczyć z pewnymi stratami. I dalej - że pan Krzysztof w momencie zatrzymania, przypomnijmy, leżąc na podłodze z kajdankami, powinien wskazać jaka w tym momencie była wartość samochodu.
 
- Powód w niedostateczny sposób udokumentował samo powstanie szkody - tłumaczy rzecznik sądu.
 
Ponadto sąd uznał, że sprawa odszkodowania się przedawniła. Nie wziął jednak pod uwagę faktu, że pan Krzysztof wcześniej zwracał się do urzędników z propozycją ugody. Chciał się dogadać. A poza tym problemem było ustalenie kto odpowiada za obecny stan auta - czy ABW, czy policja czy sąd.
 
- Skoro to auto zabrała państwowa instytucja, to powinna go jakoś zabezpieczyć, żeby nie był zniszczony - mówi mężczyzna.
 

"Zniszczyli moje życie"


W związku z całą tą sprawą, życie rodzinne pana Krzysztofa zupełnie się rozsypało. Żona się załamała i od niego odeszła. Syn został wyrzucony z uczelni i wyjechał za granicę. Córka nie mogła pójść na studia. Przez błąd urzędników, rodzina Majewskich właściwie przestała istnieć.
 
- Bardzo mnie to boli, że to zniszczyło moje życie i mojej rodziny życie - mówi ze łzami w oczach pan Krzysztof.
 
Więcej już w najbliższą niedzielę o 19:30 w reportażu Agnieszki Zalewskiej.
 
W drugiej części programu wrócimy do sprawy pani Barbary Czerpak. Kobieta wciąż walczy z urzędnikami budowlanymi o zalegalizowanie części domu.

 

polsatnews.pl, Polsat News