- Rozumiejąc intencje oskarżenia, które stoi na stanowisku, że z racji pełnionej wówczas funkcji świadek może posiadać wiedzę odnośnie do zdarzeń będących przedmiotem niniejszego postępowania, tego świadka oczywiście przesłuchamy. Natomiast chcielibyśmy to uczynić na koniec postępowania, po przesłuchaniu innych świadków - powiedział na czwartkowej rozprawie sędzia Hubert Gąsior.

 

Jak dodał, sąd chciałby uniknąć sytuacji, że po przesłuchaniu Tuska pojawią się w sprawie jeszcze jakieś inne okoliczności, które uzasadniałyby jego ponowne wezwanie.

 

Na poprzedniej rozprawie - we wtorek - Sąd Okręgowy w Warszawie, który prowadzi ten proces z prywatnego oskarżenia części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, spytał strony, czy odczytać zeznania Tuska z prokuratury czy wezwać go na rozprawę na świadka. Wówczas pełnomocnicy oskarżycieli prywatnych wnieśli o wezwanie tego świadka. Do wniosku przyłączyła się też prokuratura.

 

Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy

 

Prywatny akt oskarżenia złożono w sądzie w 2014 r. - po tym, gdy cywilna prokuratura prawomocnie umorzyła śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska. Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna.

 

W rozprawach uczestniczą dwaj prokuratorzy. Podsądni nie przyznają się do zarzutów. Pozostali oskarżeni to: urzędnicy Monika B. i Miłosław K. (oboje z kancelarii premiera) oraz Justyna G. i Grzegorz C. z ambasady RP w Moskwie. Grozi im do 3 lat więzienia.

 

Ostatnio Tusk przesłuchiwany był w charakterze świadka w śledztwie dot. nieprawidłowości przy przeprowadzeniu sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej.

 

 

Na czwartkowej rozprawie sąd wysłuchał zeznań m.in. ówczesnego zastępcy ambasadora RP w Moskwie Piotra M. Przyznał on, że nie zajmował się kwestiami wizyt premiera Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w kwietniu 2010 r., gdyż wtedy miał urlop, lub przebywał w delegacjach. - Wyrywkowo, z racji pełnionej funkcji, jakąś wiedzę na ten temat posiadam - zaznaczył.

 

- Sprawa lądowania obu delegacji w Smoleńsku nie była przedmiotem jakiś deliberacji o niestosowności tego rozwiązania, generalnie była zgodność, że wariant z lądowaniem w Moskwie jest wariantem gorszym - powiedział świadek wskazując w tym kontekście na względy logistyczne.

 

"Nikt nie nalegał na wybór Smoleńska"

 

Powiedział jednocześnie, że jeśli chodzi o wybór lotniska, na którym lądować miały delegacje, to podczas przygotowań wizyt "nikt nie nalegał na wybór Smoleńska". - Nie przypominam sobie sprawy, aby szukać alternatywnego lotniska. Jeśli nikt się nie sprzeciwiał, to nikt nie musiał nalegać" - zaznaczył. Dodał, że decyzja o wyborze smoleńskiego lotniska była "naturalną kontynuacją" poprzedniej praktyki.

 

Według niego jedyną sprawą wywołującą dyskusję - jaką sobie przypomina - była kwestia ewentualnego skorzystania z pomocy rosyjskiego oficera naprowadzającego, tzw. lidera. Dodał, że taką propozycję przedstawiła strona rosyjska, ale odpowiedź strony polskiej była negatywna.

 

Zeznawała również ówczesna zastępczyni dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ. Przyznała, że wizytę prezydenta z 10 kwietnia 2010 r. strona rosyjska uznawała za prywatną, ale dla polskiego protokołu dyplomatycznego taka wizyta jest zawsze traktowana jako wyjazd głowy państwa. Jak sprecyzowała świadek, taka wizyta często nakłada więcej obowiązków organizacyjnych na stronę polską niż oficjalna wizyta międzynarodowa.

 

Kolejne rozprawy w procesie przewidziane są na 4 i 12 października; przesłuchiwani będą kolejni świadkowie. Z kolei - jak poinformował sąd - na 8 listopada wyznaczone zostały przesłuchania oficerów byłego 36. specpułku, który zapewniał transport VIP-ów drogą lotniczą; jednostka została rozwiązana po katastrofie smoleńskiej. Wśród tych świadków mają być przesłuchani dwaj oficerowie, którzy w polskim śledztwie dotyczącym katastrofy usłyszeli zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych w związku z organizacją lotu Tu-154. Chodziło o kwestię wyznaczenia i przygotowania załogi samolotu.

 

PAP