Krzysztof Socharski - urodzony 28 sierpnia 1939 r. - nie zdążył poznać swojego ojca, znał go tylko z opowiadań matki.

 

- Ojciec przyszedł do szpitala - zobaczył, jak wyglądam i wybuchła wojna. Na tym się wszystko skończyło. Ojciec nie wrócił z wojny. (...) Wiedziałem, że tata zginął, ponieważ otrzymaliśmy taką informację z Czerwonego Krzyża, ale oficjalne pismo, z informacją gdzie i w jakich okolicznościach to się stało, przyszło do nas z Anglii dopiero w 1971 r. - wyjaśnił Socharski.

 

Pytany o to, co czuł, kiedy dowiedział się o odnalezieniu szczątków załogi Wellingtona, odpowiedział: "Bardzo mnie to zaskoczyło, nie przypuszczałem, że coś takiego może się jeszcze wydarzyć. Można powiedzieć, że w tym momencie zakończyła się dla nas wojna".

 

"Nigdy nie mogliśmy pójść na cmentarz"

 

Jak stwierdził, pogrzeb ojca ma dla niego ogromne znaczenie, ponieważ "będzie go mógł pożegnać". - Nie przypuszczałem i chyba nikt nie przypuszczał, że to się wydarzy. Minęło 76 lat. Wojna się teraz dla nas skończyła. Nigdy nie mogliśmy pójść na cmentarz - złożyć kwiatów, zapalić zniczy - teraz, w jakiś sposób będzie można - mówił wzruszony Socharski.

 

W pogrzebie weźmie udział także potomek Stanisława Pisarskiego (wnuk brata drugiego zidentyfikowanego, poległego lotnika). Rząd reprezentowany będzie przez wiceminister kultury prof. Magdalenę Gawin. W uroczystości wezmą również udział przedstawiciele SZ RP, UdSKiOR, IPN, wojskowi, a także organizacje polonijne i kombatanckie z Holandii.

 

W trakcie ceremonii pogrzebowej nastąpi również ponowne dedykowanie kamienia nagrobnego dla plut. Stanisława Pisarskiego, spoczywającego na tym samym cmentarzu, ale uznawanego dotychczas za lotnika nieznanego.

 

Śmierć całej załogi po zestrzeleniu bombowca

 

Bombowce Vickers Wellington z 305. Dywizjonu Bombowego Ziemi Wielkopolskiej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego wystartowały 8 maja 1941 r. z lotniska koło Nottingham, by zbombardować śródmieście Bremy.

 

Jeden z Wellingtonów został zestrzelony przez niemieckie myśliwce 9 maja 1941 r. nad obszarem sztucznego jeziora Ijsselmeer. Cała załoga - kapitan Maciej Socharski, sierżant Jan Dorman (pilot), plutonowy Zdzisław Gwóźdź (drugi pilot), kapral Ludwik Karcz (strzelec pokładowy), plutonowy Stanisław Pisarski (strzelec pokładowy) i plutonowy Henryk Sikorski (radiooperator) - zginęła.

 

20 maja 1941 r. wydobyto z jeziora ciała sierżanta Dormana, plutonowego Gwóździa i plutonowego Pisarskiego (w 1941 r. nie udało się go zidentyfikować, pogrzebany został jako "pilot nieznany").

 

Pochowani obok lotników, którzy zginęli w '41 roku

 

Lotników pochowano na cmentarzu Nieuwe Ooster Begraafplaats w Amsterdamie. Ciało kaprala Karcza odnaleziono na brzegu wyspy Urk 1 lipca 1941 r. Został on zidentyfikowany i pochowany na tej wyspie dnia następnego. W lipcu 1947 r. jego ciało zostało przeniesione na cmentarz Rusthof w Leusden.

 

W 2014 r. podczas wydobywania piasku z dna jeziora IJsselmeer natrafiono na szczątki samolotu Wellington R-1322. W sierpniu i wrześniu 2016 r. ministerstwo obrony narodowej Królestwa Niderlandów wydobyło z dna jeziora szczątki samolotu i dwóch do tej pory zaginionych lotników, tj. porucznika Socharskiego i plutonowego Sikorskiego. Po dokonaniu identyfikacji postanowiono pogrzebać ich uroczyście na cmentarzu w Amsterdamie obok polskich lotników, którzy spoczęli w tym miejscu 76 lat wcześniej.

 

305 Dywizjon bombowy został ustanowiony 1 września 1940 r. jako ostatni z czterech polskich dywizjonów bombowych. W okresie od kwietnia 1941 r. do sierpnia 1943 r. wykonał 1117 misji i zrzucił 1555 ton bomb na terenie nazistowskich Niemiec. 136 lotników zginęło, 10 było zaginionych a 33 wzięto do niewoli.

 

PAP