Na stacji Smętowo Graniczne (powiat starogardzki) w środę późnym wieczorem doszło do kolizji pociągów, towarowego i pasażerskiego. W zdarzeniu poszkodowanych zostało 28 osób. "Są lekko ranni" - podała rzecznik prasowy wojewody pomorskiego Małgorzata Sworobowicz. W nocy wznowiono ruch pociągów przez stacje Smętowo, na linii Tczew - Bydgoszcz.

 

"Wykoleiła się lokomotywa oraz siedem z jedenastu wagonów "

 

- Nie wiemy, z jakich powodów na stacji Smętowo pociąg towarowy STK pomimo sygnału stój, zabraniającego wyjazdu z toru bocznego, wjechał na tor główny. Spowodowało to starcie z pociągiem Pogoria (Gdynia Główna - Bielsko Biała/Zakopane) prawidłowo jadącym torem głównym. Wykoleiła się lokomotywa pociągu PKP IC oraz siedem z jedenastu wagonów - poinformował rzecznik PKP PLK Mirosław Siemieniec. Okoliczności wypadku ustali specjalna komisja.

 

Pociągiem Pogoria podróżowało około 200 osób. - Nikt z podróżnych oraz obsługi pociągu poważnie nie ucierpiał - podkreślił Siemieniec.

 

28 osobom udzielono pomocy w szpitalu

 

Rzecznik prasowy wojewody pomorskiego Małgorzata Sworobowicz poinformowała, że 28 osobom poszkodowanym (w tym 15 dzieciom) w zdarzeniu udzielono pomocy w szpitalach w: Starogardzie Gdańskim (3), Grudziądzu (12), Kwidzynie (6) i Gdańsku (7). - Są lekko ranni - podała.

 

Według rzecznika PKP PLK wszystkim pasażerom zapewniono opiekę i możliwość dalszej podróży.

 

Jarosław Oniszczuk, członek zarządu PKP Intercity poinformował, że "podróżni zostali przewiezieni autobusami do Bydgoszczy, gdzie zapewniono im ciepłe posiłki. Zastępczym składem pojechali w kierunku Bielska Białej".

 

- O godzinie 3 wznowiono ruch pociągów przez stację Smętowo, na linii Tczew - Bydgoszcz. Planowo wyjadą pierwsze pociągi ze Smętowa - poinformował Siemieniec.

 

W akcji brało udział prawie 80 strażaków

 

Siemieniec poinformował w czwartek rano, że obecnie na stacji w Smętowie działają dwa pociągi kolejowego ratownictwa technicznego. Pociągi przyjechały z Tczewa i z Bydgoszczy. - Z miejsca zdarzenia zostały już zabrane wagony i lokomotywa pociągu towarowego oraz sześć wagonów pociągu pasażerskiego - powiedział. Dodał, że trwa przygotowanie do usunięcia pozostałych wagonów i lokomotywy składu osobowego, która jest zakopana w tłuczniu. - Pracuje specjalny pociąg na wysokości dworca Smętowo - dodał. Wskutek zderzenia wykoleiło się siedem wagonów i lokomotywa z 11 wagonów pociągu osobowego.

 

Straż pożarna zakończyła działania o godz. 4:45. W akcji brało udział 30 jednostek Państwowej Straży Pożarnej oraz ochotniczej straży, w sumie prawie 80 strażaków.

 

Pytany o to, jak długo może potrwać usuwanie skutków kolizji, Siemieniec odpowiedział, że "tutaj priorytetem nie jest szybkość, chociaż ekipy starają się to robić tak szybko jak tylko jest to możliwe, ale przede wszystkim bezpieczeństwo" - podkreślił. Zaznaczył, że każdy z wagonów waży ok. 40 ton, lokomotywa ok. 80 ton. - Wagony muszą być stopniowo przesuwane, centymetr po centymetrze tak, aby znalazły się nad torami i później po torach są odprowadzane poza miejsce zdarzenia - tłumaczył.

 

Zwrócił uwagę, że do naprawy jest też po 200 metrów dwóch torów oraz dwa rozjazdy. - Będziemy naprawiać to po odprowadzeniu wagonów - dodał.

 

Rzecznik zapewnił, że pomimo trwających prac pociągi przez stację Smętowo kursują zgodnie z rozkładem jazdy. Powiedział, że na razie nie są szacowane straty spowodowane przez kolizję. - Kwestia oszacowania strat w taborze będzie przeprowadzona przez przewoźnika, przez PKP Intercity, natomiast PKP PLK oszacują straty w zakresie uszkodzonych torów i rozjazdów - dodał.

 

"Niebawem poznamy pierwsze wyniki prac komisji"

 

Jak powiedział w czwartek rano dziennikarzom minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, członkowie komisji dotarli na miejsce zdarzenia bardzo szybko, a przewodniczący dojechał z Warszawy w nocy. - Do sztabu kryzysowego w nocy dotarła informacja, mówiąca że maszynista pociągu osobowego jechał po torze, na którym miał zielone światło. Kolizja nastąpiła z pociągiem towarowym, który wyjeżdżał z bocznego toru. Więcej na ten temat powiedzieć nie mogę, bo to domena komisji. Bez jej oceny nie pozwolę sobie domniemywać przyczyn - powiedział Adamczyk.

 

Jego zdaniem, badanie nie powinno trwać długo. - Zakres zniszczeń i wszystko to, co zastano na miejscu po katastrofie, świadczy, że niebawem poznamy pierwsze wyniki prac komisji. Zasada jest taka, że do momentu, gdy komisja nie zidentyfikuje, w jakich ustawieniach są urządzenia, nie można ich używać. Już o godz. 2:30 można było powiedzieć, że wszystkie urządzenia kolejowe mogą być znów używane. Dzięki zaangażowaniu członków komisji już po godzinie 3:00 przez stację, korzystając z bocznego toru, mógł przejechać inny pociąg - mówił minister.

 

Zaznaczył, że jest za wcześnie na szacowanie strat. - Mogę jedynie podzielić się refleksjami szefów Intercity, którzy oglądając relacje telewizyjne, oceniali, że wagony są poważnie uszkodzone i nie wiadomo, czy wszystkie da się wyremontować. To z kolei świadczyłoby, że koszty będą wysokie - powiedział Adamczyk.

 

Podkreślił jednocześnie, że kolejarze Intercity i PKP PLK, Straż Ochrony Kolei, służby medyczne, straż pożarna i policja stanęły na wysokości zadania. - Do godz. 2:00 mieliśmy informację, że hospitalizowanych jest 24 pasażerów pociągu. Obawialiśmy się o losy 12-letniej dziewczynki, która została przewieziona śmigłowcem do szpitala w Gdańsku. Okazało się, że stan zdrowia nie zagraża jej życiu. Co do innych osób - też mamy informacje, że ich stan nie jest ciężki. Cztery osoby zgłosiły się do placówek służby zdrowia samodzielnie, więc o godz. 4:00 rano w sumie pomocy medycznej udzielano 28 osobom - dodał minister.

 

Polsat News, polsatnews.pl, PAP