W Brukseli przed południem obradowała komisja wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych PE; tematem spotkania był stan praworządności w Polsce. Swą ocenę w tej sprawie przedstawił europosłom wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Komisarz ocenił m.in., że przekazana przez polskie władze odpowiedź na rekomendacje w sprawie praworządności nie rozwiewa wątpliwości KE i dalsze kroki wobec Polski będą zależały od kolegium unijnych komisarzy.

 

Do słów Timmermansa odniosła się na konferencji prasowej w Sejmie szefowa klubu Nowoczesnej.

 

"Wejdą, czy nie wejdą, zrobią, czy nie zrobią?"

 

- Od półtora roku Polska jest tematem zainteresowania Komisji Europejskiej, od półtora roku zastanawiamy się: "wejdą, czy nie wejdą, zrobią, czy nie zrobią?". Od półtora roku zastanawiamy się, czy KE zdecyduje się skierować do Rady Europejskiej wniosek o uznanie Polski za łamiącą drugi artykuł traktatów europejskich - powiedziała Lubnauer. Jej zdaniem obecnie jest do tego "bliżej niż dalej".

 

Przestrzegała jednocześnie, że za to, co "nabroił" PiS, zapłacą wszyscy Polacy. - Kto bawi się zapałkami, ten może spowodować pożar - powiedziała posłanka Nowoczesnej, wskazując też, że głos Polski przestaje być w Unii słyszalny, ponieważ rząd PiS łamie obowiązujące w UE zasady. Za łamanie wspólnotowych reguł - według Lubnauer - zapłacą m.in. rolnicy niższymi dotacjami, a także przedsiębiorcy, którzy mogą nie dostać środków z UE na rozwój.

 

- Jeżeli w przyszłej perspektywie okaże się, że są oddzielne budżety dla strefy euro i pozostałych krajów, jeżeli w przyszłej perspektywie okaże się, że mamy oddzielną politykę bezpieczeństwa i politykę energetyczną (...), to okaże się, że jesteśmy gdzieś na peryferiach - oceniła szefowa klubu Nowoczesnej.

 

"Staniemy się zakładnikiem Węgier"

 

Dodała, że jeśli wobec Polski zostanie uruchomiony 7 art. unijnego traktatu, staniemy się "zakładnikiem jednego kraju" - Węgier, które - jak przypomniała Lubnauer - blisko współpracują z Rosją.

 

Frans Timmermans poinformował ponadto podczas obrad komisji sprawiedliwości PE, że Komisja jest "bardzo blisko" uruchomienia wobec Polski art. 7 unijnego traktatu, który dopuszcza sankcje, ale uzależnia ten ruch od propozycji prezydenta Andrzeja Dudy dotyczących sądownictwa i sytuacji sędziów Sądu Najwyższego. Mówił też, że chce, by sytuacja w Polsce została przedyskutowana przez przedstawicieli państw członkowskich w Radzie UE.

 

Komisja Europejska prowadzi wobec Polski procedurę praworządności od początku 2016 roku. W połowie lipca KE ostrzegała, że jest bliska uruchomienia art. 7 traktatu unijnego, dopuszczającego sankcje, w związku z planowanymi w Polsce zmianami w sądownictwie. Później jednak prezydent zawetował dwie z czterech kwestionowanych przez Brukselę ustaw. Nie zmieniło to nastawienia KE, która cały czas podkreśla, że w Polsce istnieje systemowe zagrożenie dla praworządności.

 

PAP