Prokurator okręgowy w Rzeszowie Łukasz Harpula poinformował, że o obserwację psychiatryczną w warunkach zamkniętych wnioskują biegli psychiatrzy. Przebadali oni już mężczyznę ambulatoryjnie, uznali jednak, że nie jest to wystarczające, i że do uzyskania pełnego i ostatecznego rozpoznania stanu psychicznego podejrzanego i wydania opinii w tej sprawie konieczna jest obserwacja psychiatryczna.

 

- Chodzi o ustalenie, czy Grzegorz B. był poczytalny w chwili popełniania zarzucanych mu czynów, czy nie ma ukrytych bądź nieukrytych chorób, czy może brać udział w postępowaniu i czy może ponieść odpowiedzialność karną - mówił prok. Harpula.

 

Taka obserwacja trwa 4 tygodnie i może zostać przedłużona na wniosek biegłych.

 

Aby jednak obserwacja została zastosowana, konieczna jest zgoda sądu. Prokuratura w ciągu kilku dni wystąpi z wnioskiem w tej sprawie; jeżeli sąd wyrazi zgodę, to po uprawomocnieniu się sądowego orzeczenia Grzegorz B. trafi do szpitala psychiatrycznego na obserwację.

 

Chłopca nie udało się uratować

 

Półroczny Maksymilian trafił do rzeszowskiego szpitala w ostatni piątek lipca, lekarze określali jego stan jako krytyczny. Chłopczyk miał liczne obrażenia ciała, w tym głowy. Dzień później zmarł. Razem z nim do szpitala trafiła także jego siostra, u której funkcjonariusze policji również zauważyli obrażenia, jednak nie zagrażały one życiu.

 

Zarzut zabójstwa niemowlęcia prokuratura postawiła Grzegorzowi B., znajomemu rodziców i byłemu pracodawcy ojca dziecka. Mężczyzna jest też podejrzany o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad 2,5-letnią Leną siostrą chłopca.

 

"Sprawiało mu radość zadawanie bólu"

 

Mężczyzna przesłuchiwany wówczas w prokuraturze przyznał się do tego, że mógł spowodować śmierć chłopczyka, ale utrzymywał, że obrażenia, jakich dziecko doznało, były przypadkowe. Sekcja zwłok wykluczyła jednak, by obrażenia chłopca spowodowane były nieszczęśliwym wypadkiem.

 

Mężczyzna przyznał się też do wielokrotnego znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad obecnie 2,5 letnią dziewczynką. Mówił, że z niezrozumiałych dla siebie powodów nienawidzi tego dziecka, że sprawiało mu przyjemność zadawanie jej bólu oraz to, że dziecko się go boi. Miał ją podduszać, szarpać, ale tak, aby zostawiać jak najmniej śladów na ciele dziecka.

 

Jednak w czasie posiedzenia sądu w sprawie aresztu zmienił zdanie - nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

 

Grzegorz B. 1 sierpnia decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu. Rodzice dzieci mają status świadków w sprawie.

 

PAP