"Prokuratura odrzuciła nasze zawiadomienie". Mieszkaniec zreprywatyzowanej kamienicy przed komisją weryfikacyjną

Polska

- Prokuratura odrzuciła nasze zawiadomienie o nieprawidłowościach w postępowaniu spadkowym ws. Poznańskiej 14 - mówił w środę przed komisją weryfikacyjną mieszkaniec kamienicy Robert Migros. Pytany, czy miasto pomagało mieszkańcom, odparł, że nic mu o tym nie wiadomo.

Mieszkaniec kamienicy Robert Migros mówił na środowej rozprawie komisji, że w marcu 2014 r. Stowarzyszenie Poznańska 14, zrzeszające lokatorów, powiadomiło prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez mec. Roberta N. i Janusza Piecyka w związku z przejęciem praw do kamienicy - odnośnie Aleksandra Włodawera, który miał być według sądu jedynym spadkobiercą. Dodał, że działali oni na jego szkodę, bo kupili oni od niego roszczenia za 4 mln zł, a później odsprzedali kamienicę spółce Jowisz za 12 mln zł.

 

Migros dodał, że w czerwcu 2014 r. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odrzuciła zawiadomienie. Według niego, prokuratura nie sprawdziła postępowania spadowego z 2010 r. w stołecznym sądzie, a oparła się na postanowieniu sądu, że Włodawer jest jedynym spadkobiercą. Migros nie wiedział, że decyzje wydał ten sam sędzia, który orzekał o kuratorach spadku przy Twardej 8 i 10 oraz Siennej 29.

 

"Miasto wiedziało, że jesteśmy, że przedstawiamy dokumenty"

 

Według świadka zastępca burmistrza Śródmieścia w czerwcu 2015 r. pisał do ówczesnego wiceprezydenta stolicy Jarosława Jóźwiaka, czy nie warto jeszcze raz rozważyć decyzji zwrotowej - po wniosku mieszkańców, którzy mieli zastrzeżenia do postępowania spadkowego. - Na to pismo, z tego co jest mi wiadomo, żadnej odpowiedzi nie było - powiedział Migros.

 

- Miasto się tym zainteresowało, ale dopiero po tym, jak komisja weryfikacyjna zajęła się sprawą - skomentował członek komisji Paweł Lisiecki. - Dokładnie tak jest, ale to też pokazuje, że miasto wiedziało, że my jesteśmy, że przedstawiamy pewne dokumenty, że są nieprawidłowości, jeśli chodzi o postępowanie spadkowe - dodał Migros.

 

"Z nowym właścicielem nie podpisywano nowych umów o najem"

 

Pytany, czy miasto oferowało pomoc osobom zmuszonym do opuszczenia lokali, świadek odparł, że nic mu o tym nie wiadomo. Mówił, że część osób występowało o lokale zastępcze czy socjalne do miasta. Dodał, że wie o jednej osobie, która dostała taki lokal ze względu na niepełnosprawne dziecko oraz o innej, która otrzymała dwudziestoparametrowy lokal przerobiony na mieszkanie. - Część osób poszło do rodzin - oświadczył.

 

Migros podkreślił, że po przejęciu kamienicy przez mec. Roberta N. i Janusza Piecyka żaden z nich nie zamieszkał w niej, choć - jego zdaniem - tak m.in. uzasadniali wypowiedzenie najmu lokatorom - co nastąpiło na kilka dni przed odsprzedażą przez nich kamienicy spółce Jowisz. Świadek dodał, że z nowym właścicielem nie podpisywano nowych umów o najem.

 

"Odkąd są nowi właściciele mieszkanie tam to koszmar"

 

Mieszkaniec kamienicy powiedział, że przed reprywatyzacją standard mieszkania był "przyzwoity". - Był przez nas zrobiony remont - zaznaczył. Oprócz tego - wskazywał - przy współudziale miasta i wspólnoty mieszkaniowej przeprowadzono wymianę dachu.

 

- Odkąd nastali nowi właściciele, jest tragedia. Klatki poniszczone, drzwi się nie zamykają, domofony nie działają, są spękania ścian, to jest koszmar tam mieszkać, kurz jest po kolana - mówił.

 

Kaleta zacytował pismo pełnomocnika właściciela, że mieszkańcy otrzymują pełne wsparcie przy zapewnieniu nowego lokum. "To absurd" - odpowiedział mieszkaniec Poznańskiej 14.

 

 

"Pytano mnie kiedy się wyprowadzę"

 

Drugim świadkiem przesłuchiwanym w środę była mieszkanka Poznańskiej 14 Joanna Nawrocka.

 

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał, jak zmieniła się jej sytuacja po reprywatyzacji nieruchomości. Nawrocka odpowiedziała, że "podwyżki czynszów to jest bardzo dolegliwe". Dodała, że przed reprywatyzacją za niemal 70-metrowe mieszkanie płaciła ok. 900 zł miesięcznie, teraz płaci 1400 zł, a według żądań obecnego właściciela kamienicy, spółki Jowisz, ma płacić 2300 zł.

 

Dodała, że sprawa o tę podwyżkę znajduje się w sądzie. Poinformowała, że na rozstrzygnięcie tej sprawy czeka inny sąd, w którym toczy się postępowanie o eksmisję wobec niej z wniosku spółki Jowisz. Zaznaczyła, że płaci ona 14,70 zł za metr kw., a spółka żąda stawki 25 zł - co lokatorzy kwestionują w sądzie. Różnicę spółka nalicza jako dług.

 

Pytana, czy były wobec niej jakieś działania ze strony obecnego właściciela, Nawrocka odparła, że w ub.r. administrator nieruchomości dzwonił do niej z pytaniem, "kiedy się wyprowadzi i ile chce za to pieniędzy". - Nie podjęłam z nimi żadnych rozmów - podkreśliła Nawrocka. Dodała, że nie chce wyprowadzać się z kamienicy, gdzie mieszka od 1985 r. Nie starała się o lokal socjalny.

 

Włamanie i pożar

 

Za formę nękania uznała włamanie do niej z ub.r. oraz próbę włamania w br. ze strony robotników firmy wynajętej przez spółkę Jowisz do remontu w budynku (który nazwała ona "dewastacją"). Dodała, że pierwszą sprawę umorzono, a w drugiej sprawie policja tylko spisała sprawę. Powiedziała też, że w 2013 r. doszło do pożaru. Nie znała ustaleń straży pożarnej.

 

Pytana, czy ktoś proponował jej pomoc z urzędu miasta, odparła, że nie. Rozmawiała tylko ogólnie o sprawie z jedną urzędniczką.

 

"Ludzi wyganiał z kamienicy wysoki czynsz"

 

- W przypadku jednej z mieszkanek Poznańskiej 14 były dwie próby włamania, ale ludzi przede wszystkim wyganiała stawka czynszu - mówił przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji świadek Andrzej Kalinowski, który wynajmował lokal użytkowy w kamienicy.

 

Kalinowski - jak sam poinformował podczas środowej rozprawy - wynajmował lokal użytkowy przy Poznańskiej 14 od 2008 r. do końca lutego 2014 r., kiedy to jego umowa najmu została wypowiedziana przez firmę "Jowisz".

 

- Dostałem pismo, że mam wydać lokal użytkowy, zaznaczam - mój lokal, z którego korzystałem, to był nr 58, a dostałem wypowiedzenie najmu lokalu nr 11 - mówił.

 

Jak poinformował, nie zastosował się do trzydniowego terminu wypowiedzenia najmu lokalu, w trakcie którego miał również odnowić wynajmowany lokal. - Obciążano mnie 200 proc. stawką czynszu za tzw. bezumowne korzystanie z lokalu, z tym że faktury dostawałem tylko za media, a za korzystanie z lokalu dostawałem notę obciążeniową, w której nic nie było wyliczone, tylko była suma do zapłacenia - 200 proc. stawki czynszu - podkreślił.

 

Pytany przez szefa komisji weryfikacyjnej Patryka Jakiego, czy doświadczył w związku z tym jakiś form nękania, zaprzeczył.

 

 

PAP

zdr/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze