- To co się w tej chwili dzieje wokół Polski, a tak naprawdę dzieje się od blisko dwóch lat, odbieram jako konsekwentny nacisk medialno-propagandowo-polityczny ze strony części elit Unii Europejskiej, elit lewicowych i liberalnych, dla których Polska jest pewną przeszkodą, ponieważ Polska bardzo konsekwentnie przeciwstawia się przyjęciu imigrantów spoza Europy - głównie muzułmańskich - i dlatego jest takim elementem, który trzeba poddać pewnej presji - mówił we wtorek w Polskim Radiu 24 Czarnecki.

 

Zdaniem europosła PiS i wiceszefa PE, polski rząd "dobrze robi", że słucha się polskich obywateli, a nie słucha się "takiego czy innego, wysokiego urzędnika" w Brukseli.

 

"Nie ustąpimy ani o jotę"

 

Czernecki stwierdził, że pomijając "wrzawę medialno-propagandową", Unia Europejska nie ma żadnych formalno-prawnych instrumentów aby Polskę ukarać. - To chciałem powiedzieć bardzo wyraźnie - zaznaczył.

 

Czarnecki dodał, że "naprawdę poważna" debata o przyszłości UE rozpocznie się po wrześniowych wyborach w Niemczech do Bundestagu.

 

- I potrwa - tak przynajmniej mówi się w kuluarach - do końca przyszłego roku - powiedział polityk PiS.

 

Według niego, Polska w debacie o przyszłości UE będzie brać aktywny udział. - Ale są pewne rzeczy dogmatyczne, na które się nie zgodzimy. Nie ma żadnego pola kompromisu - chciałbym to powiedzieć bardzo stanowczo - ws. imigrantów spoza Europy, głównie muzułmańskich. Tutaj nie ustąpimy ani o jotę - oświadczył Czarnecki.

 

Ocenił też, że jeśli projekt Unii Europejskiej, który - jego zdaniem - jest w "największym kryzysie" od początku jej powstania, ma przetrwać, to m.in. Niemcy muszą się "dogadać" z Polską i innymi krajami "nowej" Unii.

 

Szef MSZ: Polska również jest gotowa pójść do Trybunału

 

Komisarz ds. migracji Dimitris Awramopulos zapowiedział w czwartek, że jeśli Polska, Węgry i Czechy nie zmienią stanowiska w sprawie relokacji uchodźców, to KE pójdzie dalej z procedurą o naruszenie prawa UE. W praktyce oznacza to skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.

 

Szef MSZ Witold Waszczykowski pytany w poniedziałkowym wywiadzie dla TV Republika o relokację uchodźców, powiedział, że jeżeli urzędnicy unijni będą naciskać w tej kwestii na polski rząd, to Polska również jest gotowa pójść do Trybunału.

 

- Wskazaliśmy, że decyzja podjęta w 2015 r. była niezgodna z prawem unijnym, ponieważ wszystkich zakwalifikowano jako uchodźców. Tu być może można się zastanawiać nad ich relokacją, dzieleniem, ale gros osób to byli emigranci, a prawo unijne nie reguluje rozlokowania migrantów, bo to należy do prerogatywy każdego z państw członkowskich - zaznaczył Waszczykowski. Jak mówił, zależy to od możliwości absorpcji na rynku pracy i trendów demograficznych. To - jak podkreślił - oceniają państwa członkowskie, nie mogą takich decyzji narzucić natomiast instytucje unijne.

 

Drugi etap unijnej procedury wobec Polski

 

KE wszczęła w połowie czerwca procedurę wobec Polski, a także Czech i Węgier o naruszenie prawa unijnego. Bruksela zdecydowała się na taki krok w związku "z niewywiązywaniem się przez te kraje ze spoczywających na nich obowiązków związanych z relokacją uchodźców".

 

Przed miesiącem KE wysłała tzw. uzasadnione opinie do władz w Warszawie, Pradze i Budapeszcie, co było drugim etapem postępowania w tej sprawie. Stolice te miały miesiąc na odpowiedź na pisma z Brukseli.

 

Ministerstwo spraw zagranicznych, które przekazało KE pismo, wskazało, że Polska nie zgadza się z logiką przyjętych w 2015 roku decyzji relokacyjnych, "jednakże będzie kontynuować swoje wsparcie w innych dziedzinach, m.in. angażując się w ochronę granic zewnętrznych UE oraz systematycznie wzmacniając swoje zaangażowanie humanitarne".

 

W ramach programu relokacji Polska i Węgry nie przyjęły ani jednego uchodźcy. Z kolei Słowacja i Czechy wstrzymały realizację programu, uzasadniając to obawami związanymi z falą islamistycznych zamachów w UE w ostatnich latach. Władze w Bratysławie zdecydowały się jednak na złożenie dodatkowych zobowiązań w tej sprawie, co pozwoliło im uniknąć procedury.

 

Z najnowszego, datowanego na 21 sierpnia raportu wynika, że kraje biorące udział w programie przyjęły dotąd nieco ponad 26 tys. osób w ramach rozdzielnika uchodźców.

 

PAP