Policjanci kłamali, że przeszukali mieszkanie. Ciało poszukiwanej Kai leżało w nim 11 dni

Polska

20-letnia Kaja 15 sierpnia pojechała do partnera z Łodzi i ślad po niej zaginął. Policja zapewniała rodzinę, że robi wszystko, by odnaleźć kobietę. Według ustaleń reporterki Polsat News Ewy Żarskiej, robiła niewiele. Dopiero gdy Polsat News zajęło się sprawą, w sobotę wieczorem przeszukano mieszkanie, do którego pojechała Kaja. Jej zwłoki ukryte były w wersalce. Do sprawy odniosła się policja.

Kaja mieszkała w Zduńskiej Woli. Miesiąc przed zaginięciem poznała Artura W. Nie wiedziała, że 29-latek był w przeszłości karany za brutalną napaść i gwałt w Wielkiej Brytanii.

 

15 sierpnia po godz. 17 pojechała do Artura W., by odebrać 2,5-letniego syna. Do Zduńskiej Woli już nie wróciła. Artur W. jeszcze tego samego dnia przywiózł dziecko do siostry Kai. Przekazał, że 20-latka została w Łodzi, bo źle się poczuła, wsiadł w samochód i odjechał.

 

"Stwierdził że Kaja śpi zmęczona" 

 

Mężczyzna musiał wrócić do mieszkania na łódzkim Teofilowie, w którym później znaleziono ciało, bo zdążył jeszcze kilka razy odebrać osobisty telefon Kai. Dzwoniła zaniepokojona siostra.

 

- Na pytanie, dlaczego to on odbiera połączenia, stwierdził, że Kaja wzięła jakąś tabletkę przeciwbólową na kręgosłup i że śpi zmęczona. Później telefon był wyłączony - powiedział Damian Wiśniewski, brat Kai.

 

16 sierpnia kontakt urwał się również z Arturem W. Zaniepokojona rodzina złożyła zawiadomienie na policji w Zduńskiej Woli. Po kilku godzinach otrzymała informację, że mieszkanie w Łodzi zostało przeszukane i nie znaleziono w nim nic niepokojącego. Dzień później sprawą zajęła się łódzka policja.

 

Bliscy Kai sami pojechali do Łodzi. Mieszkanie Artura W. było zamknięte. Z lokalu wydobywał się z uciążliwy smród, dlatego wezwali policję. Z relacji Damiana Wiśniewskiego wynika, że funkcjonariusze przybyli wraz ze strażą pożarną i tylko strażak wszedł do mieszkania przez okno. Stwierdził, że nikogo w nim nie ma.

 

- Policjant powiedział, że nie ma potrzeby wjeżdżać na górę - powiedział Damian Wiśniewski.

 

Nie zabezpieczono monitoringu, nie sprawdzono telefonu

 

Jak ustaliła reporterka Polsat News policja nie zabezpieczyła monitoringu z klatki i windy w bloku w Łodzi. Nie przesłuchano również sąsiadów Artura W., nie sprawdzono, gdzie logował się do sieci telefon zaginionej Kai, który cały czas miała przy sobie.  

 

Ewa Żarska była przed mieszkaniem Artura W. w sobotę. Przekazywała policji, że z lokalu wciąż wydobywa się nieprzyjemny zapach, ale rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi zapewniała, że na miejscu przeprowadzono już oględziny i nic nie znaleziono. W rzeczywistości mieszkanie po raz pierwszy przeszukano dopiero w sobotę wieczorem.

 

Dziś policja tłumaczy, że prowadzący sprawę funkcjonariusze skłamali w notatkach służbowych, potwierdzając, że przeszukali mieszkanie. Wszczęto wobec nich postępowania dyscyplinarna. Artur W. wciąż jest poszukiwany.

 

Poniżej oświadczenie policji ws. poszukiwania Kai Wiśniewskiej:

 

"Łódź - zwłoki zaginionej zduńskowolanki odnalezione w łódzkim mieszkaniu. Policjanci od 17 sierpnia poszukiwali zaginionej 20-letniej mieszkanki Zduńskiej Woli. Kobieta ostatni raz widziana była 15 sierpnia w godzinach popołudniowych kiedy to wyjeżdżała z rodzinnej miejscowości do Łodzi.


Weryfikowanych zostało wiele informacji, przekazano komunikaty do mediów, sprawdzano placówki medyczne, przejścia graniczne i inne miejsca gdzie mogła przebywać. Sprawdzano także informacje dotyczące jej pobytu na terenie Niemiec. Kolejne wątki dały podstawy do podejrzenia, że kobieta padła ofiara przesteptwa dlatego funkcjonariusze pozostawali w kontakcie z prokuraturą  w kierunku wszczęcia śledztwa.

 

Podczas przeprowadzanych 26 sierpnia oględzin procesowych (z udziałem technika kryminalistyki) mieszkania na osiedlu Teofilów, ( lokal wynajmował  chłopak zaginionej) policjanci ujawnili w wersalce zwłoki kobiety. Śledztwo prowadzi prokuratura. Przyczynę zgonu określi sekcja.

Funkcjonariusze ze Zduńskiej Woli oprócz wielu czynnosci wykonywanych od początku  w sprawie poszukiwawczej zlecili także sprawdzenie kilku adresów łódzkim funkcjonariuszom. Otrzymali m.in. infomacje zwrotną o sprawdzeniu z udziałem straży pożarnej mieszkania na Osiedlu Teofilów. Z informacji tej wynikało, że lokal został sprawdzony i nikt w  nim nie przebywa. Z ustaleń Wydziału Kontroli , który szczegółowo analizuje wszystkie czynności podjęte w sprawie poszukiwawczej wynika jednoznacznie, że łódzcy policjanci ograniczyli się przy sprawdzeniu tego mieszkania do weryfikacji pomieszczeń przez strażaków. Był to błąd, który nigdy nie powinien mieć
miejsca.

 

Komendant Miejski Policji w Łodzi podjął decyzje o wszczęciu postępowań dyscyplinarnych i wyciagnięciu surowych konsekwencji wobec tych funkcjonariuszy.

Zgon kobiety nastąpił najprawdopodobniej w okresie 15-16 sierpnia a więc jeszcze przed zgłoszeniem zaginięcia. Policjanci już od momentu zgłoszenia zaginięcia 20-latki ustalają miejsce pobytu jej 29-letniego chłopaka, z którym spotykała się przez ostatnie tygodnie."

 

Postępowania dyscyplinarne

 

Z nieoficjalnych informacji Polsat News wynika, że Wydział Kontroli Komendy Wojewódzkiej prowadzi trzy postępowania dyscyplinarne wobec policjantów pracujących nad sprawą 26-latki, która przez 10 dni była przetrzymywana i gwałcona w mieszkaniu jednego z podejrzanych. Kobiecie udało się uciec, ale kilka dni później zmarła w szpitalu.

 

Jak się okazuje ojciec 26-latki dzień po jej zaginięciu był na komisariacie. Ewa Żarska dotarła do informacji, że przez cztery dni funkcjonariusze nie podjęli w tej sprawie żadnych istotnych czynności. Między innymi nie sprawdzili, gdzie loguje się telefon poszukiwanej. Reporterka Polsat News ustaliła, że postępowanie dotyczy niepodjęcia działań poszukiwawczych w pierwszych dniach po zgłoszeniu zaginięcia.

 

polsatnews.pl

 

ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze