- Kiedy przyjechaliśmy na miejsce zdarzenia, połowa stodoły płonęła, a świnie stłoczyły się w kącie - opowiadała w lutym Mark Hiller, dyżurny Straży Pożarnej w Pewsey. - Najtrudniej było dostać się w pobliże zwierząt. Gdy w końcu opanowaliśmy sytuację i wyprowadziliśmy świnie ze stodoły, pozwoliliśmy ogniu się dopalić.

 

"To nie sanktuarium dla zwierząt"

 

- Od razu powiedziałam im, że dostaną kiełbaski - stwierdziła w BBC Rachel Rivers, właścicielka uratowanych zwierząt - Byli zachwyceni.

 

Choć Rivers jest świadoma, że jej zachowanie potępią organizacje zajmujące się ochroną zwierząt, to zapewniła, iż "świniom zostały zapewnione najlepsze możliwe warunki przez sześć miesięcy pobytu na farmie".

  

- Nie prowadzimy tu sanktuarium dla zwierząt - dodała farmerka. - Zwierzęta nie były zamykane i odżywiały się tylko organiczną paszą.

 

Owoce pracy

 

W poniedziałek strażacy zamieścili na oficjalnej facebookowej stronie "recenzję kiełbasek", które przyrządzili na grillu. Według "The Telegraph" napisali, że "bardzo polecają wyroby Rachel Rivers".

 

- Minęło dokładnie 6 miesięcy i jeden dzień od momentu, gdy wyciągnęliśmy 18 prosiąt z pożaru. Dziś możemy skosztować owoców swojej pracy.

 

The Telegraph/Peswey Firefighters

  

Post zniknął z oficjalnej strony straży w Pewsey.

 

"Czemu nie róże?"

 

Internauci wyrazili w mediach społecznościowych swoją dezaprobatę.

- Uratowane świnki powinny znaleźć się w sanktuarium. To byłaby słuszna decyzja - napisała jedna z internautek.

 

- Mogła po prostu powiedzieć dziękuje! Co złego jest w bukiecie róż?

 

The Telegarph, BBC, Guardian