"Dlaczego służby nie ostrzegły mieszkańców?" RPO chce wyjaśnień w sprawie pożaru fosforu w Chorzowie

Polska
"Dlaczego służby nie ostrzegły mieszkańców?" RPO chce wyjaśnień w sprawie pożaru fosforu w Chorzowie
PAP/Andrzej Grygiel

O wyjaśnienia w związku z nieuruchomieniem części procedur ostrzegania w czasie weekendowego pożaru fosforu w Chorzowie zwrócił się do wojewody śląskiego i komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej katowicki pełnomocnik Rzecznika Praw Obywatelskich.

Jak poinformowano na stronie internetowej RPO, biuro pełnomocnika terenowego rzecznika w Katowicach "podjęło z urzędu do prowadzenia sprawę pożaru fosforu", który wybuchł w nocy z soboty na niedzielę w zakładzie w Chorzowie.

 

Informację zatytułowano: "Dlaczego służby nie ostrzegły mieszkańców o możliwym skażeniu w czasie sobotniego pożaru fosforu w Chorzowie?".

 

"Syreny alarmowe nie zostały włączone"

 

"Istniało ryzyko zaistnienia skażenia na terenie Chorzowa, Siemianowic i Piekar Śląskich. Jednak syreny alarmowe nie zostały włączone, a mieszkańcy nie dostali ostrzeżeń z Regionalnego Systemu Ostrzegania (może wysyłać SMSy do komórek na danym terenie i ostrzeżenia, które pokażą się na ekranach telewizorów odbierających z konkretnych nadajników telewizji naziemnej)" - napisano w komunikacie RPO.

 

W środę po południu rzeczniczka śląskiej straży pożarnej Aneta Gołębiowska poinformowała, że do tego czasu do komendanta wojewódzkiego nie wpłynęło pismo RPO. Zaznaczyła też, że to nie straż pożarna jest odpowiedzialna za informowanie o zagrożeniu - w tym wypadku jedynie potencjalnym. Komendant akcji współpracował w tym zakresie ze służbami kryzysowymi wojewody i policją.

 

Zgodnie z informacją przekazywaną jeszcze w niedzielę przez służby kryzysowe wojewody, w sobotę przed północą w Chorzowie na ul. Narutowicza 15, na terenie firmy Italmatch Polska Sp. z o.o. doszło do wywrócenia się, rozszczelnienia i zapalenia 200 kg beczki z żółtym fosforem. Ok. godz. 23.45 pożar został ugaszony, a sytuacja opanowana.

 

Spaleniu uległo ok. 50 kg fosforu. W akcji uczestniczyło 16 zastępów straży pożarnej. Wykonane pomiary nie wykazały przekroczeń stężeń substancji niebezpiecznych. Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach informowała o braku zagrożenia skażenia środowiska na obszarze Chorzowa i okolicznych miejscowości.

 

Policja informowała o zdarzeniu przez megafony

 

W związku z akcją pożarową w nocy z soboty na niedzielę policja informowała mieszkańców okolicznych domów o zdarzeniu - poprzez megafony. Także po ugaszeniu pożaru służby kryzysowe sąsiednich Siemianowic Śląskich apelowały do mieszkańców przyległych dzielnic o zamykanie okien i niewychodzenie z domów na zewnątrz

 

Ze szczegółowej informacji przygotowanej po pożarze przez chorzowską policję wynika, że strażacy poprosili tę służbę o pomoc podczas zabezpieczenia pożaru. Dyżurny katowickiej komendy wojewódzkiej skierował na miejsce kompanię alarmową Oddziału Prewencji Policji w Katowicach i powiadomił policjantów z okolicznych jednostek. W sumie w akcji wzięło udział kilkudziesięciu policjantów.

 

"Z uwagi na fakt, że fosfor to groźna substancja, silnie toksyczna przy spalaniu, mundurowi musieli działać bardzo sprawnie. W trakcie akcji dowódca straży pożarnej podjął decyzję, aby policjanci za pomocą systemów nagłośnienia prewencyjnie ostrzegali mieszkańców przyległych ulic oraz dzielnic Siemianowic Śląskich o możliwym skażeniu powietrza, ponieważ istniało takie ryzyko. Policjanci przez megafony apelowali do mieszkańców, aby pozamykali drzwi i okna oraz nie wychodzili z mieszkań" - brzmi informacja policji.

 

"W następstwie pożaru nie zostało zagrożone zdrowie mieszkańców"

 

Policjanci zaznaczyli, że skierowana na miejsce specjalna jednostka ratownictwa chemicznego straży pożarnej na bieżąco monitorowała stężenie substancji szkodliwych wykazując, że nie doszło do ich przekroczenia". "Po zakończeniu akcji ratowniczej, gdy Pluton Ratownictwa Chemicznego odwołał zagrożenie, policja poinformowała okolicznych mieszkańców, że nie doszło do skażenia i wszyscy są bezpieczni" - napisali chorzowscy policjanci.

 

Również w opublikowanych po pożarze oświadczeniach spółka Italmatch Polska, w której doszło do wypadku akcentowała, że w następstwie pożaru nie zostało zagrożone zdrowie okolicznych mieszkańców ani pracowników okolicznych zakładów, a podobne akcje ratownicze - podlegające ścisłym normom - zostały wcześniej wielokrotnie przećwiczone w praktyce podczas manewrów i ćwiczeń terenowych w zakładzie.

 

Spółka Italmatch Polska wyjaśniła, że fosfor biały, paląc się, emituje charakterystyczny biały dym, którego głównym składnikiem jest tzw. pięciotlenek fosforu.

 

"Istotnie, substancja ta - w pewnych i jasno określonych warunkach stężenia i czasu ekspozycji na jej działanie - stanowi zagrożenie dla zdrowia ludzi. Stężenie groźne dla zdrowia i życia wynosi 50 tys. ppm (ppm - część na milion), a czas ekspozycji na działanie tak stężonego tlenku fosforu (V) musiałby wynosić jedną godzinę" - podali przedstawiciele Italmatch.

 

Wyjaśnili, że w odniesieniu do warunków z wypadku oznaczałoby to, że zagrożona mogłaby być osoba przez godzinę stojąca w odległości do 25 m od płonącego bębna z fosforem - przy założeniu, że nie podjęto by żadnej akcji gaśniczej. Tymczasem badania stężenia tej substancji dokonywane w pobliżu miejsca pożaru dawały wyniki poniżej progu oznaczalności, tj. poniżej 1 ppm.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze