Wicepremier Gliński w rozmowie wyemitowanej w poniedziałek w Radiu Wrocław odniósł się do problemu związanego z pracami leśnymi prowadzonymi w Puszczy Białowieskiej.

 

W jego ocenie rząd stoi przed wyborem, czy próbować realizować „sanitarne cięcia, czy pozostawić to przyrodzie”. Jak dodał, w pierwszym przypadku jest szansa na rozwiązanie problemu kosztem wycinki w ciągu kilku lat.

 

- W drugim przypadku przyroda sobie z tym poradzi, ale to może trwać kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset lat. Taki mamy wybór. Natomiast czym innym jest, i teraz prowadzę na ten temat rozmowy z ministrem środowiska Janem Szyszką, czy tam odbywa się jakaś inna wycinka poza wycinką sanitarną - powiedział Gliński.

 

Wicepremier podkreślił, że „ma wątpliwości”, ale „nie ma też wszystkich wiarygodnych danych” na temat wycinki, dlatego poprosił ministra Szyszkę o przedstawienie szczegółów.

 

- Według mojej wiedzy i tego, co mówi minister Szyszko, to są tylko cięcia sanitarne związane z atakiem kornika drukarza. Będziemy jeszcze rozmawiać. Na pewno nie jest to tylko decyzja Lasów Państwowych, czy decyzja ministra Szyszki, ale decyzja całego polskiego rządu odnośnie tego, jaki będzie los dalszy Puszczy Białowieskiej - podkreślił wicepremier Gliński.

 

Dodał, że nie jest to temat łatwy - także ze względów wizerunkowych dla rządu. - Ten problem nie jest obojętny wizerunkowo dla naszego rządu. Dla mnie jest on szczególnie trudny, ponieważ ja zajmowałem się walką o polska przyrodę w czasach, gdy była ona szalenie zagrożona - zaznaczył minister kultury.

 

Unia Europejska żąda wstrzymania wycinki

 

Pod koniec lipca Trybunał Sprawiedliwości UE podjął decyzję o natychmiastowym nakazie wstrzymania wycinki na obszarach chronionych Puszczy Białowieskiej. To środek tymczasowy, o który wnioskowała KE. Polska dostała czas do minionego piątku, by przesłać swoją odpowiedź w tej sprawie.

 

Resort środowiska w odpowiedzi do Trybunału Sprawiedliwości UE napisał, że wstrzymanie wycinki w Puszczy Białowieskiej, jak tego chce Komisja Europejska, spowoduje szkody w środowisku o szacowanej wartości 3,2 mld zł. Resort podkreślił w piśmie, iż jego działania są zgodne z przepisami dyrektyw ptasiej i siedliskowej, a nawet niezbędne dla ochrony przyrody.

 

Przeciwnego zdania jest Komisja Europejska, która właśnie za nieprzestrzeganie tych regulacji rozpoczęła procedurę o naruszenie prawa unijnego w Polsce. Obie dyrektywy są podstawą europejskiego programu Natura 2000.

 

PAP