Porady prawne udzielane na łamach portalu mają charakter ogólny i nie mogą zastąpić bezpośredniego kontaktu z prawnikiem.

 

Walka o drzewo

 

Karolina i Rafał: "Piszemy do Państwa z prośbą o nagłośnienie sprawy naszego drzewa. Nasz sąsiad chce nas chyba wykończyć psychicznie. Wczoraj odebraliśmy od niego pismo z żądaniem usunięcia gałęzi i korzeni, jak się wyraził, uschniętego drzewa, które przechodzą na stronę sąsiada. Tym razem mamy dwa tygodnie, licząc od wczoraj. Pytanie, czy my możemy to jakoś powstrzymać? Obawiamy się, ze nie dam rady prawnie powstrzymać sąsiada. Wy jednak drodzy Państwo jako telewizja macie siłę przebicia, wywołania reakcji. I na to z całych sił liczymy. Nasze drzewo, jak widać na załączonych zdjęciach, nie jest uschnięte, a na to powołuje się sąsiad. Ma ok. 200 lat, wysokość 21,5 metrów, obwód 3,72 centymetrów i zasługuje na to, żeby być zachowanym. Próbowaliśmy ustanowić to drzewo pomnikiem przyrody w celu ochrony przed sąsiadem. Jednak Rada Gminy nam odmówiła."

 

Mec. Marcin Grodzicki: Co do zasady, zgodnie z kodeksem cywilnym, właściciel, czyli Państwa sąsiad, może obciąć i zachować dla siebie korzenie przechodzące z sąsiedniego gruntu, jak i gałęzie oraz owoców zwieszające się z sąsiedniego gruntu. Dwie uwagi: właściciel (Państwa sąsiad) może tak uczynić po bezskutecznym upływie wyznaczonego sąsiadowi (Państwu) odpowiedniego terminu do ich usunięcia. Co istotne, kodeks cywilny nic nie mówi, aby drzewo musiało być chore. Można tak uczynić w przypadku każdego drzewa, również zdrowego, tak jak w Państwa – zdaje się – przypadku. Na wstępie zaznaczyłem "co do zasady", ponieważ wyobrażam sobie możliwą sytuację, w której – z uwagi na szczególne walory drzewa, jego wiek itp. – objęcie go ochroną administracyjną (na podstawie przepisów regulujących ochronę przyrody, środowiska naturalnego) uniemożliwiłoby opisaną powyżej procedurę.

 

Generalna uwaga do wszystkich Czytelników: wprawdzie p.p. Karolina i Rafał "odziedziczyli" problem związany z wiekowym drzewem, ale jeśli my robimy obecnie nasadzenia, zachowujmy odpowiedni odstęp od granicy działki. W przeciwnym razie za jakiś czas mogą nas dotknąć podobne problemy.

 

Problematyczne gminne inwestycje

 

Kinga: "Piszę do Państwa z prośbą o pomoc w sprawie kanalizacji sanitarnej, a właściwie odpowietrzników, które zostały założone nie zgodnie z projektem. Pisałam wiele pism do gminy, ale bez skutku. Teraz po złości urzędnicy zakładają pod bramą (niby w pasie drogowym) trzy metrowe anteny i wymienia rury na dłuższe, z których przy trzydziestopniowym upale wydobywa się straszny odór, który szkodzi zdrowiu. W lato nawet dzieci po podwórku nie mogą biegać przez ten odór. W załączniku przesyłam zdjęcie odpowietrzników i anteny pod bramą. Proszę zainteresujcie się sprawą i pomóżcie."

 

Mec. Marcin Grodzicki: Sytuacja Pani jest o tyle trudna, że skoro prace te wykonywała Gmina na swoim gruncie (pas drogowy), to można zakładać prawidłowość ich przeprowadzenia i zgodność z prawem. Jeśli obawia się Pani o zdrowie swoje i swoich najbliższych, z powodu opisanych przez Panią wyziewów, powinna Pani zgłosić sprawę w najbliższym Sanepidzie (Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna). Do jego obowiązków należy m. in. prowadzenie działalności zapobiegawczej i przeciwepidemicznej w zakresie chorób powodowanych warunkami środowiska poprzez bieżący nadzór. Można również rozważyć kontakt z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, aby zweryfikować, czy wyziewy nie tylko zagrażają zdrowiu ludzkiemu, ale i okolicznej przyrodzie.

 

 

Nielegalna praca za granicą?

 

Grzegorz: "W ubiegłym roku uległem ciężkiemu wypadkowi, a mianowicie zostałem potrącony przez pojazd który wjechał na chodnik. Wypadek miał miejsce w Katarze, gdzie pracowałem jako spawacz. Pewien Pan, który reprezentował polską firmę zaproponował mi tam pracę. Przekazał kontakt do pewnej pani, która tam na miejscu była odpowiedzialna za kontakt z nowymi pracownikami. Przed wyjazdem sprawdziłem, czy to aby nie jest jakieś oszustwo ale na e-mail otrzymałem wszystkie odpowiedzi na moje pytania. Po przylocie do Kataru dano mi do podpisania polska umowę, lecz zaraz zabrano mówiąc że musi ona zostać podpisana przez szefa. Na miejscu okazało się, że wszystko wygląda zupełnie inaczej. W szpitalu okazało się, że nie mam ubezpieczenia i szpital nakazał płacić za mój pobyt. Firma obiecywała mi jakieś pieniądze, ale jak tylko zapakowali mnie do samolotu, kontakt się urwał. Złożyłem sprawę do prokuratory, ta odmówiła wszczęcia postępowania. Adwokat złożył zażalenie do sądu, który też odmówił."

 

Mec. Marcin Grodzicki: Znalazł się Pan w trudnej sytuacji, ale nie można wykluczyć, że w jakimś zakresie padł Pan ofiarą własnej łatwowierności. Oczywiście może Pan próbować kierować swoje roszczenia do polskiej firmy, która zaproponowała Panu pracę, ale zaraz nasuwa się pytanie, czy firma ta jeszcze istnieje i jest wypłacalna… Pana przypadek powinien być ostrzeżeniem dla naszych Czytelników, aby wykazywali daleko idącą ostrożność przed wyjazdem za granicę do pracy. W pierwszej kolejności można ustalić w konsulacie państwa, w którym zamierzamy pracować, jakie są warunki legalnego świadczenia tam pracy, jakie ubezpieczenie powinniśmy posiadać i jakie są zasady zapłaty za leczenie, jakie inne dokumenty powinniśmy posiadać (np. rodzaj wizy), czy zagraniczna inspekcja pracy będzie akceptować umowę podpisaną w Polsce z polską firmą, czy też musimy mieć podpisaną umowę z firmą lokalną… Jak najwięcej formalności załatwiajmy w kraju,. Już tutaj powinniśmy uzyskać jakieś wiarygodne potwierdzenie, że praca na nas czeka - najlepiej od firmy zagranicznej, którą powinniśmy sprawdzić w konsulacie itd. Na polskim rynku grasuje wielu oszustów, którzy próbują nas wykorzystać, a o sprawach robi się głośno dopiero, gdy wydarzy się jakieś duże nieszczęście.

 

Majątek spłonął, bo nie było wody?

 

Mateusz: "Tydzień temu pożar zniszczył dom, 30-letni tartak, biznes meblowy. Rodzina w kilka godzin została bez niczego, nawet bez miejsca do spania. Blisko domu był hydrant, który: wg wodociagów, straż pożarna nie potrafiła go odkręcić, a według straży pożarnej, wodociągi nie dopilnowały stanu technicznego. Pojawia się również opcja, że wodociągi spychają odpowiedzialność na właściciela tartaku. Zatem jedni spychają odpowiedzialność na drugich, a rodzina jak domu nie miała, tam nie ma do dzisiaj. Ta cała sytuacja, to dowód na to, że obywatel zawsze zostaje poszkodowany, a państwo ma to w 4 literach."

 

Mec. Marcin Grodzicki: Panie Mateuszu, jeżeli sprawa wyglądała tak, jak ją Pan przedstawił, powinien Pan walczyć o odszkodowanie. W pierwszym rzędzie, mając na uwadze profesjonalny charakter Pana działalności, być może posiadał Pan wykupioną polisę ubezpieczeniową (od ognia), z której mógłby Pan teraz skorzystać – przynamniej pokrywając szkodę w jakimś zakresie (np. majątek firmowy). Wprawdzie ubezpieczyciele nie zawsze są skorzy do wypłaty odszkodowań, ale w postępowaniu likwidacyjnym ubezpieczyciel z pewnością pomógłby rozwikłać zagadkę dotyczącą hydrantu, który nie zadziałał. Jeżeli straż pożarna lub przedsiębiorstwo wodociągowe nie wywiązały się ze swoich obowiązków, co przełożyło się na powstanie szkody, względnie ją powiększyło, możliwy jest proces odszkodowawczy. W procesie tym będzie trzeba udowodnić wysokość szkody oraz działanie lub zaniechanie, które doprowadziło do jej powstania. Na pewno w takim procesie nie obędzie się bez opinii biegłego (lub nawet kilku). Innymi słowy, sprawa będzie skomplikowana i długotrwała. Absolutnie nie zniechęcam Pana do ubiegania się o odszkodowanie, ale zalecałbym skorzystanie z profesjonalnej pomocy (adwokata), aby uniknąć błędów, zwłaszcza formalnych w sądzie, które mogą uniemożliwić Panu uzyskanie pieniędzy za zniszczony majątek, choćby – po słuszności - odszkodowanie się Panu należało.

 

Prawa przesłuchiwanego

 

Olga: "Mój syn jest oskarżony o zabójstwo ojca. Jest niepełnosprawny, z dużymi skłonnościami do konfabulacji, problemami z pamięcią i koncentracją. Jest podatny na wszelkie sugestie. Przyznał się do winy, ale nie wiem w jakich okolicznościach. Policjanci wiedzieli  o chorobach syna. Pomimo tego przesłuchiwali go. Od samego początku nie miał ( nie mieliśmy) pomocy psychologa. Obecnie syn przebywa 7 miesiąc w areszcie."

 

Mec. Marcin Grodzicki: Jeżeli zachodzą wątpliwości co do zdrowia psychicznego oskarżonego (podejrzanego), sąd, a w postępowaniu przygotowawczym prokurator, ma obowiązek powołać co najmniej dwóch biegłych lekarzy - psychiatrów. Ich opinia powinna zawierać stwierdzenia dotyczące poczytalności oskarżonego (podejrzanego) zarówno w chwili zarzucanego mu czynu, jak i jego aktualnego stanu zdrowia psychicznego. Psychiatrzy mają również obowiązek wypowiedzieć się, czy stan oskarżonego pozwala na udział w postępowaniu, tj. czy można go ukarać. Odpowiedzialność karnej podlega bowiem wyłącznie osobą poczytalna, czyli taka, która zdaje sobie sprawę, z tego co robi. W przypadku osoby niepoczytalnej, zamiast np. kary pozbawienia wolności, sąd może ją skazać na pobyt w zakładzie psychiatrycznym.

 

Państwo w Państwie