5 sierpnia w Krakowie młody mężczyzna jechał tramwajem w kierunku Nowej Huty. Na wysokości przystanku "Ofiara Dąbia" 20-latek zauważył, że skradziono mu telefon. Sprawca wybiegł z tramwaju, a poszkodowany ruszył za nim w pościg.

 

20-latkowi udało się dogonić złodzieja. Nie zdołał jednak odzyskać telefonu, bo sprawca kilka razy uderzył go w głowę i znowu uciekł. Okradziony ruszył za nim.

 

Młodzi mężczyźni wbiegli w rejon osiedla. Uciekający 17-latek podbiegł do grupy stojących tam mężczyzn. Jeden z nich podał mu spray z gazem łzawiącym. Ten z kolei użył gazu wobec ścigającego go poszkodowanego.

 

Policjanci zablokowali drogę ucieczki

 

Na miejscu pojawili się policjanci, który udzielili pomocy 20-latkowi, a następnie zaczęli przeszukiwać okolicę. W rejonie ulicy Półkole zauważyli młodego mężczyznę odpowiadającemu rysopisowi sprawcy. Na widok policjantów zaczął uciekać.

 

Przeskoczył przez ogrodzenie szkoły i pobiegł w kierunku Bulwaru Kurlandzkiego. Jeden z policjantów wyskoczył z radiowozu i udał się w pościg za mężczyzną. Drugi podjechał w kierunku Wisły, by odciąć złodziejowi drogę ucieczki.

 

17-latek biegł bulwarem. Widząc, że nie ma innej drogi ucieczki, wskoczył do Wisły i przeszedł przez część mielizny zatrzymując się na cyplu. Po chwili jednak wrócił na brzeg.

 

Już wcześniej miał trafić do ośrodka wychowawczego

 

Został zatrzymany przez policjantów. Funkcjonariusze zatrzymali także młodego mężczyznę, również 17-letniego, który dał uciekającemu złodziejowi gaz łzawiący.

 

Sprawcy kradzieży postawiono zarzut wymuszenia rozbójniczego. Po czynnościach w Sądzie dla Nieletnich został przekazany do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Łańcucie. Jak się okazało, 17-latek był poszukiwany celem przymusowego doprowadzenia do tej jednostki.

 

Telefonu nie udało się odzyskać. Najprawdopodobniej pozostał na dnie Wisły.

 

polsatnews.pl