Do redakcji Interwencji zgłosili się z prośbą o pomoc rolnicy z powiatu suwalskiego. Skarżą się, że kolej chce im odciąć jedyny dojazd do ich własnych pól.

 

- To jakieś wariactwo - ocenił wójt gminy Raczki Andrzej Szymulewski. Jak dodał, w tej chwili tą trasą nie jeżdżą pociągi osobowe, tylko pociągi towarowe. W ciągu doby przejeżdżają przez nią 3-4 składy.

 

Wiadomość zostawili przy przejeździe

 

PKP – Polskie Linie Kolejowe postawiły pięciu rolnikom, których dotyczy sprawa, ultimatum: albo przejazd przejmą i będą za niego sami odpowiadać, albo zostanie zlikwidowany. Kolejarze za pomocą ogłoszenia powieszonego przy przejeździe, poinformowali rolników, że decyzję muszą podjąć natychmiast.  Ogłoszono też, jakie obowiązki czekają na dzierżawców przejazdu.

 

Mężczyźni przejeżdżają przez przejazd głównie w sezonie letnim, przeważnie sprzętem rolniczym. Pociągi jeżdżą tam bardzo wolno. I to nie ze względu na niestrzeżony przejazd, ale z powodu krętej trasy kolejowej.

 

- Zależy nam, żeby bezpieczeństwo było zachowane. Jeżeli jest właściciel po stronie linii kolejowej, powinien też być właściciel po stronie drogi  - powiedział Mirosław Siemieniec z PKP PKL. Jak dodał, spółka nie traktuje tego rozporządzenia jako formy utrudniania życia.

 

120 zł miesięcznie

 

Zdaniem wójta przejazd powinien być strzeżony szlabanem zamykanym na kłódkę. - To może nie stanowiłoby problemu. Problem stanowi opłata miesięczna, około 120 zł - stwierdził.

 

Jednym z rolników, który korzysta z przejazdu, jest pan Kazimierz. Mężczyzna jest rozgoryczony. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego kolejarze chcą od niego pieniędzy za dojazd do jego własnego pola.

 

- Kolej nie liczy się z rolnikami  - powiedział.

 

"To ryzykowne"

 

Przejazd mogłaby także wydzierżawić gmina. Ale i ona musiałaby płacić za to Polskim Liniom Kolejowym. Nie jest tym zainteresowana. W końcu przejazd znajduje się na terenach prywatnych.

 

- To jest problem nie tylko Podlasia. Ale i całego kraju. Od końca 2015 roku weszło rozporządzenie, które zdaniem ministra miało zrobić porządek z przejazdami, które leżą na drodze niepublicznej. To ryzykowne – ocenił Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

 

"Interwencja"