"Zarówno wykształcenie, jak i bogate doświadczenie zawodowe wskazuje, iż pan Justyn Piskorski jest dobrym kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego" - głosi treść uzasadnienia decyzji o zgłoszeniu przez klub PiS jego kandydatury, które przekazała Mazurek.

 

Piskorski naukowo zajmuje się zagadnieniami prawa karnego, polityki kryminalnej i kryminologii oraz prawa karnego międzynarodowego i europejskiego. "Jest autorem kilkudziesięciu publikacji dotyczących tych zagadnień. Jest także autorem wielu cykli wykładowych, obejmujących opracowanie programów nauczania i ogólnych struktur kursów" - uzasadniono.

 

Urodzony w 1971 roku Piskorski jest absolwentem studiów prawniczych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1998 r. ukończył magisterskie studia podyplomowe w zakresie prawa porównawczego na Reńskim Uniwersytecie im. Fryderyka Wilhelma w Bonn. W Poznaniu odbył aplikację prokuratorską. W 2002 r. po odbyciu studiów doktoranckich uzyskał stopień doktora nauk prawnych na UAM. W 2014 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk prawnych.

 

Od 1 września 2017 r. będzie kierownikiem Katedry Prawa Karnego Wydziały Prawa i Administracji UAM.

 

"Przemoc w rodzinie jest pojęciem fałszywym"

 

Justyn Piskorski jest m.in. autorem artykułu "Ojcostwo –-znaczenie i zagrożenia", opublikowanego w ubiegłym roku w dwumiesięczniku Zawsze Wierni 4/2016 (185).

 

Wśród kilku - jak zaznaczył we wstępie - "refleksji dotyczących społecznej funkcji ojcostwa" są m.in. takie:. 

 

"Obecnie obserwujemy dalszy zamach na ojcostwo w postaci różnego rodzaju aktów prawnych zmierzających do walki z „przemocą w rodzinie”. Zamach na postrzeganie naturalnych ról społecznych, a nawet zamach na płeć. Tu, może jedynie ilustracyjnie, wspomnę, że tzw. przemoc w rodzinie jest pojęciem fałszywym. (W USA dzieci mieszkające pod jednym dachem z ojczymem lub macochą padają ofiarą zabójstw w rodzinie od 40 do 100 razy częściej niż dzieci dorastające z dwojgiem rodziców biologicznych; 90% dzieci rozwiedzionych rodziców mieszka z matką – dlatego sprawcami częściej są ojczymowie; wskaźnik śmiertelnych pobić dzieci przez ich biologicznych ojców wyniósł zaledwie 2,6 na milion, w wypadku ojczymów 70,6 na milion, wśród konkubentów 576,5 na milion – Kanada.) Ojczymowie są wyraźnie okrutniejsi w sposobie zadawania śmierci niż ojcowie;

 

ofiarami przemocy w rodzinie pada tylko jedno na 3 000 dzieci mieszkających z obojgiem biologicznych rodziców i jedno na 75 dzieci mieszkających z rodzicem genetycznym i przybranym; w Wielkiej Brytanii zaledwie 1% dzieci żyje z przybranymi rodzicami, ale 53% wszystkich zabitych dzieci zostało zabitych przez ojczyma lub macochę. Przemoc w rodzinie zatem nie jest problemem, o ile jest to rodzina biologiczna."

 

Skutkiem koedukacji zniewieściali mężczyźni i agresywne kobiety

 

W innym miejscu autor przekonuje, że:

 

"Młodzi mężczyźni nie są w wystarczającym stopniu stymulowani w warunkach współczesnej kultury zachodniej. W kulturze dobrobytu zostają poddani edukacji sprzecznej z ich naturą, z naturą wyzwań i rywalizacji. Edukacja proponowana w warunkach szkół koedukacyjnych jest wyłącznie źródłem problemów, gdyż ten model edukacji jest nastawiony na kształcenie grzecznych dziewczynek. Długoletni okres koedukacji musiał doprowadzić do stanu, w którym mamy zniewieściałych mężczyzn i agresywne kobiety. Takie role są im bowiem narzucane bardzo wcześnie.

 

Kryzys ojcostwa nie jest kryzysem obejmującym już cały świat. To kryzys cywilizacji zachodniej. Jeśli mierzyć go wskaźnikami demograficznymi, to widać, że w zasadzie dotyczą one krajów Europy wraz z Rosją, Ameryki Północnej oraz Australii. Pozostała część świata nie została objęta zapaścią demograficzną. Niskie są tam też wskaźniki rozwodów".

 

PAP, polsatnews.pl