"Obecność polityków na miejscu nie pomaga w działaniach". Błaszczak odpowiada na zarzuty opozycji

Polska

- Decyzje nie są podejmowane w Warszawie, decyzje są podejmowane na miejscu i należy zapytać (o podjęte działania-red.) panią burmistrz gminy Czersk, pana starostę powiatu Chojnickiego - powiedział Mariusz Błaszczak w Polsat News. Szef MSWiA odpierał m.in. zarzuty opozycji, że podległe mu służby nie wywiązały się ze swoich zadań, a pomoc dla poszkodowanych w nawałnicach przyszła za późno.

Rząd, mimo próśb lokalnych władz oraz mieszkańców poszkodowanych terenów, nie ogłosi stanu klęski żywiołowej. Wobec tej decyzji pojawia się wiele głosów krytykujących partię rządzącą.

 

- Ja rozumiem te głosy, bo ludzie są zszokowani tą sytuacją. Prosiłbym jednak, żeby wziąć pod uwagę fakt, że tak wygląda system zarządzania kryzysowego, że sytuacje na miejscu analizuje przede wszystkim wójt gminy, następnie starosta. Nie będziemy podejmowali w Warszawie decyzji, które dotyczą ludzi na miejscu, bo my nie mamy takiej wiedzy, jaką mają odpowiedzialni samorządowcy na miejscu - powiedział Błaszczak w Polsat News.

 

"Organizują konferencje prasowe i mówią nieprawdę" 

 

Minister powiedział, że "ludziom, którzy się w tej sprawie wypowiadają chodzi głównie o przepychanki i o udowadnianie, kto ma więcej racji".

 

Zaznaczył jednak, że nie mówi o zwykłych mieszkańcach, którzy są rozgoryczeni tragedią, jaka ich dotknęła. - Mówię o politykach. Tych, którzy wykorzystują sytuację i tych, którzy organizują konferencje prasowe i mówią nieprawdę - powiedział Błaszczak.

 

Jak dodał, cała akcja ratownicza będzie podsumowana, ale po jej zakończeniu. - Dziś koncentrujemy się na ocenie skutków nawałnicy i wypłacie zadośćuczynienia tym, którzy zostali poszkodowani - dodał.

 

Minister zwrócił również uwagę na fakt, iż straż pożarna znakomicie wywiązała się ze swoich obowiązków. - Jest 220 strażaków, którzy pomagają poszkodowanym. Sytuacja jest pod kontrolą. Z tego co usłyszałem od komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej nie ma zagrożenia powodzią. Prace trwają. Wojsko zostało zaangażowane w te prace na wniosek, który złożony został w poniedziałek przez wojewodę. Wojsko po kilku godzinach było na miejscu - zaznaczył Błaszczak.

 

"Akcja była prowadzona zaraz po tym zdarzeniu"

 

Pytany przez prowadzącego program Marka Kacprzaka, dlaczego wojsko zostało wysłane dopiero w poniedziałek minister odpowiedział, że "decyzje nie są podejmowane w Warszawie, są podejmowane na miejscu".

 

- Należy zatem zapytać panią burmistrz gminy Czersk, pana starostę powiatu Chojnickiego. System jest tak zorganizowany, że składa się ze sztabów. Jest sztab gminny, jest sztab powiatowy i jest sztab wojewódzki. I to musi działać, bo w przeciwnym razie to nie będzie funkcjonować. Jeśli nie będą funkcjonować procedury, jeżeli będą one łamane to nic dobrego z tego nie wyjdzie - oświadczył polityk. 

 

Minister zwrócił uwagę, że "akcja była prowadzona zaraz po tym zdarzeniu". - To co mówi totalna opozycja to jest nieprawda. Zaraz po zdarzeniu służby powołane do zapewnienia pomocy ludziom rozpoczęły swoje działania - dodał.

 

Opozycja krytykuje jednak działania rządu za opieszałość. - Powiem wprost. Czasami w sytuacjach kryzysowych bywa tak, że obecność polityków na miejscu nie pomaga w działaniach. Politycy są potrzebni do tego, żeby ocenić akcję - odpowiedział minister.

 

- Podsumujemy i ocenimy sposób działania. Na to przyjdzie czas. Dziś trzeba się jednak skoncentrować przede wszystkim na tym, żeby świadczyć pomoc tym, którzy zostali poszkodowani - dodał.

 

"W niektórych powiatach nie zebrały się sztaby kryzysowe"

 

Błaszczak był również pytany o to, czy w swoich działaniach służby nie zapominają o mniejszych miejscowościach, w których nie ma mediów, a również są ogromne potrzeby. Minister jednak zaprzeczył zapewniając, ze "straż pożarna jest wszędzie".

 

Przyznał jednak, że z informacji, które posiada wynika, że w niektórych powiatach dotkniętych nawałnicą w ogóle nie zebrały się sztaby kryzysowe. - Dowiedziałem się, że marszałek województwa pomorskiego dopiero dziś zainteresował się tym co się wydarzyło – powiedział Błaszczak.

 

- Często mówimy, że samorząd jest najbliżej ludzi. Jeżeli jest najbliżej ludzi to powinien się zaangażować, wszyscy samorządowcy powinni się zaangażować. Tymczasem są takie powiaty, w których sztab kryzysowy się nie zebrał - dodał.

 

Pytany czy nie powinno się zatem wyciągnąć konsekwencji wobec niektórych urzędników Błaszczak odpowiedział, że "ocena postawy każdego z urzędników zostanie przeprowadzona po zakończeniu akcji. - Dziś akcja jeszcze trwa. Chociaż etap zasadniczy, polegający na ochronie życia i zdrowia, mamy za sobą - zaznaczył.

 

Rozporządzenie upraszczające procedury szacowania strat

 

Błaszczak powiedział również, że już w poniedziałek zostały uruchomione pieniądze dla najbardziej dotkniętych kataklizmem. - Chodzi tu o pierwszą transzę w wysokości 6 tysięcy złotych. To są pieniądze na żywność, na leki dla poszkodowanych - doprecyzował.

 

- Druga rzecz, ta którą teraz przeprowadzamy, to jest szacowanie strat. Następnie tym, którzy ponieśli straty wypłacane będą odszkodowania. Moje działania po konsultacjach z ministrem infrastruktury sprowadzają się tu do uproszczenia procedur. Tak, żeby pieniądze były szybciej wypłacone niż to działo się przed laty - powiedział. - Mogę się zobowiązać do tego, że pieniądze trafią do ludzi - dodał.

 

Minister przypomniał również, że jego resort ma przygotowany projekt rozporządzenia upraszczającego procedury szacowania strat. - Te uproszczenia polegają na tym, że tam, gdzie jest potrzebna zgoda na budowę wystarczy zgłoszenie, a tam, gdzie jest potrzebne wyłącznie zgłoszenie, może się ta odbudowa odbyć bez składania zgłoszenia - podkreślił minister.

 

polsatnews.pl

dk/paw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze