- Wciąż jesteśmy zainteresowani poszukiwaniem drogi do dialogu, ale to zależy od niego - powiedział Tillerson, mówiąc o Kim Dzong Unie.

 

Wcześniej we wtorek oficjalna północnokoreańska agencja KCNA poinformowała, że Kim otrzymał raport armii na temat planów odpalenia rakiet w pobliże Guam i oświadczył, że będzie obserwował działania USA nieco dłużej, zanim podejmie decyzję w tej sprawie.

 

Według relacji KCNA Kim powiedział, że jeśli "USA chcą obniżyć napięcie na Półwyspie Koreańskim i zapobiec niebezpiecznemu starciu militarnemu", powinny "pierwsze podjąć właściwą decyzję i wykazać ją poprzez swoje działania". Oświadczył też, że jeśli USA będą kontynuować "wyjątkowo niebezpieczne" działania na Półwyspie Koreańskim, podejmie decyzję o odpaleniu rakiet.

 

Rezygnacja z ambicji nuklearnych 

 

- Na razie nie mam odpowiedzi na jego decyzje - krótko skomentował te słowa szef amerykańskiej dyplomacji, pytany o Kim Dzon Una podczas konferencji prasowej, na której prezentowano raport dotyczący wolności religijnej na świecie.

 

Już w poniedziałek Tillerson, wspólnie z amerykańskim ministrem obrony Jimem Mattisem, w artykule opublikowanym w gazecie "Wall Street Journal" zapowiadał, że amerykańska administracja jest gotowa na negocjacje z Pjongjangiem, ale pod warunkiem, że Korea Północna zrezygnuje ze swoich ambicji nuklearnych.

 

W ub. tygodniu siły strategiczne Korei Północnej zapowiedziały zakończenie do połowy sierpnia prac nad planem odpalenia czterech rakiet średniego zasięgu w pobliże wyspy Guam. W piątek prezydent USA Donald Trump oświadczył na Twitterze, że amerykańskie siły zbrojne "są gotowe do strzału", i ostrzegł koreańskiego dyktatora, że nie "ujdą mu na sucho jego pogróżki", a jeśli jeszcze raz pogrozi Ameryce, "bardzo szybko dostanie za swoje".

 

PAP